Chcesz pokoju, szykuj się do wojny. Kto nie słyszał tego zdania z prologu do dzieła O sztuce wojennej Wegecjusza, historyka rzymskiego z IV w. n.e.? Nasi politycy słyszeli i chętnie je powtarzają. I szykują się. Jako amator w dziedzinie wojskowości, co często podkreślam, muszę zadać pytanie, do czego konkretnie się szykujemy? Czy jest jakiś plan działania na wypadek przyszłego konfliktu? Czy nie grozi nam powtórka z września, kiedy to za poważne przygotowanie planu obrony przed agresją niemiecką zabrano się w marcu? 1939 roku, żeby nie było wątpliwości! Wcześniej były plany „Wschód” i „Zachód”, Piłsudski planował podobno uderzenie prewencyjne na Niemcy po zwycięstwie wyborczym Hitlera…
A dziś? Budujemy najsilniejszą armię lądową w Europie! Kupujemy na potęgę czołgi, armatohaubice… Doktryna odstraszania? Jeśli tak, to dobrze! Lepsze odstraszanie niż wojna. Pytanie czy mamy jakiś plan „B”? Na wypadek gdyby potencjalny agresor się nie przestraszył. A póki co, na strachliwego nie wygląda… Przykład zza wschodniej granicy pokazuje, że jego strategia to rozgrywanie wojny nie na lądzie, ale w powietrzu. Ostrzał rakietowy, drony, bombardowania… W tej kolejności chyba, bo nasza wiedza o tym, co się dzieje na tej wojnie jest mocno niepełna. A jeśli tak, to najpilniejsze jest zapewnienie skutecznej obrony przed takimi formami zagrożenia. Główny wysiłek inwestycyjny skierowany na systemy wielowarstwowej obrony powietrznej i przeciwrakietowej.
Dziś tylko najniższe piętro, o zasięgu kilku kilometrów jest nowoczesne i odpowiednio wyposażone. Stanowią je rakiety Piorun i Grom oraz armaty kalibru 23 mm i nieliczne kalibru 57. Produkcji krajowej! Kolejne piętro to już posowiecki zabytkowy sprzęt. Może go zastąpić tylko import. Armatohaubice potrafimy wytworzyć sami. Świetnie się sprawdzają w ogniu walk. A czołgi? To broń ofensywna, a nie ma w naszych planach (?) „drang nach Osten”. W sojuszu z zachodnim sąsiadem tym razem. Chyba, że chodzi o czołgi francuskie… Kiedyś, dawno temu cytowałem ten żart, ale jest okazja, to przypomnę. Ile biegów ma czołg francuski? Trzy. Dwa wsteczne i jeden do przodu. A po co ten do przodu? A, na wszelki wypadek. Gdyby nieprzyjaciel zaatakował od tyłu… Tak że Francuzi mogą śmiało wysyłać swój sprzęt na Ukrainę. Nikt im nie zarzuci, że eskalują konflikt, wyposażając Ukraińców w broń ofensywną!
I jeszcze jedna uwaga. Liczy się czas. A tymczasem nasza armia rośnie w siłę wyłącznie na papierze. Plik zamówień na biurku ministra obrony sięga już zapewne sufitu, a póki co do kraju przypłynęło dziesięć czołgów i dwadzieścia cztery armatohaubice. A rakiety? Patrioty (zestawów sztuk dwie!) są w Polsce od końca zeszłego roku, a w tym wojsko otrzyma rakiety HIMARS (w liczbie bliżej nie określonej, patrz zestawy Patriot)…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze