Felieton Wiesław Kopeć. Tygodnik Płocki
Po miesiącu od zaprzysiężenia wydaje się, że prezydent Nawrocki to najlepsze, co mogło nam się przytrafić tego chłodnego lata po trzydziestu pięciu latach od obłudnej zmowy przy Okrągłym Stole i przy kielichu w Magdalence, tak wychwalanej w podręcznikach historii jako pierwszy w dziejach przypadek pokojowej transformacji ustrojowej. Nielicznym już tylko zapala się czerwona lampka w głowie i zadają pytania, na czym to niby ma polegać niezwykłość tej transformacji, skoro naród polski pod panowaniem szlachetnych transformatorów został setki razy sprytnie ograny a to jakąś udaną aferą (niektóre naprawdę dużych rozmiarów), a to jakąś zmyślną ustawą, z której pożytki czerpią obcy, a my zbieramy okruszki, a to jakimś przebiegłym „zabiegiem przeczyszczającym” w piątkowe popołudnie, od którego dostaje się gęsiej skórki, chyli się pokornie głowę i tyra dalej za łaskawie wydzielony ryczałt. No cóż, zbudowano na gruzach PRL-u karykaturalne państwo, „folwark zwierzęcy”, w którym agenci starego systemu znaleźli wspólny język z funkcjonariuszami nowego, a część narodu nadal dziwi się, że zafundowano nam taki oto system wegetacji z poparciem mistrzów nauki Pana Jezusa i papieża Jana Pawła II. Naprawdę na fundamencie nauk takich umysłów nie dało się zbudować nic lepszego w katolickim społeczeństwie? Wydaje się, że prezydent Nawrocki próbuje to zmienić. Jego postawa na razie budzi nadzieję wśród części społeczeństwa, ale też przerażenie wśród chochołów przyzwyczajonych do kiwania nas na wszystkie strony.
Prezydent podpisał już ponad 20 ustaw, choć w mediach stwarza się wrażenie, że wszystkie zawetował. Rzeczywiście zawetował kilka, bardzo słusznie. Stronnicy obcych ambasad biadolą, że niesłusznie, ale nawet pan Leszek Miller chwali weto dla ustawy „ukraińskiej” i dziwi się, że za „ukraińskie” Starlinki mamy płacić my, a nie ukraińscy oligarchowie. Prezydent zwołał też dziwny twór o nazwie Rada Gabinetowa, na której wiódł prym, dając przedsmak porządku, jaki mógłby zapanować w naszym kraju, gdyby tu zamontowano zamiast gównianego systemu parlamentarno-gabinetowego system prezydencki. Czekamy, Panie Prezydencie, na kolejne kroki przybliżające nas do normalności. Żałość brała, jak się patrzyło, jak pan Premier miotał się przed Prezydentem, usiłując wyspowiadać się z rekordowego deficytu budżetowego na ten rok, i to w czasie, kiedy tak beztrosko rozdaje się fundusze z Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności a to na jakiś teatrzyk „z właściwej strony ideologicznej” (stojąca obecnie po słusznej stronie mocy pani Krystyna Janda przytuliła chętnie 200 tysiączków, choć jeszcze niedawno chciała uciekać z kraju), a to na jakiś przytulny burdelik pod niezrozumiałą dla normalnego człowieka nazwą „klubu swingersów”, a to na jakiś jachcik, który pozwoli zakosztować ciepłych prądów mórz południowych, a to w końcu na jakieś drobiazgi – ekspresik do kawy albo maszynkę do lodów. Problem KPO powinien pan Prezydent poruszyć na kolejnej Radzie Gabinetowej.
Nie da się zaprzeczyć, że Prezydent trochę rozpycha się na tej Radzie, że już nie wiadomo, kto tu naprawdę rządzi, a to bardzo boli stronnictwo proniemieckie w naszym czcigodnym Rządzie i Parlamencie, które już grozi, że będzie „rządzić dekretami” i kupować nierentowne wiatraki, zapewniające rentowność jedynie firmie Siemens i inwestorowi z rządową dotacją, a firma ta, o czym zapominamy, w czasie II wojny światowej również starała się przychylić nam nieba, opierając swój biznes plan na niewolniczej pracy naszych obywateli występujących czasowo w roli więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych, za co się teraz nawet nie wstydzi i oferuje nam wiatraki, których już nikt nie chce na świecie. Ta troska naszych władz, aby tej historycznej firmie nie stała się żadna krzywda równa jest już chyba trosce o banderowskich przyjaciół, którzy także nie mają zamiaru odpowiedzieć za Wołyń. A nie mają zamiaru, bo też ich nikt do tego nie przynagla, tylko łasi się do nich różnymi wojennymi prezentami. Czekamy na inicjatywę i w tej dziedzinie, Panie Prezydencie. No cóż, nie za wszystko da się kochać Pana Prezydenta, ale za odwagę postawienia się właścicielom i udziałowcom „Folwarku Zwierzęcego” zwanego III Rzeczpospolitą, pogratulować należy i życzyć dalszych sukcesów.
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze