Reklama

O historii i edukacji

30/08/2016 10:21

Od dziecka mnie uczono, że II wojna światowa rozpoczęła się pierwszego września 1939 roku na Westerplatte o godzinie 4.45. Przez lata PRL-u i III RP z jakichś powodów nie eksponowano faktu, że w tym samym czasie, mówi się nawet, że pięć minut wcześniej, Niemcy zbombardowali Wieluń, miasto w województwie łódzkim, niszcząc je niemal doszczętnie i zabijając nawet tysiąc osób. Ten bestialski mord wojenny ostatnimi czasy przebił się do podręczników szkolnych, ale wciąż niewiele osób o nim wie. Sam, przyznam, do nich należałem, dlatego niemałym zaskoczeniem był esm-es, jaki otrzymałem parę dni temu z tą wiadomością z prośbą o podanie dalej. A więc w wolnej Polsce, w atmosferze „dobrej zmiany”, nowej polityki historycznej, nadal pewne informacje usiłują krążyć w „drugim obiegu”. Pewnie to nie ma większego znaczenia, czy wojna zaczęła się tu czy tam, ale ofiarom bombardowania Wielunia należy się pamięć i szacunek. Pamiętajmy zatem i przekazujmy tę informację, a może już w tym roku w klimacie „dobrej zmiany” przebije się i ona do publicznej świadomości za pośrednictwem mediów przecież tak nastawionych na odkłamywanie historii.
Pierwszy września to nie tylko rocznica wybuchu wojny, ale także początek roku szkolnego. A ten zaczyna się w atmosferze wielkiej niepewności. Zapowiadana na przyszłość likwidacja gimnazjów i powrót do 8-klasowej szkoły podstawowej i 4-letniego liceum to zmiany z pewnością potrzebne, ale czy w atmosferze histerycznych sporów o Trybunał K. będą miały szansę urzeczywistnienia przez obóz rządzący bez szerokiego społecznego poparcia? Są sprawy w życiu narodu, które powinny być objęte klauzulą wymagającą dla realizacji szerokiego konsensusu pod auspicjami, powiedzmy, Głowy Państwa. Należy do nich wykształcenie i wychowanie młodego pokolenia. Niestety, u nas jest inaczej. Każda ekipa rządząca próbowała pyszałkowato urządzać edukację na swój sposób, nie licząc się ze zdaniem innych. Tak było za premiera Buzka, który wprowadził gimnazja, tak było za Platformy i tak samo jest za PiS-u, i tak prawdopodobnie będzie za następnej ekipy, jaka nastąpi po „dobrej zmianie”.
I wciąż nikomu nie przychodzi do głowy, aby wypracować strategię wychowawczą ponad sporami i podziałami politycznymi. Nikt nie wystąpił po roku 1989, ani ze środowisk świeckich, ani kościelnych, z postulatem, aby edukację objąć taką właśnie klauzulą ogólnonarodowego porozumienia i nadać jej tak niezbędną dla osiągnięcia sukcesu wychowawczego ciągłość i celowość. Zamiast tego pozwolono, aby na edukacji wyrosły przeróżne prywatne biznesy – wydawnictwa, szkoły, ośrodki metodyczne – które przejęły od niewydolnego państwa proces kierowania oświatą – przez fatalne podręczniki, zeszyty ćwiczeń, przez szerzenie „nowoczesnych” metod nauczania i egzaminowania. A głupie liberalne państwo się temu przyglądało. A Kościół milczał i dostosowywał się, chcąc pozostać w szkole. Niestety, nadal nie widać prób budowania takiego szerokiego porozumienia na rzecz oświaty. Zawodzi konformistyczne środowisko naukowe. I nade wszystko zawodzi Prezydent, który nie chce wziąć na siebie roli kogoś, kto chce jednoczyć ponad podziałami. Jakie efekty zatem przyniesie „dobra zmiana” w oświacie, którą znowu zaakceptuje jedna trzecia społeczeństwa?

Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości