– Pani Mira była wtedy szefem, bo Sygietyński zaczynał chorować. On chciał, żebym został w orkiestrze, a ona widziała mnie w chórze. – Słuchaj Tadeusz, ja bym go koniecznie chciała do chóru. Chodził do szkoły muzycznej. Nuty zna – mówiła. – O nie, moja droga, on nie będzie na twoje chóry chodził. Ciągle mi głowę zawracasz – narzekał Sygietyński. Długo przekomarzali się i spierali. – On się nie nadaje do chóru, bo ma krzywe nogi. – No to co? Przecież tego w chórze nie widać – twierdziła pani Mira.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze