Historia Wacława Michalskiego – żołnierza wyklętego z Mazowsza Północnego – nie kończy się na wykonaniu wyroku śmierci 29 marca 1950 r. o godz. 21.00 w więzieniu na Rakowieckiej. Do tej pory nie odnaleziono jego szczątków. Symboliczny grób mieści się na Starym Cmentarzu przy ul. Kobylińskiego w Płocku, za kaplicą. Imię Wacława na tablicy umieszczone jest na końcu tragicznej listy umęczonych Polaków walczących z komunizmem, ustrojem totalitarnym, zbrodniczym, uderzającym w niepodległość państwa i wolność obywatela, człowieka, siejącym terror, kłamstwo, pseudo rzeczywistość.
W rozmowie z najbliższymi Wacława słychać, że rana ta wciąż jest niezagojona. Niemożność pochówku i tym samym uszanowania zmarłego nie daje spokoju. Nie ma jego szczątków na „Łączce”, która została już dokładnie przebadana. Jak mówi pamiętająca okoliczności działań i śmierci Wacława Michalskiego jego bratanica, Teresa Trojanowska – pewnie został zakopany pod płytą chodnikową, w miejscu przypadkowym, tam, gdzie żaden cywilizowany człowiek chować zmarłego nie powinien.
Komuniści chcieli być panami życia i śmierci. Przez lata pamięć o niezłomnych była ukrywana przez rodziny w obawie przed represjami władz komunistycznych – niemożliwy był bowiem awans społeczny, inwigilowano bliskich, brutalnie niszczono rodziny i osoby spokrewnione. Wacław Michalski był jednym z najmłodszych zamordowanych przez komunistów żołnierzy wyklętych.
Teresa Trojanowska przedstawia tragiczne losy rodziny z bólem w sercu. Wacek działał w grupie „Cacki” na Mazowszu Północnym („Cacko” to pseudonim dowódcy, Wiktora Wacława Stryjewskiego), tam znalazł schronienie przed władzą komunistyczną. Wacek nie urodził się opozycjonistą. Co zdecydowało o wstąpieniu do powojennego podziemia? Uciekł do lasu, bo groziło mu więzienie za posiadanie broni – pojedynczego pistoletu. Na Wacława doniósł sąsiad, który w ten sposób chciał wyrównać sąsiedzkie rachunki i zasłużyć się nowej władzy. Na drugi dzień po donosie ubecy zjawili się w domu rodzinnym i przetrząsnęli gospodarstwo. Wacek, przewidując ich działania, ukrył się w oddziałach Wiktora Wacława Stryjewskiego. I tam pozostał. Władze komunistyczne oskarżyłyby go – nie zdał broni w ramach amnestii. To był dobry pretekst do aresztowania i osądzenia jako wroga ludu. Takie przekonanie nie wzięło się znikąd.
Przedstawione zdarzenia rozgrywały się w latach 1949 – 1950. Więzienia były zapełnione wrogami komunistycznego reżimu. Szczególnie intensywnie inwigilowano mieszkańców Staroźreb i okolicznych wsi. Opór rolników wobec antykatolickiej i narzuconej przez ZSRR władzy był na wsiach silny – obawiano się utraty ziemi na rzecz spółdzielni i państwowych gospodarstw rolnych.
Oddział „Cacki”, w którym znalazł się Wacław, działał w ramach rejonu pierwszego 11 Grupy Operacyjnej NSZ. Jego członkami byli również: Stanisław Derkus, ps. „Śmiały”; Ludomir Pieczyński, ps. „Władek”; Zygfryd Kuliński, ps. „Albin”; Szczepan Stryjewski, ps. „Józef”; Janina Samoraj, ps. „Celinka”; Elżbieta Kozanecka, ps. „Basia”.
Wacław Michalski został ranny w Gałkach koło Małej Wsi (niedaleko Wyszogrodu), w obławie na grupę „Cacki”. Obława ta była wynikiem donosu w ramach rozpracowywania przez UB środowiska wiejskiego w Staroźrebach i okolicach. W wyniku wymiany ognia część żołnierzy wyklętych została ranna. Wszystkich aresztowano. Rannego Wacka i pozostałych zawieziono na Rakowiecką. Wacław nie mógł się ruszać, był ranny w nogę.
Ostatnia wiadomość od niego to list do matki, w którym Wacław prosi Boga o szybki wyrok. Jego ciało było odparzone, ran nikt nie leczył, poddawano go torturom, bardzo cierpiał. Za działalność antykomunistyczną „Cacko” i Wacek dostali karę śmierci. Krótko po liście był koniec – przyszło powiadomienie, że wyrok został wykonany.
Wacław Michalski, pseudonim „Gałązka” – jeden z najmłodszych żołnierzy podziemia powojennego – stracony został w wieku 27 lat, wyrok wykonano 29 marca 1950 r. Najmłodszy brat, Mieczysław, spalił dokumenty sądowe dotyczące procesu i egzekucji. Cała rodzina wiele lat żyła w strachu i pod presją oskarżenia, że są wrogami ustroju. A przecież Mieczysław z bratem Tadkiem zarabiali na chleb, odbudowując Warszawę.
Po wyroku zlicytowano należące do matki Wacka gospodarstwo w Bromierzu, czyli inwentarz żywy, ubrania, okrycia zimowe, meble, zegar, plony, ziemniaki, zboże. Podpalono stodołę z narzędziami. W czasie rewizji ubecy zrywali podłogę, szukali broni. W pewnej chwili jeden z nich podrzucił pistolet. Widziała to Jadwiga, siostra Wacka, i podniosła straszliwy krzyk, ubecy usunęli broń. Prowokacja nie udała się. Licytacja majątku odbyła się w Staroźrebach, sąsiedzi pojechali na rynek, wykupili sprzedawane za grosze zwierzęta i dobytek i oddali pani Michalskiej. Pomagali w tak tragicznych okolicznościach. Było ciężko, z wielkim trudem rodzina wydobywała się z biedy. Młodsza siostra Janiny zmieniła nazwisko, by skończyć szkołę, potem prowadziła sklep. Ukrywała przeszłość rodziny…
Tekst i fot. Małgorzata Ogonowska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze