Jeszcze w roku 1989 w Katyniu na znajdującym się tam memoriale widziałem napis, że zbrodni dokonali Niemcy w roku 1942. Rosjanie zakłamywali i wypierali zbrodnię katyńską przez ponad pół wieku, niektórzy robią to do dziś. Ale prawdy nie da się ukryć, sprawiedliwość woła o uszanowanie ofiar i osądzenie sprawców zła. Ujawnienie prawdy ma chronić przed powtórzeniem okrucieństwa, ma stanowić zadośćuczynienie za popełnione zło, ma służyć pojednaniu. Ze zbrodnią ludobójstwa zwaną rzezią wołyńską jest podobnie, władze naszego wschodniego sąsiada wypierają ją nadal, podobnie jak Turcy wypierają zbrodnię na Ormianach (półtora miliona ofiar) z czasu I wojny światowej. Mówienie o Wołyniu tego lata w 79. rocznicę rzezi w obecnych warunkach jest trudne, niektórzy twierdzą, że jest nie na miejscu. Przez kilkadziesiąt lat na jej temat panowało głuche milczenie, a po powstaniu niepodległego państwa ukraińskiego powtórzył się po stronie naszych sąsiadów proces wypierania i trwa on, niestety, do dziś. Niektórzy twierdzą, że oczekiwanie, by w tym roku, w warunkach agresji Rosji na Ukrainę, prezydent Zełeński dokonał jakiegoś przełomu w uznaniu przez państwo ukraińskie odpowiedzialności za tę zbrodnię, w okazaniu skruchy, by możliwe stało się autentyczne pojednanie, jest niewłaściwe.
Inni liczyli jednak, że po odwołaniu ambasadora Andrija Melnyka z Berlina za wybielanie Bandery (chodzą słuchy, że ma awansować na wiceministra spraw zagranicznych Ukrainy) prezydent Zełeński w rocznicę tzw. „krwawej niedzieli” (11 lipca), stanowiącej apogeum ukraińskich zbrodni na ludności polskiej na Wołyniu, potępi poczynania zbrodniarzy z OUN („Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów”, wcześniej „Faszystów”) oraz UPA (Ukraińskiej Powstańczej Armii), ale nic takiego się nie stało. W tym kontekście przypomniano sobie słowa ukraińskiego prezydenta z marca br.: „to, czego nigdy nie robiliśmy pod naszą flagą, to nie atakowaliśmy innych państw, nie zajmowaliśmy cudzej ziemi, nie mordowaliśmy innych ludzi”. No cóż, rzeź wołyńska z pewnością nie dokonała się pod obecną flagą żółto-niebieską, ale jest ona bezspornym faktem poświadczonym ogromną ilością źródeł, a skala zademonstrowanego w jej ramach okrucieństwa jest niewyobrażalna, stąd nie będzie już chyba lepszej okazji dla naszych sąsiadów na jej uznanie i potępienie, niż ten moment, kiedy okazujemy im tyle pomocy w czasie toczącej się wojny.
Ta pomoc miała okazję stać się faktycznym zarzewiem prawdziwego aktu pojednania. Jeszcze nie wszystko jest stracone, ale wiele zależeć będzie od postawy władz ukraińskich, od dojrzałości naszych sąsiadów. Tej dojrzałości, jak na razie, nie widać, ale to nie my mamy ich jej uczyć, nie my mamy o nią żebrać. Słusznie zatem prezydent Duda przypomniał, że „zbrodnia ta była w istocie ludobójstwem” i jako taka domaga się wyjaśnienia. Trwanie przy „dwóch prawdach”, jak to się na razie dzieje, nie zbuduje dobrosąsiedzkich relacji. Dlatego na miejscu są i te słowa prezydenta: „Czego chcemy? Chcemy prawdy. Chcemy grobów. Tego, co jest po prostu normalne w cywilizacji, w której oba nasze narody wyrosły – cywilizacji chrześcijańskiej… Na prawdzie niech się zbuduje nowa relacja pomiędzy narodami i społeczeństwami”. Decyzja o uznaniu jednej, autentycznej prawdy spoczywa w rękach naszych sąsiadów. Bez niej snucie mrzonek o jakiejś „unii” pomiędzy dwoma państwami, z których jedno powołuje się wciąż na swe faszystowskie dziedzictwo, wydaje się wielce przesadzone, a nawet po prostu niesmaczne.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze