Nie ma dziś w mediach ważniejszego tematu niż powódź w dorzeczu Odry. Skąd zatem tytuł niniejszego tekstu? Zapewniam, że nie jest to ucieczka od spraw najważniejszych, czyli tak zwany temat zastępczy. Traktuję go jak klamrę spinającą fragment naszej historii najnowszej od roku tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego do dwa tysiące dwudziestego czwartego. Od „powodzi tysiąclecia” do… Na razie nie ma wystarczająco nośnej propozycji nazwy dla tego, co dziś obserwujemy.
Ale wróćmy do meritum. Gdyby ogłosić konkurs na najbardziej pamiętną wypowiedź sprzed dwudziestu siedmiu lat, to zdecydowanie byłby to monolog ówczesnego premiera. Cytuję: „Potwierdza się, że trzeba być przezornym, zapobiegliwym i trzeba się ubezpieczać…” Nie przysporzyła mu ta dość oczywista teza popularności! Tym bardziej, że poprzedziła ją zapowiedź, że „nie będzie odszkodowań dla rolników, którzy ponieśli straty w zbiorach, gdyż udzielenie takiej pomocy jest niemożliwe od strony prawnej”.
Ale wróćmy do chwili obecnej. Wyczytałem właśnie w dobrze znanym Szanownym Czytelnikom dzienniku pomysł (tym razem publicysty, nie polityka) wprowadzenia obowiązkowego ubezpieczenia od katastrof! Bo wówczas „ubezpieczyciele, oferując stawki zależne od lokalnego ryzyka, zdjęliby z polityków ciężar zniechęcania ludzi do inwestowania w zagrożonych miejscach”. A to właśnie jest myślą przewodnią cytowanego tekstu. Chodzi o to, by zamiast dofinansowania odbudowy zniszczonych domów skłonić ich właścicieli do przeprowadzki w bezpieczne miejsce. Idea warta namysłu i może do niej powrócę, ale póki co skupmy się na wyjaśnieniu do końca znaczenia owej klamry, o której wspominam w pierwszym akapicie.
Zastanówmy się nad drogą, jaką przebyliśmy w naszym pięknym kraju prze te dwadzieścia kilka lat. Ówczesny szef rządu, reprezentant postkomunistycznej lewicy, sugeruje obywatelom, by byli przezorni i ubezpieczali się od zagrożeń, które w ich wypadku mogą się ze znacznym prawdopodobieństwem pojawić. Do głowy mu nie przyszło, że można po prostu tychże obywateli do zawarcia polisy po prostu zmusić, uchwalając stosowną ustawę w parlamencie. Minęło ćwierć wieku i prominentny przedstawiciel świata publicystyki, zdeklarowany wyznawca demokracji liberalnej, bez najmniejszych oporów proponuje przymus, który ma ulżyć ciężkiej doli polityków – decydentów!
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze