Gustave Flaubert twierdził, że podróżowanie uczy skromności. „Widzisz, jak niewiele miejsca zajmujesz w świecie” – napisał. Pandemiczna rzeczywistość skurczyła nasz świat do czterech ścian i na jakiś czas w ogóle uniemożliwiła podróże. Po miesiącach izolacji zaczęliśmy się przemieszczać, stęsknieni za wolnością wyboru. Jak wojażuje się w czasie pandemii? Z ograniczeniami.
Austria 2G
Wejść na lotnisko w Wiedniu łatwo. Trudniej wyjść. Obostrzenia w Austrii dyktuje terroryzująca cały świat krzywa wzrostu liczby zakażeń i hospitalizacji. Latem nie sprawdzano certyfikatów covidowych. Dziś po opuszczeniu samolotu, jeszcze zanim uda się odebrać majaczący już na taśmociągu bagaż i wyjść z lotniska, ustawia się kolejka. Jedni machają telefonem z kodem QR Unijnego Certyfikatu COVID, drudzy – wersją papierową. Wyraźnie zmęczony, ale uprzejmy pan pyta mnie, skąd przyleciałam. Pokazuję zaświadczenie o przyjęciu pełnej dawki szczepionki. A test? Testu nie mam. Na szczęście nie zostaję w Austrii. Jestem tylko „tranzytem”. Gdybym jednak chciała przenocować, obejrzeć głośną wystawę Tycjana w KHM, coś zjeść lub wypić w lokalu, oprócz szczepienia muszę pokazać negatywny wynik testu PCR. W Wiedniu ten wymóg dotyczy nawet dzieci (powyżej 6. roku życia).
Wybierając się do Austrii warto wiedzieć, ile wynosi ważność świadectwa szczepień. To 270 dni od daty pełnego uodpornienia czyli od dnia podania drugiej dawki szczepionki lub dawki przypominającej. Jesteś zaszczepiony preparatem jednodawkowym? Od nowego roku to nie wystarczy. Jeśli wybierasz się na narty, konieczne jest przyjęcie dawki przypominającej. W Austrii obowiązują zasada 2G („zaszczepiony lub wyleczony”) i przypominające dziób grubodzioba maseczki FFP2. Nie tak łatwo wyjechać w austriackie Alpy...
Słowenia PCT
W sąsiedniej Słowenii na razie obowiązuje kryterium PCT („preboleli, cepljeni, testirani”). Żeby podziwiać uroki Alp Julijskich należy być ozdrowieńcem, osobą zaszczepioną lub posiadać negatywny wynik testu PRC lub HAG wykonany nie więcej niż 48 godzin przed podróżą.
Jeśli przyjeżdżasz do Słowenii na przykład z wakacji w Afryce Południowej albo Namibii, zostaniesz automatycznie skierowany na 10-dniową kwarantannę (nie pomoże ani certyfikat, ani zaświadczenie o przebyciu choroby). Afryka jest na cenzurowanym zresztą nie tylko tutaj. To pewnie zemsta Europy za to, że nowy wariant wirusa SARS-CoV-2, nazwany piętnastą literą alfabetu greckiego, po raz pierwszy wykryto w Botswanie i RPA. Działo się to w listopadzie, a w grudniu omikron został potwierdzony w Słowenii.
Świat radzi sobie z pandemią różnie. Do optymizmu jeszcze daleko. Pozostaje poczucie humoru, które ratuje od beznadziei. W Słowenii omikron został bohaterem „największej muzycznej atrakcji po słonecznej stronie Alp, która otwiera sezon narciarski z gościem specjalnym przybyłym z Południowej Afryki”. Satyrycy występujący w programie „Co słychać?” produkowanym przez telewizję publiczną napisali odpowiednią do nowych okoliczności piosenkę. Zaczyna się od słów: „Omikron! Omikron! On jest zupełnie nowy i zostanie. Przybył z Południowej Afryki. Trochę po świecie mutował, dopóki go ktoś nie wyizolował. Raz, dwa! Już dostał imię!”.
Uzasadnione wątpliwości wykonawców budzi nazwa nowego wariantu „korony”. Dlaczego przeskoczyliśmy dwie literki greckiego alfabetu? - pytają. Czternastą – Ksi – twórcy nazwy ominęli z przezorności. Za dużo ludzi nosi takie nazwisko. „Da Kitajcev ne b'jezil', še eno črko smo spustil'. Kitajec to po słoweńsku Chińczyk, a ja (też z przezorności) pozostawię całą frazę bez tłumaczenia. Oprócz zabawnego (niegłupiego) tekstu uśmiech każdego słuchacza, nawet tego, który nie rozumie języka słoweńskiego, wywołuje dobór akompaniamentu i „teledysk”. Piosenkę o omikronie śpiewamy na melodię przeboju Dja Ötzi o Antonie z Tyrolu.
Więcej w kolejnym wydaniu Tygodnika Płockiego.
Marta Kunavar
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze