Kilkanaście filmów w NovymKinie Przedwiośnie oraz spektakl Mayday w płockim teatrze obejrzeli uczestnicy jubileuszowej piątej edycji Festiwalu Kultury i Sztuki. Odbyły się także: wieczór poezji z udziałem Andrzeja Seweryna, koncert Anity Lipnickiej i warsztaty tanga. Po projekcjach filmowych organizatorzy zapraszali uczestników do dyskusji, czasami z udziałem znanych reżyserów i aktorów.
Festiwalowicze, którzy przyjechali do Płocka z całej Polski, przez cały tydzień zażywali kultury w bardzo wysokich dawkach. Projekcje filmów odbywały się w NovymKinie „Przedwiośnie” i Studni. Hotel Herman zaprosił na wieczór z tangiem i recital Magdaleny Lechowskiej. Teatr – na spektakl Mayday z audiodeskrypcją. Po filmie Disco Polo odbyło się spotkanie z reżyserem Maciejem Bochniakiem, po filmie Jeziorak – z reżyserem Michałem Otłowskim, a projekcję Ziarna prawdy dodatkowo uatrakcyjniła rozmowa z aktorem grającym główną rolę – Robertem Więckiewiczem. Dyskusje prowadzili: Maciej Gil, Radosław Łabarzewski, Anita Piotrowska, Renata Kraszewska, Milena Mrowicka, Artur Zaborski i Jacek Dziduszko.
Kolejnym znanym gościem był Marian Dziędziel, który odwiedził Płock w środę. Z uczestnikami Festiwalu rozmawiał o swoich rolach, odpowiadał na mnóstwo pytań dotyczących filmów, w których wystąpił. Renata Nych, szefowa Stowarzyszenia „De Facto” i pomysłodawczyni festiwalu, przedstawiając mu zgromadzoną publiczność, podkreślała, że są to wytrawni kinomani, członkowie Internetowego Klubu Filmowego Osób Niewidomych „Pociąg”, którzy obejrzeli filmy z udziałem aktora (m. in. Piątą porę roku).
– Wyróżnia nas audiodeskrypcja. To pozwala najwspanialszej widowni w Polsce oglądać filmy – powiedziała Renata Nych. Widownia bardzo komplementowała aktora. – Wszystkie pana filmy kocham. Czuję pana uśmiech pod wąsem, radość, że pan gra – słychać było głos z sali. – Widzicie więcej niż my, niż kto inny, widzicie to, co jest prawdą. Widzicie mnie od środka. Ja też wewnętrznie cieszę się, że gram – odpowiadał Marian Dziędziel. Dowcipnie opowiadał o początkach swojej kariery i zdawaniu egzaminów do szkoły aktorskiej. – Mówiłem Stepy Akermańskie z akcentem – jadymy, nikt nie woła – żartował. Dziekan zapytał mnie, czy przygotowałem coś jeszcze. Powiedziałem – Bagnet na broń. Po egzaminie profesor Krzemiński wyszedł do mnie i oświadczył: „Przyjmujemy pana do szkoły, ale niech pan obieca, że nauczy się akcentu polskiego”. Tak się ucieszyłem, że odpowiedziałem: „ja, naucza sie” – wspominał.
Aktorstwem zainteresował się w dzieciństwie, trochę dzięki ojcu, który przyjechał z Zaolzia, prowadził chór, bawił się z ludźmi w teatr. – Jak chcesz, to idź do szkoły aktorskiej. Nie opowiadaj nikomu we wsi, żeby się nie śmiali, jak się nie dostaniesz – powiedział mu ojciec. Wahał się pomiędzy seminarium, ekonomią a szkołą teatralną. Wybrał granie. Był w Piwnicy pod Baranami i w Jamie Michalikowej. Grał w teatrach krakowskich, w filmach Kutza. Występ w Weselu Smarzowskiego przyniósł mu ogromną popularność. Festiwalowi kinomani chwalili go za wyraziste role: Pan jest tym człowiekiem, którego pan gra. Pana głos trudno pomylić, dlatego lubimy oglądać filmy z pana udziałem. – Już mnie nie głaszczcie. Widownia, która wszystko ogląda – takiej trzeba by było życzyć każdemu – dziękował za komplementy aktor.
Na pytanie o role czarnych charakterów odpowiedział: „Zasadę mam taką, żeby bronić każdego bohatera. Trzeba go uczłowieczyć. Mogę się z nim nie zgadzać, ale będę go bronić”. Czy woli film czy teatr? W teatrze już nie gra, ale teatr zawsze był i jest dla niego bardzo ważny. Tam aktor uczy się zawodu. Jednym z jego nauczycieli był reżyser Jerzy Goliński, którego bardzo ceni. – Zastanawiałem się, kogo jeszcze nie grałem. Spotkany reżyser powiedział mi: „Słuchaj, musisz u mnie zagrać”. Ale w czym ja cię mam obsadzić? Ty już wszystko grałeś” – opowiadał Marian Dziędziel. – Rzeczywiście, grałem dużo. Grałem nawet kobietę, chodziłem w szpilkach. W jednym z ostatnich filmów zagrałem niewidomego. Chciałem grać bez okularów, bo to jest trudniejsze. Uwielbiam film „Zapach kobiety”. Chciałbym zagrać coś takiego jak Al Pacino, ale jestem mały pikuś – mówił. – Nie zagrałem jeszcze dziadka, który kocha wnuka, ani chorego na Alzheimera i na Parkinsona – żartował. Ostatnio można go oglądać w produkcji serialowej Dziewczyny ze Lwowa. – To nie jest źle zrobione. Jeden odcinek widziałem, akcja dobrze się rozwija, jest wiele ciekawych zdarzeń, żadnej dziewczynie nie dzieje się krzywda – stwierdził.
W styczniu do kin wejdzie film Moje córki krowy Kingi Dębskiej, w którym zagrał ojca w towarzystwie Agaty Kuleszy i Gabrieli Muskały. – Czuję się uzależniony od grania. Jak gram, to żyję. Kiedy mam przerwę i siedzę w domu, po dwóch tygodniach żona mówi: „Jedź już do tej roboty, bo nie mogę wytrzymać”. Ten zawód jest fascynujący – stwierdził gość spotkania.
Organizatorami V Festiwalu Kultury i Sztuki dla Osób Niewidomych byli: Stowarzyszenie „De Facto”, Miasto Płock, Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Polski Instytut Sztuki Filmowej.
Lena Szatkowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze