Malarka, graficzka, ilustratorka. Znana portrecistka koni. Lubiła malować na plenerach, gdzie mogła skupić się na pracy. Była wychowawczynią i cenioną nauczycielką wielu pokoleń młodych artystów. Przyjaciele nazywali ją „Mają”. Maria Wojnarowska odeszła 9 września w wieku 80 lat.
Konie fascynowały ją od dzieciństwa. Ale marzenie, żeby spróbować konnej jazdy, spełniła dopiero w liceum. W studenckim klubie jeździeckim poznała męża i od tej pory konie były stale obecne w jej życiu.
- Dobrze narysowany ruch konia, ekspresyjny, jest tak nieoczekiwanie trudny, że nie można się w tym posłużyć fotografią – opowiadała w filmie „Artysta z wyobraźnią” Gabrieli i Piotra Dąbrowskich.
- Ja nie mogę się uważać za specjalistkę od rysowania koni w ruchu, absolutnie nie. Jestem raczej portrecistką. Lubię jego twarz, jego głowę, jego oczy, jego wyraz pyska, poruszenie głowy, rozwianą grzywę.
Reklama
Urodziła się w Tarnowie. Była absolwentką Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych w Warszawie oraz warszawskiej ASP. Dyplom z grafiki użytkowej zrobiła w pracowni prof. Józefa Mroszczaka, z malarstwa – u prof. Jerzego Tchórzewskiego. Po studiach, jako stypendystka Ministerstwa Kultury i Sztuki, odbyła staż w l’École des arts décoratifs w Paryżu.
Debiutowała w 1969 roku na wystawie „Asocjacje” w warszawskich Hybrydach. Pracowała jako grafik projektant dla Wydawnictwa Handlu Zagranicznego, WAG, Agpolu. Za plakaty reklamowe i znaki graficzne otrzymała kilka nagród. Ilustrowała książki (m.in. „Kubusia Puchatka” Milnego i „Dzieci pana majstra” Zofii Rogoszówny). Po przeprowadzce do Łącka prowadziła zajęcia plastyczne w Gminnym Ośrodku Kultury.
Lubiła wyjeżdżać na plenery, zwłaszcza do francuskiego Mirabel. Malowała również na Korsyce, w węgierskim Szeged, Sandomierzu, Łącku i Sannikach. Odbyła rezydencję artystyczną w partnerskim mieście Płocka - Auxerre. Jej obrazy znajdują się w kolekcjach w Holandii, Niemczech, Anglii. Były też wystawiane na aukcjach dobroczynnych. Najchętniej posługiwała się akrylem i pastelami.
- Moje malarstwo to zapis tego, co widziałam, zachwyt nad światem, który odkrywałam na nowo. Pamiętnik miejsc, w których byłam, i spraw zauważonych na drodze. To nie są prace typowego malarza, ale grafika-ilustratora. Trochę opowiadają – wyjaśniała podczas otwarcia swojej wystawy monograficznej w Płockiej Galerii Sztuki w 2014 roku.
Reklama
W latach 1993-2010 uczyła rysunku i malarstwa w I Prywatnym Liceum Plastycznym im. Władysława Drapiewskiego w Płocku. Zaprojektowała logo szkoły. Młodzież ceniła jej otwartość na wszelkie twórcze poszukiwania.
– Wspaniała artystka, oddany pedagog, wielka miłośniczka sztuki, dobry człowiek o wyjątkowej kulturze osobistej, nasza koleżanka i przyjaciółka. Z wielkim żalem żegnamy damę sztuki polskiej – napisała w pożegnaniu społeczność liceum.
Razem z córką Anną wykonały mural przedstawiający dom biskupi z papieżem Janem Pawłem II w „oknie papieskim” na ekspozycję w Muzeum Diecezjalnym. Miała na swoim koncie kilka wielkoformatowych realizacji, na ścianach budynków w Polsce i we Francji.
- Maria Wojnarowska, nazywana przeze mnie „Majusią”, była nie tylko moją koleżanką po fachu (obie skończyłyśmy studia plastyczne), ale i przyjaciółką. Znałyśmy się przez pięćdziesiąt lat. Wspólnie jeździłyśmy na plenery, gdzie poza pracą twórczą do późnych godzin nocnych rozmawiałyśmy. Niezwykle utalentowana artystka. Do jej ulubionych tematów należały zwierzęta. Ilustrowała książki. Wykonała wiele ilustracji, a jedne z ciekawszych do „Losów mojego życia” Jerzego Iwanowskiego. Zawsze w interesujących słowach otwierała i podsumowywała plenery malarskie, które często inicjowała. Serdeczna, bardzo wartościowa, dobra osoba – wspomina artystka Zofia-Samusik Zaremba.
13 października otworzyłaby swoją kolejną indywidualną wystawę. Tym razem w Europejskim Centrum Artystycznym w Sannikach. Na pewno znalazłoby się na niej dużo koni i przyrody.
- Ja jestem zachwycona stroną przyrodniczą świata. O ile bardzo nie lubię strony industrialnej, nawet Petrochemia widziana z daleka nie jest dla mnie zachwycająca, chociaż jest niesłychana zupełnie i można się przyglądać godzinami, ale ja bym tego obrazu nie namalowała. Natomiast jak widzę jakieś krzaki i chaszcze, to bardzo chętnie. Ja bardzo lubię malować zieleń i przyrodę – powiedziała w filmie.
Reklama
Zmarła 9 września, dzień po swoich imieninach. Spoczęła na Powązkach.
Fot.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze