Reklama

Poszetka w butonierce

17/03/2015 11:51
Spotkaniem z cyklu „Konfrontacje historyczne”, z udziałem profesora Mariana Marka Drozdowskiego i redaktora Macieja Wierzyńskiego zakończyły się w Muzeum Mazowieckim obchody Dni Karskiego. – Nie przyszłoby mi do głowy, że będę rozmawiał z jednym z najważniejszych Polaków XX wieku. Książka Karskiego – „Wielkie mocarstwa wobec Polski 1919-1945. Od Wersalu do Jałty” to dzieło jeszcze dziś aktualne w tym sensie, że jak stwierdzał Karski, los małych krajów takich jak Polska nie zależy od nich samych, ale od geopolitycznej rozgrywki mocarstw – mówił Wierzyński.
W spotkaniu wzięli udział profesor Marian Marek Drozdowski i redaktor Maciej Wierzyński. Obaj poznali Jana Karskiego. Jeden w Polsce, drugi w USA. Profesor Drozdowski spotkał Karskiego w Archiwum Akt Nowych, gdy w połowie lat 80. legendarny kurier przyjechał do Polski, poszukując materiałów do przygotowywanej monografii Wielkie mocarstwa wobec Polski. Maciej Wierzyński poznał go w Stanach Zjednoczonych, potem przeprowadzał z nim wywiad. – Pytałem go o Powstanie Warszawskie. Karski wystrzegał się radykalnych sądów. Uważał, że powstanie tak czy inaczej by wybuchło, bo napięcie wśród młodzieży było duże. Mogłoby się zdarzyć też tak, że powstanie sprowokowaliby Rosjanie we własnym interesie – opowiadał Wierzyński. Drozdowski podkreślał, że Jan Karski pochodził z rodziny o tradycjach patriotycznych. Był przykładem obywatelskiego wychowania międzywojennej inteligencji. – Czuł się piłsudczykiem, żył w kulcie Marszałka, ale już wtedy rozumiał aspiracje ludności ukraińskiej. Jego głęboki katolicyzm otworzył go też na dramat narodu żydowskiego – stwierdził. – Karski był najbardziej popularnym przedstawicielem polskiego państwa podziemnego w świecie, ale był człowiekiem bardzo skromnym. Uważał, że wszystko co robił, to jego obowiązek. Redaktor Maciej Wierzyński czytał fragmenty swoich wywiadów z Karskim i jego wspomnień. Podkreślał, że Karski nie tylko był rzetelnym historykiem, ale sytuacje historyczne potrafił opisywać w sposób interesujący literacko. – Po spotkaniu z Roosveltem miał wrażenie, że audiencji udzielił mu władca całego świata. Na pytanie, co ma powiedzieć Polakom, przywódca powiedział: „Powiedz, że Polska wyłoni się z wojny bogata i uprzywilejowana, granice ulegną zmianie, Polacy dostaną odszkodowanie”. Karski o mało nie uderzył głową w biurko, tak nisko się skłonił Roosveltowi. Z tej audiencji wycofywał się rakiem. Nie najlepiej wypadło też spotkanie z bardzo wpływowym wówczas Felixem Frankfurterem. Od niego usłyszał: „Nie jestem w stanie uwierzyć w to, co pan mi powiedział”. Karski wspominał również swoją rozmowę z Sikorskim i z wdową po ministrze Józefie Becku. – Opowiedział z dojrzałym smutkiem o spotkaniu z wdową po ministrze Józefie Becku – mówił Wierzyński. Karski spotkał się z nią przypadkiem, po latach, w polskiej kantynie wojskowej we Włoszech. Przeprosił, za to, że niegdyś w Londynie mówił o nim źle. A Beckowa powiedziała: „Ja pana nie winię. Gdy mąż był ciężko chory, nie mieliśmy nawet na lekarstwa”. – Znajomość z Karskim była największą przygodą dziennikarską mojego życia – podsumował Maciej Wierzyński.
Według profesora Drozdowskiego Karski był człowiekiem samotnym mimo sławy. W życiu rodzinnym nie wiodło mu się najlepiej. Jego żona dwa razy próbowała popełnić samobójstwo. Za drugim razem – skutecznie. Relacja z bratem też była trudna. On również popełnił samobójstwo. Z drugiej strony Karski był człowiekiem z dużym poczuciem humoru, lubił się elegancko ubierać. – Podczas trzeciej podróży kurierskiej na zachód przedzierał się w ubraniu robotnika francuskiego. Gdy wywiad go przechwycił, kazali mu zmienić ubranie na cywilne. Pozwolili wybrać części garderoby. Kupił wtedy m.in. jedwabne koszule, które go zachwyciły – opowiadał prof. Drozdowski. Jan Karski języki znał świetnie, ale gdy mówił po angielsku, miał wyczuwalny akcent. – Żeby go jakoś zamaskować, zrobiono mu specjalny zastrzyk, po którym tak spuchł, że z łatwością udawał, że nie może mówić – dodał Drozdowski. Przypomniał również anegdotę już z czasów PRL, gdy Karski przyjechał do Polski. – To było w okresie gierkowskim. zapytany czy widzi postęp w Polsce odpowiedział: „tak, ale nie we wszystkich dziedzinach. Okazało się, że poszedł do pralni i poprosił, żeby mu uprali chusteczkę do butonierki. Odmówili. Karski kończył szkołę artylerzystów. Podczas jednej z rozmów profesor Drozdowski zapytał go, jakie zajęcia tam mieli. Karski z poczuciem humoru odpowiedział, że on pisał do roczników i śpiewał. – Chcecie państwo wiedzieć, jaką piosenkę? – zapytał profesor uczestników spotkania w Muzeum Mazowieckim? – Najpopularniejsza wtedy była pieśń „Matczyne ręce” – po czym zasiadł do fortepianu i zagrał utwór. – Jan Karski to był człowiek wielowymiarowy i godny szacunku – podsumował Drozdowski.
Przypomnijmy, że podczas obchodów Dni Karskiego w Płocku odbyły się: spotkania z historykami, pokaz filmu, wykład dra hab. Dariusza Libionki oraz wystawa Jan Karski. Człowiek wolności. Z monodramem Zupa rybna w Odessie inspirowanym biografią Jana Karskiego wystąpił aktor Teatru Dramatycznego w Płocku – Sebastian Ryś.
Lena Szatkowska



Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości