Reklama

Oko w oko z romantykiem

09/03/2016 09:13
Z Ryszardem Wolbachem – kompozytorem, autorem tekstów,
gitarzystą i wokalistą, współzałożycielem zespołów Babsztyl i Harlem,
obchodzącym w tym roku 40-lecie swojej pracy artystycznej
rozmawia Blanka Stanuszkiewicz-Cegłowska

40 lat na scenie minęło. Siłą rzeczy przyszedł czas na podsumowania. Od czego się wszystko zaczęło? Kiedy był ten pierwszy raz na scenie?
– Pierwszy publiczny występ zanotowałem na Festiwalu Piosenki Turystycznej „Bazuna” u podnóża ruin zamku w Gniewie. Było zimno, a w czasie koncertu dokuczała ulewa, co kompletnie nie zniechęciło licznych słuchaczy głównie studentów, którzy trwali zawinięci w koce i śpiwory. Wtedy to właśnie powstała nazwa formacji Babsztyl. Wystąpiliśmy w trio. Na tamburynie akompaniowała nam niejaka Czesia, która uzurpowała sobie prawo do mocnej ingerencji w dokonania artystyczne rzeczywistych założycieli zespołu (Ryszard Wolbach i Zbyszek Hofman, przyp. red.), za co w akcie zemsty otrzymała przydomek „babsztyl”.
Za najważniejsze wydarzenia w swojej karierze uważasz...
– Niewątpliwie najbardziej utkwiły mi w pamięci nasze wystąpienia na Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu. Szczególnie ten, na którym otrzymaliśmy nagrodę za interpretację piosenki „W siną dal”. Amfiteatr oszalał, a reżyser rwał sobie włosy z głowy po naszym czwartym, a może i piątym bisie. Poważnie został bowiem przekroczony czas antenowy. Duże wrażenie zrobił na nas także występ przed zespołem Deep Purple na stadionie Legii w Warszawie. Tak nam się świetnie grało, że organizator wyłączył nagłośnienie, bo gwiazdy trochę się już niecierpliwiły.
Z którą piosenką masz najpiękniejsze wspomnienia?
– Przeżyłem bardzo głęboko zaśpiewanie w duecie z Krzysztofem Cugowskim piosenki „Jak lunatycy”. Pamiętam, że po jej nagraniu zamknęliśmy się z całym zespołem w samochodzie, aby przesłuchać jej w tzw. „neutralnych” warunkach. Zaopatrzeni w 30 puszek piwa słuchaliśmy tego nagrania aż do świtu.
Wyjątkowy fan, który zapadł ci w pamięć?
– Doskonale pamiętam mocno wciętego fana w Mławie. Pląsał pod sceną wytrwale, a w przerwach między piosenkami domagał się, abyśmy koniecznie zagrali „Jolkę” Perfectu.
Najdziwniejsze miejsce, w którym grałeś? Wyjątkowy koncert dla szczególnej publiczności?
– Myślę, że niecodziennym miejscem naszych koncertów była świetlica w Zakładzie Karnym w Siedlcach. Po koncercie jeden z osadzonych (wieloletni wyrok, przyp. red.) podarował mi piękny obraz. Był to refleksyjny olej z lecącymi żurawiami, który wyraźnie wskazywał na ogromną wrażliwość autora. Spore wrażenie pozostawił również nasz koncert w jednym z zakładów psychiatrycznych, gdzieś na Dolnym Śląsku. Jeden z pensjonariuszy chciał koniecznie podpisać z nami kontrakt na wspólną trasę koncertową z zespołem Rolling Stones. Graliśmy w Teatrze Buffo koncert dla głuchoniemych. „Słuchali” uważnie, w całkowitej ciszy opierając bose stopy na podłodze.
A jaki koncert całkowicie nie wypalił?
– Prawdziwą porażką skończył się nasz występ na Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu w 1987 roku. Zawistna konkurencja rozstroiła nam instrumenty. Nigdy nie zapomnę, jak w czasie występu spływała mi po plecach stróżka potu.
Przez te wszystkie lata obracałeś się w różnych gatunkach muzycznych. Grałeś piosenki turystyczne, ballady folkowe, country, rocka… To dość intrygująca ewolucja? Jest jakiś klucz, którym się kierujesz? No i co będzie dalej?
– Wychodziliśmy z muzyki folk, fascynując się twórczością takich wykonawców, jak Bob Dylan, Simon&Garfunkel czy Cat Stevens. Potem była muzyka country. Naszymi idolami byli Waylon Jennings, Alabama i The Eagles. Łyknęliśmy parę haustów elektrycznego bluesa zasłuchani w nuty Johnny’ego Wintera, Johna Mayalla i Erica Claptona. Inspirowały nas dokonania takich formacji southern rockowych, jak Lynyrd Skynyrd oraz Gov’e Mule. Obecnie słucham i piszę, dryfując na falach muzyki Marka Knopflera, JJ Cale’a i akustycznego Claptona. Kluczem do moich fascynacji zawsze była dobra melodia, charyzmatyczne głosy i gitary w mistrzowskim wydaniu. A więc krótko mówiąc – Ameryka. Obecnie piszę materiał na kolejną płytę. Bacznie obserwuję to, co obecnie dzieje się w naszym kraju i w Europie. Notuję poważny kryzys wartości. Świat najwyraźniej oszalał i pędzi ku nieuchronnej zagładzie. Uratować go może jedynie powrót do fundamentalnych zasad, takich jak prawda, uczciwość, miłość i wiara. Naiwne? Może. Zawsze byłem romantykiem.
Co dziś znajdę na twoim odtwarzaczu MP3?
– Słucham wszystkiego, ale dobrego rocka nie zdradzę przenigdy!!!
Jakie są trzy albumy, milowe kroki w muzyce, którą lubi Ryszard Wolbach i do której często wraca?
– Trudno wybrać trzy albumy, które wstrząsnęły mną i zdeterminowały mój gust muzyczny. Zaryzykuję i podam 3 tytuły: Pink Floyd – „The Dark Side of the Moon”, Led Zeppelin „II” i Peter Gabriel – wszystko.
19 marca wystąpisz z jubileuszowym recitalem w zajeździe Mazowsze. Przygotowałeś wyjątkowy wieczór, podczas którego masz zamiar zdradzić parę swoich tajemnic. Uchyl wcześniej choć rąbka tajemnicy. Z którym zespołem trafiłeś aż na Zachodnią Syberię?
– Na turnee po Zachodniej Syberii wybrałem się z zespołem Babsztyl. Widziałem teatr w Tobolsku zbudowany przez polskich zesłańców, który wykonany był jedynie z drewna. Do jego budowy używano drewnianych gwoździ, ale za to posiadał unikalną na owe czasy obrotową scenę. Zjadłem najlepszy w moim życiu szaszłyk na lotnisku w Tiumeniu i zaprzyjaźniłem się z synem przywódcy tatarskiego w Megiłłonie. Resztę opowiem już na koncercie.
Śpiewasz i grasz, bo to kochasz, ale to nie wszystko. Zdradź, co słychać z projektem „Kolory Nadziei” i związanymi z nimi szkoleniami.
– „Kolory Nadziei” to nasz autorski projekt. Projekt, który narodził się w głowie Basi Szafraniec. Dotyczy on głównie poszukiwania źródeł motywacji i doskonalenia osobowości człowieka. Skupia się na zrozumieniu samego siebie, znalezieniu odpowiedzi na pytanie: kim jestem i do czego dążę, jak żyć szczęśliwie? Składa się z 3 filarów: książki „Kolory Nadziei”, widowiska pod tym samym tytułem oraz cyklu szkoleń. W Płocku chcemy zorganizować szkolenia dla młodzieży w wieku licealnym. Ich innowacyjność polega na połączeniu wykładów i warsztatów z działaniami artystycznymi, z teatrem i muzyką. Uczestnicy warsztatów wezmą udział w fascynującym spektaklu pełnym muzyki wykonywanej na żywo, gdzie słowo, wizualizacja oraz inscenizacje sprawią, że przekazywana wiedza jest pełna ekspresji i emocji. Jesteśmy głęboko przekonani, że taka forma szkolenia dotrze do młodych ludzi z większym skutkiem. Oprócz wiedzy przekazywanej przez profesjonalistów otrzymają oni solidną dawkę pozytywnej energii tak potrzebnej w dzisiejszych, niełatwych czasach
A co robi Ryszard Wolbach po pracy? Gdzie lubi spędzać czas w Płocku? Czy nadal jeździ na mecze żużlowe? I czy lubi gotować?
– W zasadzie trudno ocenić moment, kiedy kończę pracę. Gdy piszę tekst, chodzę z jego pomysłem całymi godzinami. Myślę o nim, wstając rano, idąc do sklepu, jadąc samochodem, nawet pod prysznicem. W Płocku bywamy sporadycznie, ponieważ tak się złożyło, że większość naszych projektów realizujemy poza granicami naszego szacownego grodu. Wielką frajdę sprawiają nam ciągle intensywne spacery. Spotkać nas czasem można, gdy przemierzamy ścieżki w okolicach Sobótki. Basia stała się niespodziewanie fanką żużla, więc chętnie (choć stanowczo za rzadko) wpadamy na Moto-Arenę w Toruniu, ale staramy się wybierać najbardziej spektakularne wydarzenia. Gdy Basia złamała nogę, siłą rzeczy starałem się odciążyć ją od zajęć kuchennych. W ten sposób stałem się wybitnym fachowcem w dziedzinie gotowania. Moja wątróbka z jabłkami czy schabowy „na twardo” wzbudzają powszechny zachwyt, czasami wręcz zdumienie.
Organizujesz też w całym kraju koncerty. Kiedy znów do Polski przyjedzie Blind Guardian? Przypomnijmy, że jest to zespół, z którym udało ci się zaprzyjaźnić podczas organizowanego przez ciebie i do dziś przez wiele osób mile wspominanego festiwalu Płock Cover Festival.
– Na naszym festiwalu pojawiło się wiele gwiazd. Do dzisiaj współpracujemy z takimi zespołami, jak Slade, Uriah Heep. Obecnie organizujemy koncert Blind Guardian, który odbędzie się 24 czerwca w Klubie Progresja w Warszawie. Na razie jednak nie zanosi się na to, żebyśmy zorganizowali jakąś dużą imprezę w naszym mieście.
Tym bardziej czekamy na twój wielki jubileuszowy recital.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości