Reklama

Pan jest tym człowiekiem, którego pan gra

29/09/2015 12:06
Kilkanaście filmów w NovymKinie Przedwiośnie oraz spektakl Mayday w płockim teatrze obejrzeli uczestnicy jubileuszowej piątej edycji Festiwalu Kultury i Sztuki. Odbyły się także: wieczór poezji z udziałem Andrzeja Seweryna, koncert Anity Lipnickiej i warsztaty tanga. Po projekcjach filmowych organizatorzy zapraszali uczestników do dyskusji, czasami z udziałem znanych reżyserów i aktorów.
Festiwalowicze, którzy przyjechali do Płocka z całej Polski, przez cały tydzień zażywali kultury w bardzo wysokich dawkach. Projekcje filmów odbywały się w NovymKinie „Przedwiośnie” i Studni. Hotel Herman zaprosił na wieczór z tangiem i recital Magdaleny Lechowskiej. Teatr – na spektakl Mayday z audiodeskrypcją. Po filmie Disco Polo odbyło się spotkanie z reżyserem Maciejem Bochniakiem, po filmie Jeziorak – z reżyserem Michałem Otłowskim, a projekcję Ziarna prawdy dodatkowo uatrakcyjniła rozmowa z aktorem grającym główną rolę – Robertem Więckiewiczem. Dyskusje prowadzili: Maciej Gil, Radosław Łabarzewski, Anita Piotrowska, Renata Kraszewska, Milena Mrowicka, Artur Zaborski i Jacek Dziduszko.
Kolejnym znanym gościem był Marian Dziędziel, który odwiedził Płock w środę. Z uczestnikami Festiwalu rozmawiał o swoich rolach, odpowiadał na mnóstwo pytań dotyczących filmów, w których wystąpił. Renata Nych, szefowa Stowarzyszenia „De Facto” i pomysłodawczyni festiwalu, przedstawiając mu zgromadzoną publiczność, podkreślała, że są to wytrawni kinomani, członkowie Internetowego Klubu Filmowego Osób Niewidomych „Pociąg”, którzy obejrzeli filmy z udziałem aktora (m. in. Piątą porę roku).
– Wyróżnia nas audiodeskrypcja. To pozwala najwspanialszej widowni w Polsce oglądać filmy – powiedziała Renata Nych. Widownia bardzo komplementowała aktora. – Wszystkie pana filmy kocham. Czuję pana uśmiech pod wąsem, radość, że pan gra – słychać było głos z sali. – Widzicie więcej niż my, niż kto inny, widzicie to, co jest prawdą. Widzicie mnie od środka. Ja też wewnętrznie cieszę się, że gram – odpowiadał Marian Dziędziel. Dowcipnie opowiadał o początkach swojej kariery i zdawaniu egzaminów do szkoły aktorskiej. – Mówiłem Stepy Akermańskie z akcentem – jadymy, nikt nie woła – żartował. Dziekan zapytał mnie, czy przygotowałem coś jeszcze. Powiedziałem – Bagnet na broń. Po egzaminie profesor Krzemiński wyszedł do mnie i oświadczył: „Przyjmujemy pana do szkoły, ale niech pan obieca, że nauczy się akcentu polskiego”. Tak się ucieszyłem, że odpowiedziałem: „ja, naucza sie” – wspominał.
Aktorstwem zainteresował się w dzieciństwie, trochę dzięki ojcu, który przyjechał z Zaolzia, prowadził chór, bawił się z ludźmi w teatr. – Jak chcesz, to idź do szkoły aktorskiej. Nie opowiadaj nikomu we wsi, żeby się nie śmiali, jak się nie dostaniesz – powiedział mu ojciec. Wahał się pomiędzy seminarium, ekonomią a szkołą teatralną. Wybrał granie. Był w Piwnicy pod Baranami i w Jamie Michalikowej. Grał w teatrach krakowskich, w filmach Kutza. Występ w Weselu Smarzowskiego przyniósł mu ogromną popularność. Festiwalowi kinomani chwalili go za wyraziste role: Pan jest tym człowiekiem, którego pan gra. Pana głos trudno pomylić, dlatego lubimy oglądać filmy z pana udziałem. – Już mnie nie głaszczcie. Widownia, która wszystko ogląda – takiej trzeba by było życzyć każdemu – dziękował za komplementy aktor.
Na pytanie o role czarnych charakterów odpowiedział: „Zasadę mam taką, żeby bronić każdego bohatera. Trzeba go uczłowieczyć. Mogę się z nim nie zgadzać, ale będę go bronić”. Czy woli film czy teatr? W teatrze już nie gra, ale teatr zawsze był i jest dla niego bardzo ważny. Tam aktor uczy się zawodu. Jednym z jego nauczycieli był reżyser Jerzy Goliński, którego bardzo ceni. – Zastanawiałem się, kogo jeszcze nie grałem. Spotkany reżyser powiedział mi: „Słuchaj, musisz u mnie zagrać”. Ale w czym ja cię mam obsadzić? Ty już wszystko grałeś” – opowiadał Marian Dziędziel. – Rzeczywiście, grałem dużo. Grałem nawet kobietę, chodziłem w szpilkach. W jednym z ostatnich filmów zagrałem niewidomego. Chciałem grać bez okularów, bo to jest trudniejsze. Uwielbiam film „Zapach kobiety”. Chciałbym zagrać coś takiego jak Al Pacino, ale jestem mały pikuś – mówił. – Nie zagrałem jeszcze dziadka, który kocha wnuka, ani chorego na Alzheimera i na Parkinsona – żartował. Ostatnio można go oglądać w produkcji serialowej Dziewczyny ze Lwowa. – To nie jest źle zrobione. Jeden odcinek widziałem, akcja dobrze się rozwija, jest wiele ciekawych zdarzeń, żadnej dziewczynie nie dzieje się krzywda – stwierdził.
W styczniu do kin wejdzie film Moje córki krowy Kingi Dębskiej, w którym zagrał ojca w towarzystwie Agaty Kuleszy i Gabrieli Muskały. – Czuję się uzależniony od grania. Jak gram, to żyję. Kiedy mam przerwę i siedzę w domu, po dwóch tygodniach żona mówi: „Jedź już do tej roboty, bo nie mogę wytrzymać”. Ten zawód jest fascynujący – stwierdził gość spotkania.
Organizatorami V Festiwalu Kultury i Sztuki dla Osób Niewidomych byli: Stowarzyszenie „De Facto”, Miasto Płock, Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Polski Instytut Sztuki Filmowej.
Lena Szatkowska




Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości