Reklama

Płock - felieton Wiesław Kopeć. "Nie chcemy wojny!"

Nikt nie mówi  o pokoju, wszyscy mówią o wojnie i do wojny zachęcają. Nikt nie debatuje, jak się porozumieć, jak zakończyć konflikt, wszyscy spekulują, jak podsycić spór. To postępowanie jest sprzeczne z ustaleniami psychologii, a psychologia ponoć jest nauką. Daliśmy się zaszczepić, bo „nauka” takie rozwiązanie podpowiadała jako roztropne, ale wojny zakończyć nie chcemy, choć „nauka” takie rozwiązanie podpowiada jako roztropne. Niestety, więcej mówi się o wojnie, a prawie nic o pokoju. Nawet łaskawie sugeruje się, że już można budować schrony bez pozwolenia budowlanego. A więc jest aż tak źle? Rynek zasypują książki o tym, jak się przygotować do wojny i jak przetrwać kilka pierwszych dni. Kto tę wojnę tak szybko do nas przyciąga i kto jej tak bardzo pragnie, bo chyba nie zwykli ludzie? Nikt inny, tylko przez zwykłych ludzi wybrani wirtuozi polityki miłujący ponad wszystko praworządność i praworządne sposoby rozwiązywania konfliktów, których tak ponoć wszystkim dotąd brakowało. Zdaje się więc, że za chwilę wszyscy dostaną to, czego tak bardzo pragnęli, mimo że to rozwiązanie „nienaukowe” i skazane na porażkę. 

No cóż, nasze nieszczęście polega na tym, że wirtuozów porażek kreujemy sobie sami. Wykreował ją sobie sąsiad, wybierając w demokratyczny sposób młodego prezydenta (filuta podobnego do naszego Zenona Ziembiewicza), który w kampanii wyborczej naobiecywał ludziom, że zakończy tlącą się od kilku lat wojnę i przyniesienie wszystkim upragniony pokój. Dlatego właśnie został wybrany. Po wyborze jednak młody artysta, wspierany w kampanii przez potężnego radcę Czechlińskiego, zgodnie z jego życzeniem, wojny nie tylko nie zakończył, ale do tego stopnia podsycił atmosferę, że konflikt z lokalnej wojenki zamienił się w pełnoskalową wojnę, która po obu stronach, jak przebąkują nieśmiało „eksperci”, pochłonęła w dwa lata co najmniej po pół miliona ofiar, nie licząc tych, którzy uciekli albo odnieśli rany. I teraz, kiedy brakuje rekruta, zaczyna się wielkie szukanie chętnych, którzy wprowadzą do sąsiada swoje siły zbrojne i wesprą wojnę, która ponoć toczy się także i w naszym imieniu, choć zwykli ludzie niezarażeni propagandą politycznej poprawności wcale w to nie wierzą. 

Reklama

Z tygodnia na tydzień więc, a ostatnio z dnia na dzień, rośnie ilość spekulacji, w których padają sugestie o bliskim włączeniu sił zbrojnych państw zachodnich, w pierwszej kolejności naszego kraju, do tej dziwnej wojny. Debatowali o tym parę dni temu w Paryżu premierzy państw europejskich oraz NATO i wiemy, bo wygadali się na szczęście przywódcy Słowacji i Grecji, że już znaleźli się chętni do wypowiedzenia wojny, a wśród nich także i nasi tak miłujący pokój luminarze praworządności. Na razie jednak przed kamerami robią bardzo polskie miny i udają, że nic takiego nie miało miejsca. No cóż, mało znajdzie się ludzi, którzy w to uwierzą. Od dawna czujemy, że jesteśmy rozgrywani przez „nasze władze”, które bardziej troszczą się o obcych niż o nas. Dlatego nasi rolnicy nie otrzymają od „naszych władz” należytego rozwiązania swoich problemów, bo „nasze władze” mają do rozwiązania cudze problemy (jak pomóc „rolnikom” z kraju objętego wojną, którzy wcale nie mówią w języku tego kraju, a których „plony” wystarczą ponoć, aby wyżywić pół świata). Naprawdę zgodzą się, Państwo, aby „nasze władze” posłały w naszym imieniu (a jakże!) nasze polskie dzieci na śmierć za taki geszeft? Oczywiście wysłanie na wojnę naszych dzieci będzie okraszone bardziej patriotycznym sosem, nie taką prostacką i pragmatyczną kalkulacją, że może nawet niewiele osób się zorientuje w „pragmatyczności” tego szalonego rozwiązania. Wystarczy jakaś przekonująca prowokacja. Czyż nie? Póki co wołajmy, że nie chcemy tej wojny. My Polacy chcemy pokoju i do zabiegania o pokój zobowiązujemy nasze władze. Niech pan marszałek Hołownia wgniata kogo chce w ziemię, ale na własny rachunek ze swoimi zwolennikami, którzy bili mu brawo. My zwykli ludzie chcemy pokoju, nie chcemy wojny!

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości