Felieton Wiesław Kopeć. Tygodnik Płocki
Mówi się, że historia jest nauczycielką życia. Owszem, jest, ale nie każda. Tylko prawdziwa historia, prawdziwie i rzetelnie poznana może być nauczycielką życia. Historia fałszywa, zakłamana, wykorzystywana do realizacji doraźnych celów politycznych, w ramach choćby modnej u nas tzw. „polityki historycznej” i „obywatelskiej edukacji”, nie jest nauczycielką życia, co najwyżej propagandystką fałszującą obraz rzeczywistości i, jak mawiał Józef Szujski, wybitny historyk szkoły krakowskiej i jeden ze Stańczyków, „matką fałszywej polityki”. A z fałszywej polityki zazwyczaj płyną fatalne skutki dla rządzonych i profity dla rządzących. Z takim zjawiskiem mamy do czynienia w naszym przeszczęśliwym kraju, niezależnie od tego, czy władzę sprawuje „uśmiechnięta” czy „ponura” koalicja. Aktualne miny pana Donalda Tuska i nisko spuszczona głowa podczas uroczystości zaprzysiężenia nowego prezydenta więcej powiedzą o tym, co się święci, niż niejeden wykład wytrawnego politologa, pozostającego na usługach „fałszywej polityki”, wynikającej z „fałszywej historii”, choćby tej, która gloryfikuje dokonania tzw. „Okrągłego Stołu”, „koncesjonowanej opozycji”, domniemanej albo rzeczywistej agenturalnej przeszłości jej najważniejszego przywódcy, tzw. „nocnej zmiany” i tego wszystkiego, co nastąpiło po niej. Długo jeszcze nie poznamy prawdziwego oblicza najnowszych dziejów, dlatego miotamy się między stroną „obywatelską i demokratyczną” a stroną „patriotyczną”, świata nie widząc poza nimi.
Ani jedna, ani druga nie zadbała o to, co zazwyczaj nazywa się edukacją, stąd miotamy się jeszcze bardziej, skazani na przeróżne internetowe przekazy odbrązawiające a to dokonania Józefa Piłsudskiego (jednego z fałszywych bogów polskiej polityki, ale mówić o tym oficjalnie wciąż jest „niedobra”), a to powstańców warszawskich (tu wielkie podziękowanie za odwagę dla młodych historyków, nieobciążonych wymaganiami doraźnej „polityki”), a to czasów PRL-u, które po upadku tzw. „komuny” (mało kto wie, co to tak naprawdę było) skazano na potępienie w czambuł, mimo że gołym okiem na przykład widać, że w tamtych ponoć parszywych czasach edukacja Polaków stała na wyższym poziomie niż obecnie, mimo braku Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, czy kilkunastu komisji okręgowych, którym coraz częściej zarzuca się fałszowanie nie wyników wyborów, ale wyników egzaminów maturalnych. No, pardon, nie fałszowanie, tylko popełnianie „pomyłek” przez egzaminatorów (jak przez członków komisji wyborczych), co zainteresowało Najwyższą Izbę Kontroli i ta w majestacie prawa potwierdziła intuicyjne spostrzeżenia nie w ciemię jeszcze bitych rodaków. Fałszerstw… to jest pomyłek w pracach maturalnych jest co niemiara.
Uczniowie dosyć często korzystają z prawa do wglądu w prace egzaminacyjne, a potem z prawa do złożenia wniosku o weryfikację sumy punktów, co czasami przynosi zaskakujące rezultaty. Można rzec, że jest jakieś podobieństwo między skalą „pomyłek” w ostatnich wyborach i skalą „pomyłek” w sprawdzaniu prac maturalnych. Jest to skala niemała i tęgie polskie głowy radzą teraz, dlaczego do zaistniałych aberracji doszło i jak do nich nie dopuszczać. Można żywić nadzieję, że w tym kraju, gdzie wszystko odbywa się pochopnie, a zastanawianie się przychodzi za późno, na efekty namysłu tęgich, nierzadko habilitowanych głów, przyjdzie długo czekać, tak jak czekaliśmy kilkadziesiąt lat, by badacze naszych dziejów odważyli się powiedzieć prawdę o powstaniu warszawskim – że było błędem politycznym, „obłędem”, szaleństwem, a nawet „polityczną zbrodnią” dokonaną przez nieodpowiedzialnych dowódców Armii Krajowej, którzy odważyli się „robić politykę” rękami dzieci i młodzieży, czyniąc tym samym przysługę wyzwolicielom ze Wschodu, i szczuli do tego, by podobne powstanie wywołać w Krakowie. To rzuca światło na możliwości naszych decydentów w garniturach, sutannach i mundurach w naszych trudnych czasach. My, zwykli ludzie, jesteśmy zakładnikami ich „fałszywej polityki” wysługiwania się obcym i hołdowania przepisom obowiązującej dziś „poprawności politycznej” (tak ma na imię obecnie „fałszywa polityka”). Bądźmy ostrożni i patrzmy im na ręce, a kiedy trzeba protestujmy, bo groźba polityki podobnej do tej, która wywołała powstanie, wisi nad nami.
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze