Rozmowa z Michałem Wyrębkowskim – absolwentem płockiej Jagiellonki (klasa IB), jednym z najlepszych w Polsce i na świecie maturzystów. I jednym z najzdolniejszych studentów na świecie. Niesamowicie utalentowanym 22-letnim płocczaninem – studentem Uniwersytetu w Pennsylwanii, który objął stanowisko dyrektora ds. europejskich Instytutu CELI na Uniwersytecie Yale
Zanim przejdziemy do pana najnowszych sukcesów, wrócę do naszej rozmowy z 2011 roku, kiedy był pan uczniem płockiej SP 23. Już wtedy nauczyciele mówili: „Michał to nasza perełka”. Czy ten bardzo utalentowany kilkulatek, który już wtedy potrafił swoją wiedzą „zakasować” starszych kolegów, ba, nawet dorosłych, sam spodziewał się, że jego pasja, talenty będą na tak wielką skalę?
Gdy wracam do naszej rozmowy z czasu, kiedy byłem w szkole podstawowej, to przede wszystkim miałem wtedy ogromną ciekawość świata, co pozostało ze mną do dzisiaj. Moja ambicja wyniknęła raczej z tego, że kolejne kroki, które podejmowałem, czyli konkursy i olimpiady, działalność społeczna, aplikacja na studia w Stanach wydawały mi się w danym momencie najlepszą rzeczą, jaką mogę zrobić, żeby poszerzyć moje horyzonty. Jeżeli współgra to z moimi zainteresowaniami i mogę przy okazji zrobić coś dobrego dla innych – tym lepiej. Jako dziewięciolatek na pewno nie myślałem o większej skali niż najbliższy sprawdzian czy konkurs historyczny, w którym uczestniczyłem.

Zdjęcie Michała Wyrębkowskiego z materiału Tygodnika Płockiego przygotowanego w 2011 roku.
Kiedy słyszymy o utalentowanych młodych ludziach, to zazwyczaj jest to kwestia jednej, dwóch dziedzin. U pana to ogromne zainteresowanie dotyczyło i dotyczy w równym stopniu historii (czy nadal pana konikiem są czasy dynastii Habsburgów?), matematyki, geografii, fizyki. Nauczyciele z SP 23 już wtedy mówili, że równie dobrze radzi pan sobie z geografią, fizyką, matematyką, językami obcymi czy przygotowywaniem zaszyfrowanych informacji. I do tego równocześnie odnosił pan sukcesy w konkursach plastycznych, zawodach sportowych, świetnie radził sobie w kierunku muzycznym. Jak to było możliwe?
Bardzo lubię morał pewnej baśni Ezopa. Lis zna wiele sztuczek, a jeż zna jedną – ale za to skuteczną. Bliżej mi do tego pierwszego, zajmowanie się tylko jedną dziedziną mogłoby mnie znużyć, choć są takie jak szeroko pojęta ekonomia, którą zainteresowałem się w gimnazjum i którą studiuję teraz. A w danej chwili konik ciągle się zmienia, w ostatnie wakacje zaczytywałem się w książkach historycznych i powieściach o czasach Cezara, wcześniej były instytucje gospodarcze okresu międzywojennego, a kiedy miałem dziewięć lat, to były to właśnie czasy Habsburgów. Może to objaw niezdecydowania, ale z drugiej strony to ciekawość świata kieruje mną w danej chwili. Pomiędzy przedmiotami szkolnymi, choć zacząłem to robić bardziej świadomie, gdy byłem starszy, starałem się szukać powiązań, mówiąc kolokwialnie – łączyć kropki. Gdy historia zlewała mi się z lekcjami języka polskiego czy geografią, a chemia z fizyką, nauka przychodziła mi łatwiej. Chociaż patrząc na to z perspektywy kilkunastu lat, mam wrażenie, że na początku był to przede wszystkim wynik wychowania i szczęścia do nauczycieli, których spotkałem na mojej drodze.
Skąd czerpał pan inspiracje, motywację i przede wszystkim znajdował czas na to, by zdobywać wiedzę w tak wielu bardzo różnych zakresach? I – co niesamowite – być w tym jeszcze najlepszym? W tym miejscu przypomnę, że już jako 5-letni chłopiec szukał pan odpowiedzi na bardzo trudne zagadnienia historyczne, geograficzne.
Pięcioletniemu mnie z pewnością imponował Mistrz z bajek dla dzieci z serii „Było sobie…”, który wiedział wszystko o historii, odkryciach geograficznych czy wynalazkach. Całkowicie pochłonęła mnie próba zrozumienia świata. Pod koniec szkoły podstawowej przeczytałem dwie książki, które próbowały to zrobić – „Koniec historii i ostatni człowiek” z perspektywy filozoficznej oraz „Dlaczego zachód rządzi – na razie?” z perspektywy ekonomicznej. Wtedy zrozumiałem z tych książek w sumie niewiele, ale wystarczająco dużo, żeby uświadomić sobie, jak wiele mam do nauczenia się, żeby na poważnie próbować odpowiedzieć na takie pytania. Czasami to podejście powodowało, że wygrywałem taki czy inny konkurs, ale to nigdy nie było dla mnie największe źródło satysfakcji. W końcu nie żyje się po to, żeby konkurować z innymi w zawodach.
Jaki udział w rozwijaniu pasji naukowych mieli pana najbliżsi, potem również nauczyciele? Jaka była ich rola i udział w rozwijaniu i wspieraniu tej ogromnej ciekawości świata?
Nie do przecenienia. Moi dziadkowie bardzo często przyjeżdżali do mnie do domu – dziadek Stanisław opowiadał o swoich podróżach i pracy za granicą, a dziadek Kazimierz zaraził mnie pasją do filozofii i teologii. Babcie Halina i Jadwiga sprawdzały dyktanda i uczyły matematyki. Moja mama czytała mi do snu „Dziennik Gazetę Prawną” – choć może to wydać się śmieszne, mam wrażenie, że miało to niemały wpływ na pewną łatwość w przyswajaniu trudnych tematów, którą nabyłem. Tata nie szczędził czasu, żeby zawozić mnie na konkursy i oprowadzał małego mnie po muzeach. Moja wychowawczyni z klas 1-3 w SP 23, pani Małgorzata Szulborska, we wrześniu pierwszej klasy rozpoznała, że mam dosyć niecodzienne zainteresowania i wbrew ogólnemu sceptycyzmowi wysłała mnie na konkurs historyczny dla uczniów kilka lat starszych ode mnie. Moja przygoda z historią, a zatem i pomimo innych zainteresowań, udziału w konkursach czy olimpiadach, na poważnie zaczęła się od pasji nauczyciela do wspierania ucznia, za co jestem mojej wychowawczyni ogromnie wdzięczny.
Osoby, które pana znają, bardzo mocno podkreślają, że ten super utalentowany chłopak jest zarazem bardzo serdeczny i uczynny. Jako kilkuletni chłopiec odpowiedział pan na takie stwierdzenia: „no cóż, po prostu taki jestem, realizuję swoje pasje. To bardzo miłe słyszeć o sobie takie słowa”.
Z tego, co powiedziałem, śmieję się czasem ze znajomymi, którzy znajdują na stronie „Tygodnika Płockiego” pani wywiad ze mną sprzed kilkunastu lat. Jednym słowem – jako dziewięciolatek najskromniejszy nie byłem. Bardzo miło to słyszeć i dzisiaj, jeżeli ktoś z Płocka i okolic jest zainteresowany studiami za granicą bądź olimpiadami i konkursami naukowymi, staram się pomóc w miarę moich możliwości.
Kiedy rozmawiałam o pańskiej karierze z kilkoma nastolatkami, to po pierwszym „WOW!” padało kolejne pytanie: „jak to jest możliwe?”. Trzeba chyba uczyć się całe dnie i noce. Właśnie – jak to jest możliwe, żeby zdać kilka matur, być laureatem kilku – kilkunastu konkursów, olimpiad, mieć indeks na kilka uczelni na kilka lat przed rozpoczęciem studiów?
Jeżeli to tylko możliwe, nie przejmować się zanadto szkołą i zachować do niej dystans. Łatwo mi to mówić, gdyż moi nauczyciele byli bardzo wyrozumiali, gdy pisałem kilka olimpiad w drugiej klasie liceum i zwalniali mnie z lekcji. Z drugiej strony proces nauki był dla mnie raczej bezbolesny, bo z reguły, choć nie zawsze, znajdowałem wewnętrzną motywację do nauki, nie na zaliczenie, ale dla samego siebie. Na pewno nocy nie zarywałem, to dopiero na studiach. Przede wszystkim skupiałem się na rozwoju moich własnych zainteresowań. I to procentowało w olimpiadach, np. gdy w olimpiadzie polonistycznej pisałem o teologii w literaturze science-fiction Franka Herberta, a w olimpiadzie filozoficznej – o micie politycznym. Nieoczywiste powiązania wynikły z tego, że miałem szerokie zainteresowania. To mi pomogło.
Jak wygląda pana codzienny rytm dnia, jego organizacja (pytam w kontekście tego, ile i jak pan działa), aby zdążyć ze wszystkim? Bo przecież trzeba jeszcze powiedzieć, że jest pan bardzo aktywny społecznie. Szczerze mówiąc, jestem bardzo ciekawa, jak pan odpoczywa.
Tak jak wszyscy żyję w niedoczasie. Dalece nie jestem najlepszy w samoorganizacji, ale bez wątpienia ważne są w niej struktury i priorytetyzacja. Co do tych pierwszych, staram się tworzyć sobie taki system, żeby praca nad projektami badawczymi, którymi się zajmuje, jak np. dotyczącymi wzmocnienia systemu sankcji na Rosję czy transformacji polskiej energetyki, przychodziła sama. Gdy trafię na ciekawą myśl, czytając książkę, artykuł, słuchając podcastu, staram sporządzić sobie krótką, dwuzdaniową notatkę, opatrzoną źródłem i tematyką, umieszczając ją w specjalnym folderze. Z takich notatek formują się ciągi myślowe, a z nich artykuły naukowe. W wolnym czasie zawsze staram się znaleźć czas na rozmowę z bliskimi, modlitwę, bieganie czy chwilę gry na komputerze w stylu budowania cyfrowego miasta – oczyszcza to mój umysł. Jednocześnie staram się ograniczyć korzystanie z mediów społecznościowych, bo pożera to zdecydowanie za dużo czasu, a z rzadka powoduje, że czuję się lepiej.
Wracając do czasów szkolnych, to kolejnym ważnym etapem była klasa IB w płockiej Jagiellonce. Czy międzynarodowa matura pozwoliła panu przygotować się do dalszej studenckiej drogi w Stanach Zjednoczonych?
Gdy byłem już w Jagiellonce, nie napisałbym matury IB, a zatem i nie trafiłbym na studia w Stanach na Uniwersytecie Pennsylwanii, gdyby nie osobista determinacja p. Marcina Jaroszewskiego – ze wsparciem dyrekcji szkoły, żeby taki program powstał i żeby uczniowie w nim otrzymali edukację pod wieloma względami lepszą niż w najlepszych warszawskich liceach pokroju LO im. Stefana Batorego. Dostanie się na zagraniczne studia nie byłoby też możliwe bez jedynej nauczycielki historii w klasie IB, pani dr Anny Araucz, która łączy kompetencje angielskiego i historii, i jak nikt inny potrafiła przygotować mnie do matury oraz wspierać w procesie aplikacji. Obecnie do klasy IB uczęszcza moja siostra, Klaudia, która może potwierdzić to, co wynika z mojego własnego doświadczenia. Najbardziej odróżnia Jagiellonkę od pozostałych szkół partnerskie podejście do ucznia i wspieranie w rozwijaniu nieoczywistych zainteresowaniach, takich jak organizacja konferencji PlocMUN. To naprawdę rzadkość. Drugie takie miejsce to Krajowy Fundusz na rzecz Dzieci, na które jeździłem jako uczeń Jagiellonki. Wszystkich nauczycieli oraz rodziców zdolnych uczniów zachęcam najserdeczniej do wysyłania tam listów każdą wiosną, kiedy Fundusz przyjmuje nowych podopiecznych. Nie daje on wsparcia finansowego, ale organizuje dla młodzieży wyjazdy naukowe i spotkania z ekspertami ze wszelkich dziedzin – od fizyki, przez język polski, po ekonomię. Obok klasy IB miało to ogromny wpływ na poszerzenie moich horyzontów, i przygotowało mnie to znakomicie do studiów na jednym z najlepszych uniwersytetów w Stanach.

Czy już wtedy wiedział pan, jaki będzie wybór jeśli chodzi o studia? I miał pan swój plan? Chociaż był pan w takiej sytuacji, że to uczelnie się o pana biły …
Pierwotnie planowałem studiować na Oksfordzie, gdzie przetarł szlaki mój przyjaciel Filip Kulas, który skończył wcześniej płocką Jagiellonkę – pierwszy poszedł tam studiować jako jej absolwent i jest teraz fenomenalnym inżynierem w Wielkiej Brytanii. Pokazał mi, że kończąc liceum w Płocku, wszystko jest możliwe. Faktycznie tak jest. Od końca drugiej klasy liceum, dzięki wsparciu Zacharego Lecha oraz Franka Sokołowskiego – studentów Harvardu i Yale, którzy pomogli mi w zakresie przygotowania esejów aplikacyjnych i dokumentów potrzebnych na studia w Stanach, przygotowywałem się do procesu aplikacyjnego. Jest on czasochłonny i dosyć trudny dla osoby spoza USA, ale otrzymałem ofertę studiów od Uniwersytetu Pennsylwanii, Uniwersytetu Nowojorskiego oraz paryskiego Instytutu Nauk Politycznych. Zdecydowałem się na ten pierwszy, między innymi ze względu na to, że umożliwia on mi studiowanie na najlepszej szkole biznesowej na świecie, lecz koszt studiów na niej jest, niestety, bardzo wysoki. Fundacja Rafała Brzoski, która przyznała mi stypendium, jest dla mnie ogromnym wsparciem.
Doktor Maciej Kawecki (z którym prowadzi pan newsletter) pisze o panu w takich słowach: „Zdał 8 matur na 100 proc.!!! Jest jednym z najlepszych na świecie zdających maturę międzynarodową. Uzyskał 45 na 45 punktów. Własną pracą uzyskał Penn World Scholar – był jednym z piętnastu najlepszych studentów z całego świata na studiach na jednej z najlepszych uczelni na świecie. Jest laureatem i finalistą 5 olimpiad przedmiotowych (filozofia, polski, ekonomia, historia, francuski). Dziś Michał Wyrębkowski studiuje na uczelni należącej do Ligi Bluszczowej i jest jednym z najsilniejszych młodych umysłów, jakie poznałem. To w USA tworzył czarną listę Yale, mając ogromny wpływ na to, że firmy wycofywały się z Rosji. Interdyscyplinarność jego umysłu jest ogromna”. I co pan na to?
Nie będę ukrywał, że bardzo miło mi słyszeć takie słowa.
Po takiej prezentacji słuchający mogą powiedzieć tylko: „niesamowity”. Czy tak się czuje najbardziej utalentowany płocki, polski, robiący oszałamiającą międzynarodową karierę student?
Gwarantuję, że mamy w Płocku, czy szerzej w kraju, mnóstwo osób z drygiem do nauki czy zainteresowaniem niszowymi tematami. Ja po prostu miałem nieprawdopodobne wręcz szczęście do tego, że moje najbliższe otoczenie, rodzinne i szkolne, zawsze mnie wspierało i podtrzymywało moje ambicje, chęć do nauki i ciekawość świata. Dlatego udało mi się dostać na studia z zakresu finansów i analityki biznesowej na Uniwersytecie Pensylwanii. Gdy już się tam dostałem, wyszedłem z założenia, że postaram się wyciągnąć z mojego pobytu w Stanach jak najwięcej, skoro Opatrzność dała mi taką szansę.
W ostatnich dniach topową informacją jest to, że Michał Wyrębkowski, 22-letni płocczanin, jeden z najzdolniejszych na świecie studentów, to zarazem dyrektor ds. europejskich Instytutu CELI na Uniwersytecie Yale. Czym się pan zajmuje, nad czym pracuje?
Jestem członkiem zespołu, w ramach którego tworzymy czarną listę firm, które pozostały w Rosji bądź się z niej wycofały. Dzięki m.in. naszej działalności ponad tysiąc firm wycofało się z Rosji. Ponadto badam to, jak omijane są sankcje nałożone na elektronikę i chipy, jak trafiają one na front, czy też to, jak Europa odchodzi od rosyjskiego gazu. Pomagam też przy organizacji szczytów prezesów największych amerykańskich spółek.

To czym nas pan zaskoczy, jeśli chodzi o kolejne sukcesy? Bo nie ukrywam, że trochę nas pan do tego przyzwyczaił.
Kończę w tym roku studia ekonomiczne i planuję zacząć studia magisterskie z prawa w Stanach Zjednoczonych. Mam kilka projektów, nad którymi pracuję teraz w Polsce – przede wszystkim newsletter, który stara się przybliżyć zrozumiałym językiem świat zmieniających się technologii – jak na przykład sztucznej inteligencji czy transformacji energetycznej, który piszę wraz z drem Maciejem Kaweckim. Jeżeli ciekawią państwa takie tematy, to zapraszam serdecznie do jego subskrybowania na stronie: maciejkawecki.com.
Na koniec naszej rozmowy poproszę pana o życzenia dla czytelników „Tygodnika Płockiego” i płocczan.
Trzeba nie bać się marzyć! Naprawdę wszystko jest możliwe po skończeniu liceum w naszym mieście. W każdej wolnej chwili wracam do Płocka i uważam, że nasze miasto i region ma ogromny potencjał. Gdyby tylko nasi włodarze postarali się o S10 i kolej do Warszawy, na co, myśląc o ewentualnym powrocie i zaangażowaniu społecznym, powoli tracę nadzieję, niezależnie od tego, która ekipa jest u władzy…
Dziękuję za rozmowę i życzę kolejnych naukowych, badawczych, zawodowych i osobistych sukcesów.
Fot. Archiwum prywatne
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Doskonały wywiad i bardzo inspirujący młody człowiek. Szkoda, że żeby móc w pełni rozwijać swoje możliwości musiał wyjechać za granicę, bo w Polsce to wiadomo, tylko by się zmarnował
Doskonały wywiad i bardzo inspirujący młody człowiek. Szkoda, że żeby móc w pełni rozwijać swoje możliwości musiał wyjechać za granicę, bo w Polsce to wiadomo, tylko by się zmarnował