Reklama

Płock

21/11/2012 10:38
Za oknami jesień, czasem słoneczna, innym razem mglista. Zachęca do spacerów po mieście, ale także po terenach wiejskich, gdzie na polach uwijają się jak pracowite mrówki rolnicy. Jednak mimo uroków jesiennego krajobrazu na wsi, zapraszam na dalszą podróż po Płocku.
W poprzednim artykule oglądaliśmy katedrę płocką. Po wyjściu z katedry mijamy Zamek Książąt Mazowieckich ze znajdującym się w nim Muzeum Diecezjalnym, które posiada bogate zbiory dzieł sakralnych, malarskich i numizmatycznych. Na szczególną uwagę zasługują następujące rękopisy: Biblia Płocka z pierwszej połowy XII w., „Perykopy ewangeliczne” z ok. 1160 r., trzy Graduały z XIII, XIV i XVI w., „Objawienia św. Brygidy” z 1400 r. oraz „Dyplom lokacyjny miasta Płocka” z 1237 r. Płocczanie pamiętają, że do niedawna mieściły się tu też zbiory Muzeum Mazowieckiego, obecnie znajdującego się na ulicy Tumskiej. Zamek powstał na polecenie ówczesnego władcy Władysława Hermana i w nim też urodził się jego syn Bolesław Krzywousty – nagrobki obu władców znajdują się w katedrze. Zamek był zamieszkały do około 1495 roku, gdy na skutek osunięcia się skarpy wiślanej uległ częściowemu zniszczeniu. Później budynek przechodził różne koleje losu odbudowany przez Zygmunta Starego I został zniszczony w trakcie potopu szwedzkiego, a od roku 1856 pełnił funkcję seminarium duchownego i później muzeum.
Przechodzimy ulicą St. Małachowskiego, mijając zabudowania najstarszego liceum w Polsce tzw. Małachowianki. Przyjmuje się, że szkoła płocka została założona około roku 1180. Pierwszym znanym nauczycielem szkoły kolegiackiej był Witalis wymieniany w zachowanym dokumencie pergaminowym księcia Ziemowita, jako „Vitalis scholasticus Sancti Michaelis” (1249 r.). Następnie przechodzimy obok budynku Sanktuarium Miłosierdzia Bożego i wchodzimy na Stary Rynek. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to fontanna, która powstała w 2000 roku. W słoneczne dni, jakich mieliśmy w tym roku dość dużo, jest wokół niej zawsze pełno dzieci, dla których wielką radością jest móc ochlapać się wodą, a jeszcze większą opryskać swoją koleżankę czy kolegę.

Rycerz Bolko

W tle wśród malowniczo podświetlonych przez słońce strugach mieni się różnymi kolorami tęczy klasycystyczny, zaprojektowany przez Jakuba Kubickiego ratusz z 1827 roku. Codziennie o godzinie 12.00 i 18.00 będąc na rynku, możemy usłyszeć hejnał miasta, a także wymienić pozdrowienia z sympatycznym trębaczem. Tu warto wspomnieć jeszcze o jednej ciekawostce, która wyróżnia Płock wśród innych miast w Polsce. Ma swoją smoczą jamę Kraków, ma syrenkę Warszawa, a Poznań koziołki, lecz są to tylko zoologiczne legendy. A tylko w Płocku możemy zobaczyć kawałek prawdziwej historii. Zaraz po wykonaniu hejnału w wieży otwierają się drzwi i wysuwają się dwie postaci: jedna klęcząca, a druga wznosząca nad nią miecz. – Czy to kat ścina głowę jakiemuś łotrowi – zapyta zaskoczony turysta. – Nie! – to pasowanie na rycerza Bolesława Krzywoustego przez ojca Władysława Hermana. Obaj byli władcami tych ziem, więc jest to prawdopodobnie fakt historyczny, a nie legenda wymyślona przez ludzi i to moim zdaniem przewyższa atrakcje zoologiczne niewątpliwie szacownych miast, które wymieniłem wcześniej.

Królewska fara

Będąc na rynku, koniecznie należy wstąpić do jednej z najszacowniejszych budowli Płocka, czyli do fary. Kościół św. Bartłomieja Apostoła wzniesiony został w stylu gotyckim w 1356 roku jako fundacja króla Kazimierza Wielkiego. Zgodnie z powszechną w średniowieczu praktyką prezbiterium kościoła z ołtarzem głównym było orientowane na wschód, to znaczy ołtarz główny kościoła był umieszczony od strony obecnego ratusza, zaś portal, czyli wejście główne do kościoła, znajdowało się od strony Wisły przy ówczesnej ulicy Nadwiślańskiej. Kościół farny z czasów Kazimierza Wielkiego miał 48 m długości, 17 m szerokości i prawie 23 m wysokości, a więc był to prawdziwie królewski obiekt. W 1540 roku fara na polecenie rady miejskiej została przebudowana przez Wenecjanina Jana Baptystę i w 1609 r. kościół farny miał 5 kaplic i aż 22 ołtarze, którymi opiekowały się cechy i osoby prywatne. Niestety w 1723 roku skarpa wiślana osunęła się, w wyniku czego część kościoła uległa zniszczeniu. Podczas odbudowy kościół został przebudowany, rozebrano sklepienie, wszystkie kaplice, zakrystię i kruchtę z wieżami. Zamurowano ostrołukowe okna, skuto przypory, wzmocniono popękane mury. Usunięto prawie wszystkie gotyckie i renesansowe elementy architektoniczne. Od strony Wisły powstało prezbiterium, za nim dwie zakrystie z kapitularzem na piętrze, a główne wejście znalazło się od strony rynku. Następne prace remontowe zainicjonowane przez proboszcza Kazimierza Walońskiego odbywały się w końcu XIX wieku. Odnowiono kościół, w miejsce starych ołtarzy w arkadach wzniesiono siedem jednakowych w stylu barokowym, wnętrze ozdobiła polichromia. Brat proboszcza, znany rzeźbiarz Pius Waloński, ofiarował pięć namalowanych przez siebie obrazów, w tym „Wniebowstąpienie Pańskie” do ołtarza głównego. Zostały także zbudowane oddzielna dzwonnica i plebania.

Hojny car

W październiku 1842 roku mieszkańców Płocka obiegła wiadomość o zuchwałej kradzieży cennych sreber liturgicznych i wotów przechowywanych w kościele. W następnym roku car Mikołaj I polecił Ministrowi Sekretarzowi Stanu wykonanie na zamówienie u złotnika Karola Bojanowskiego w Petersburgu podobnych sprzętów „z funduszu do bezpośredniego szafunku Jego cesarsko-królewskiej Mości zachowanego i przesłać takowe do miasta Płocka”. Car przekazał w darze wielką monstrancję, kielichy, a także przetykane złotem tkaniny na ornaty.
W czasie II wojny światowej fara była jedynym czynnym kościołem w dekanacie płockim. Turystę zwiedzającego kościół św. Bartłomieja Apostoła z pewnością zachwyci marmurowy ołtarz główny, wybitne dzieło wczesnego baroku. Powstał on w latach 1620–1630 według projektu Mateo Castello i aż do 1856 roku znajdował się w kościele św. Wojciecha, który został w tym roku zlikwidowany. Także dwa obrazy w srebrnych koszulkach: Pieta z XVII wieku pochodząca z kościoła św. Michała i XVIII-wieczna Matka Boska Różańcowa z kościoła dominikanów pw. św. Trójcy wzbudzą zachwyt swym pięknem i delikatnością szczegółu. W 2006 roku w czasie remontu odkryto pod prezbiterium dwie krypty pochodzące prawdopodobnie z XVI wieku.
Po wyjściu z fary wędrujemy przez Stary Rynek w stronę ulicy Grodzkiej, po drodze mijamy piękne odnowione kamieniczki, siedzącego na mosiężnej ławeczce i zapatrzonego w bawiące się przy fontannie dzieci druha. Wacława Milkego – twórcę i wieloletniego opiekuna „Dzieci Płocka”. Na rogu możemy podziwiać piękną, pochodzącą z XVIII wieku barokową kamienicę, którą zwano ze względu na stojącą tam figurę kamienicą Matki Boskiej. Tak sobie myślę, że może warto by było, by użytkownicy kamienicy wrócili do tej tradycji i oddali należne miejsce figurze Matki Boskiej?. Następnie spacerujemy ulicą Grodzką, która jest najstarszą ulicą Płocka powstałą w XII wieku i łączącą Stary Rynek z placem Narutowicza. Przechodząc przez nią, warto usiąść w jednej z wielu restauracji, by móc w spokoju podziwiać piękne kamieniczki – przede wszystkim ozdobne balustrady balkonów.

Bibliotece na ratunek

Gdy dojdziemy do placu Narutowicza, możemy podziwiać katedrę płocką, Odwach oraz budynek Biblioteki Zielińskich. Powstała ona już 1820 roku i przetrwała niezniszczona zawieruchę II wojny światowej. Niestety, to, czego nie zniszczyła wojna, starali się zniszczyć urzędnicy, odmawiając dotacji na działalność Biblioteki. A przecież posiada ona ogromny niezniszczony księgozbiór ponad 13 tysięcy starodruków, a wśród nich słynne dzieło Mikołaja Kopernika „De revolutionibus orbium coelestium…”, jeden z 12 zachowanych w Polsce egzemplarzy pierwszego wydania z roku 1543 oraz „Artis magnae artilleriae pars prima” czyli „Wielkiej sztuki artylerii część pierwsza” napisanej w 1650 roku przez wielkiego geniusza myśli artyleryjskiej, Kazimierza Siemienowicza herbu Ostoja.
Myślę, że warto zatrzymać się na chwilę przy tym ponad 300 stronicowym dziele. Napisane w języku łacińskim – w tym okresie był to język międzynarodowy wszystkich wykształconych ludzi – przetłumaczono na francuski w 1651 r., niemiecki w1676 r. i angielski w roku 1729. Przekład polski profesora Rudolfa Niemca ukazał się dopiero w 1963 roku w limitowanym nakładzie 1000 sztuk. Wielki praktyk i wizjoner w swojej książce mówi jako pierwszy o rakietach wielostopniowych i o 300 lat wyprzedza zagadnienia aerodynamiki, opisując stateczniki typu delta, które pozwalały precyzyjnie kierować lotem rakiety. Zazwyczaj bowiem dla utrzymania stateczności rakiety doczepiano do niej wzorem wynalazców Chińczyków długi drążek. Jednak mimo drążka, rakiety w warunkach bojowych bardzo często wywijały koziołki w powietrzu, latały zygzakiem i odpalały w różnych, oddalonych od celu miejscach, o czym podobno przekonał się także J. Bem w czasie powstania listopadowego. W dziele nie brakuje również wskazówek dla sabotażystów, zawartych m.in. w rozdziale „Kule artyleryjskie, które po kryjomu i potajemnie można przechowywać w jakimś miejscu, aby w oznaczonym czasie wybuchły z właściwym sobie skutkiem”. Siemienowicz w rozdziałach „Kule zaprawione trucizną” oraz „Kule cuchnące” opisuje także podstawy stosowania broni biologicznej i chemicznej. Poza wskazówkami z zakresu wojskowości autor szeroko omawia wykorzystanie pirotechniki dla rozrywki – przedstawia m.in. zasady działania oraz sposób tworzenia fajerwerków i innych ognistych atrakcji.
Na tym zakończę nasze dzisiejsze spotkanie mając nadzieję, że tak szacowna instytucja, jaką jest Biblioteka Zielińskich przetrwa i dalej będzie nam wszystkim służyła.
tekst i fot. Piotr Michalik
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości