Reklama

Oficjalnie: zamach!

26/04/2022 08:00

Ogłoszony parę dni temu po wielu latach prac oficjalny raport sejmowej Podkomisji ds. Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego z 10 kwietnia 2010 r. przeszedł praktycznie bez echa, zarówno w debacie publicznej, jak i w prywatnych rozmowach. Jeśli już, to można było co najwyżej usłyszeć żarty, kpiny z samej „podkomisji” i z jej przewodniczącego, częściej jednak reakcją była słodka obojętność. Ostateczny werdykt zakładający, że w Smoleńsku miał miejsce „zamach” z użyciem „ładunków termobarycznych” nikim nie wstrząsnął, nikogo nie rzucił na kolana, nie zawrzało od huku tego wybuchu w naszych bohaterskich „wolnych mediach”. Sprawa bez tych tysięcy stron i z nimi jest w takim samym martwym punkcie, jeśli wprost nie w punkcie żartobliwym, mimo powagi sytuacji. Bo niestety, wciąż więcej jest u nas żartownisiów, którzy nie potrzebują żadnych wyjaśnień, którzy sami sobie wszystko wyjaśnili albo uwierzyli i wierzą do dziś w nieomylność ustaleń raportów z tamtych czasów – „ruskiego” i „polskiego” – wytworzonych w atmosferze nadzwyczajnej przyjaźni polsko-rosyjskiej, doskonale „dopasowanych” do siebie i do panującego w tamtym czasie „klimatu”. A w nadzwyczajnym klimacie tamtych serdeczności inne raporty nie były wtedy możliwe, jak te o błędzie pilota podczas podchodzenia do lądowania. O błędach rosyjskich „naprowadzaczy” z budy zwanej wieżą kontrolną nikt się nie zająknął.
Katastrofa smoleńska jest wciąż wielką niezabliźnioną raną na polskim społeczeństwie, dlatego wymaga rzetelnego wyjaśnienia, ale nie może to być wyjaśnienie „polityczne”. Rozstrzygnięcia polityczne przyjmą z nabożną czcią co najwyżej najzagorzalsi wyznawcy obu religii – smoleńskiej i antysmoleńskiej. Tymczasem za dużo ludzi zginęło „po Smoleńsku”, żeby tę sprawę zbagatelizować, żeby ją traktować niepoważnie, żeby się z niej śmiać. Niestety klimat wciąż nie sprzyja „Smoleńskowi”, mimo że opadły maski z twarzy głównego najprawdopodobniej aktora tamtego przedstawienia. Dziś łatwiej sobie wyobrazić, że to samo źródło, które napuściło ruską swołocz, by gwałciła i mordowała ukraińskie dziewczęta i kobiety, to to samo źródło, które zdecydowało o śmierci Anny Politkowskiej, Aleksandra Litwinienki i wielu innych, w tym mieszkańców wysadzonych w powietrze bloków mieszkalnych przed drugą wojną czeczeńską. I najpewniej jest to to samo źródło, które zdecydowało o tak fatalnym sprowadzeniu na ziemię tego samolotu.
Ładunki wybuchowe ukryte po remoncie w Samarze gdzieś we wnętrzu samolotu nigdy nie wydawały mi się zbyt realne, ale fakt, że samolot był ciągle „na kursie i na ścieżce”, nawet wtedy, kiedy był daleko od kursu i ścieżki, dawał do myślenia. Dlatego tak trzeźwo zabrzmiały w tych dniach słowa byłego sekretarza obrony USA Christophera C. Millera: „Katastrofa smoleńska nie była zwykłym wypadkiem lotniczym, lecz zamachem zorganizowanym przez Rosję”. Czy to tylko prywatna opinia, czy wiedza z amerykańskich satelitów, które przecież nie mogły nie zarejestrować zdarzenia z należytą dla tamtej technologii precyzją? Może i zarejestrowały, ale nie było dotąd należytej „woli” do uczynienia z tej wiedzy pożytku ani przez naszych sojuszników z UE, USA, ani z Sojuszu Północnoatlantyckiego. Czy zbrodnie popełniane obecnie na terytorium Ukrainy otrzeźwią na tyle naszych zachodnich przyjaciół, by po męsku rozwiązali sprawę Smoleńska? Nie ma do tego innej drogi i żadne raporty, nawet złożone z 10 tysięcy stronic wytworzonych przez którąkolwiek stronę naszego lokalnego konfliktu plemiennego, nic tu nie pomogą.

Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości