Rozmowa z doktorem habilitowanym Januszem Kempą, emerytowanym pracownikiem naukowym płockiej Filii Politechniki Warszawskiej, promotorem innowacyjnych metod nauczania fizyki w LO Małachowskiego w Płocku, opiekunem licealistów i studentów w ogólnopolskich konkursach fizycznych oraz międzynarodowym konkursie organizowanym przez CERN.
Jesteśmy tuż po ogłoszeniu wyników tegorocznej matury. W tym czasie bardziej przyglądamy się decyzjom oraz kolejnym etapom nauki płockich maturzystów.
Zacznę od tego, że martwi mnie informacja o wynikach matur w Płocku. Młodzież uzyskała tu wyniki gorsze niż we wszystkich ościennych miastach.
Kto te dane powinien wziąć sobie do serca?
Trudno jednoznacznie wskazać, kto najbardziej powinien martwić się tymi danymi. Dla mnie najbardziej oczywiste jest to, że najpewniej najbardziej martwią się rodzice i uczniowie. Dla nich to jest szok i potworne przeżycie. Wiem to od uczniów Małachowianki, od grupy, z którą pracowałem na co dzień. Oni zostali sami z laptopem. I za co mi dziękowali? Za to, że w czasie COVID-19, jak wielu innych nauczycieli, mimo wszystko byłem z nimi. Ale cała sytuacja pokazuje, że musimy popatrzeć głębiej na młodzież. Nie jest sztuką powiedzieć: nie uczyłeś się, nie zdałeś. Sztuką jest wyjść do młodych ludzi z propozycją, pomocą. Szczególnie w tych czasach, do tych uczniów, którzy chcą robić więcej, niż przewiduje szkolny program.
Niestety przy wynikach matur powraca temat tego, że coraz bardziej kuleje nauczanie przedmiotów ścisłych oraz że młodzież po studiach nie bardzo chce wracać do Płocka.
Tak. Symptomy tego widziałem już 10 lat temu, kiedy zaczynałem pracę w Małachowiance z pilotażową klasą matematyczno-fizyczną. Sygnalizowałem to w jednym z moich artykułów. Pisałem także o tym, że jeśli chodzi o nauczanie fizyki i matematyki, spadamy w rankingach. I to się potem ciągnie dalej. To nie jest tylko problem szkół średnich czy wyższych. Ta choroba zaczyna się już dużo wcześniej, w tej chwili już w szkołach podstawowych. Tyle lat mieszkam w Płocku i nikt nie potrafił mi powiedzieć, ilu nauczycieli wykłada fizykę nie będąc fizykami. A ilu jest takich, którzy tylko skończyli dodatkowe kursy. To może być także przyczyną tego dramatu, który teraz obserwujemy na egzaminach z fizyki i matematyki.
Ale żeby nie było tak minorowo, to proszę powiedzieć, co można zrobić, aby odmienić te proporcje?
Bombardujemy tymi informacjami, może gdzieś odbije się echem, może ktoś coś zacznie robić. Choć to jest prawie futurologia, bo to nie jest coś, co można zmienić w przysłowiowe pięć minut. Ale na przekór wszystkiemu staram się szukać jakichś pozytywnych faktów. Jednym z nich z pewnością jest wyjątkowa klasa z Małachowianki – klasa „D” – fizyczno-matematyczna. Mimo tych wszystkich kłopotów z matematyką i fizyką kilka lat temu jeszcze jako wykładowca płockiej Filii Politechniki zacząłem pracować z młodzieżą licealną. I ostatnie dane bardzo cieszą. W tej klasie 80% uczniów pisało fizykę na maturze. Średnia w tej grupie na poziomie rozszerzonym wynosi 76%. A zatem można. Kto zbudował?

Kup e-wydanie Tygodnika Płockiego .
Teresa Radwańska-Justyńska
fot. archiwum prywatne
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze