Reklama

Na Tumskim Wzgórzu

05/09/2012 11:54
Każdy, kto na nim był, zgodzi się ze mną, że to najpiękniejsze miejsce w Płocku. To tu stojąc na szczycie wzgórza i podziwiając szeroko rozlaną Wisłę, możemy poczuć się tak jak Władysław Herman czy Bolesław Krzywousty – władcy tych ziem, którzy na pewno nieraz spoglądali ze wzgórza na wijącą się u podnóża rzekę. Rzekę, która ułatwiała handel, chroniła od niespodziewanego napadu, ale też była groźna, podmywając wzgórze i zabierając książęcemu miastu budowle. To tu i w stojącej obok katedrze bije serce miasta, które było stolicą samodzielnego książęcego Mazowsza, a także przez pewien czas stolicą Polski.
Wzgórze Tumskie wraz z niedaleką ulicą Tumską jest ulubionym deptakiem płocczan i odwiedzających miasto turystów. W ciepłe dni na dróżkach wijących się po wzgórzu pełno jest spacerujących par, a powietrze wibruje od radosnych krzyków bawiących się tu dzieci. Na ławkach stojących w cieniu potężnych kasztanów siedzą i rozmawiają zakochane pary, seniorzy, matki z dziećmi.
Gdy patrzymy ze wzgórza wzdłuż nurtu rzeki rzucają się w oczy dwa mosty. Jeden, nowy, mocno pręży swe muskuły świecąc z daleka linami – to najnowsze dziecko starego grodu – most wantowy. Bliżej spokojnie zanurzając stopy w nurcie Wisły, stoi stary budowany w 1938 roku most kolejowo-drogowy. Rzadko kto spoglądając na niego, domyśla się, że patrzy na dzieło inżynierskiej myśli. Gdy spojrzysz dokładnie, czytelniku, zobaczysz jak most wspina się z Radziwia na wzgórze górujące nad rzeką. I jest to chyba jedyny w Europie most, którego różnica poziomów na obu końcach wynosi aż jedenaście metrów.
Po drugiej stronie Wisły rzuca się w oczy piękna ceglana budowla – czy to resztki zamku z dawnych lat, a może pozostałości po fabryce z początku XX wieku, a może to jakaś bazylika? – zapyta turysta. Nie – to elewatory pobudowane w latach pięćdziesiątych XX wieku, architektonicznie przypominające kościół dominikanów pod wezwaniem św. Mikołaja w Gdańsku. Ślepe okna – blendy przypominają gdańską Bramę Chlebnicką oraz detale z toruńskiego ratusza. Projekt elewatorów powstał w 1913 roku na zlecenie Towarzystwa Rolniczego, jednak I wojna światowa a później II przerwała budowę i dopiero na X-lecie Polski Ludowej ukończono budowlę. Kształt nawiązujący do katedry wzbudzał wśród socjalistycznych władz niechęć, dopiero argumentacja o przyćmieniu płockiej katedry przekonała do niego ówczesnych notabli – ba, nawet przez jakiś czas nazywano elewatory „kościołem pracy socjalistycznej”. Minęły lata, czasy się zmieniły i dziś elewatory wrosły w krajobraz Radziwia, nie wzbudzając już takich emocji jak kiedyś. Stały się wraz ze stojącą obok stocznią czymś swojskim, a nawet niezbędnym w krajobrazie prawej strony miasta.
Rozłożone na drugim brzegu Radziwie może być tak stare jak sam Płock. Jego dzieje sięgają X wieku – w tym okresie Płock był silnym ośrodkiem władzy i miejscem kultu pogańskiego. W tym też czasie plemię Mazowszan atakowane było przez mocno ekspansjonistyczne plemię Polan, a jego książę Mieszko I bezprawnie ogłosił się władcą ziem zamieszkiwanych przez Mazowszan. Później przez pewien czas w latach 1037–1047 starali się odzyskać niezależność pod przywództwem Miecława, cześnika króla Mieszka II Lamberta. Jednak kolejny władca Polski Kazimierz Odnowiciel w porozumieniu z Jarosławem I Mądrym księciem Rusi zaatakował Miecława i około roku 1047 ponownie Mazowsze zostało siłą włączone do ziemi Polan. Wkrótce potem polsko-ruskie oddziały rozbiły wojska Pomorza, sprzymierzone z poległym Miecławem. Trzy lata później – w 1050 r. – Kazimierz uderzył zbrojnie na Śląsk i zajął go.
Po zajęciu ziem podbitego Mazowsza północną jego część przyłączono do archidiecezji gnieźnieńskiej, a południową do archidiecezji poznańskiej. W 1079 roku prawdopodobnie po to, by móc silniej polonizować ziemie mazowieckie i by mieć je pod bezpośrednią kontrolą, przeniesiono do Płocka stolicę Polski – miasto pełniło tę funkcję do 1138 roku. Dzięki staraniom Bolesława Śmiałego w 1075 roku erygowano diecezję płocką i przyłączono do niej wieś Radziwie jako wieś służebną. Dopiero po rozbiorach Radziwie znalazło się w zaborze pruskim i dekretem rządu pruskiego zostało odebrane kapitule płockiej. W czasie wojen napoleońskich i krótkotrwałego istnienia Księstwa Warszawskiego Radziwie weszło w skład departamentu płockiego, a po upadku Napoleona i powołaniu zależnego od Rosji Królestwa Polskiego weszło w skład guberni płockiej, a potem warszawskiej. Ważny wpływ na rozwój wsi miała budowa mostu łyżwowego łączącego Radziwie z Płockiem. Stało się to w 1838 roku, a realizatorem tego przedsięwzięcia był Polak z wyboru, a Francuz z pochodzenia Jan Marek Róża Lajourdie. Ten bardzo zasłużony dla Płocka i okolic człowiek mieszkał ponad 40 lat w Radziwiu i został pochowany na miejscowym cmentarzu. Most zbudowano na koszt skarbu państwa, miał on 622 m długości i ponad 10 m szerokości. Most łyżwowy ściągano na zimę do specjalnie przygotowanego portu w Radziwiu, tzw. starego portu, którego basen znajdujący się na przedłużeniu ul. Kolejowej do Wisły zasypano w latach osiemdziesiątych XX wieku. Około roku 1825 i 1832 Radziwie nękały prawdopodobnie epidemie, ponieważ w księgach metrykalnych widać w tym okresie wyraźnie spadek przyrostu naturalnego. W tym okresie większość mieszkańców wsi to: wikliniarze, oryle, czyli pomocnicy flisaków, żwirnicy, piaskarze i rybacy. W zimie mieszkańcy zajmowali się szewstwem, garncarstwem i bednarstwem. W 1920 roku na terenie Płocka odbywały się ciężkie walki z wojskami bolszewickimi. A w czasie II wojny światowej na Radziwiu znajdował się obóz pracy dla kobiet, okupant rozbudował też w tym okresie port i stocznię.
Po tym krótkim opisie wracamy na lewy brzeg Wisły, gdzie spacerując po molu, możemy podziwiać rzekę oraz wyniosły brzeg z rozsiadłymi na nim budynkami: spichrzem, najstarszym liceum w Polsce – Małachowianką, kapitanatem portu, niedawno odnowionym amfiteatrem oraz katedrą.
Spacerując po brzegu, warto poszukać śladów po dwóch źródłach, które kiedyś biły ze stoków wzgórza. Jedno znajdowało się w okolicy amfiteatru, a drugie prawdopodobnie niedaleko schodów Broniewskiego. Wspominał o nich w swej opowieści „Wisłą do Płocka” Bolesław Prus: „Nie mogę powstrzymać się od wzmianki, że spod góry, na której stoi katedra płocka, bije źródło wody żelaznej, która wydała mi się dość silna. Podobno też we wschodniej części miasta znajduje się źródło siarczane. (…) Zwracam uwagę ludzi fachowych na te dwa źródła, one bowiem mogą odegrać ważną rolę w przyszłym rozwoju miasta. (…) Nareszcie owe źródła żelazne i siarczane, jeżeli mają leczniczą wartość lub też jeżeli są wskazówką odpowiednich skarbów kopalnych, mogą wzbogacić i ożywić zarówno miasto jak i gubernią”.
Może warto byłoby, aby zainteresowały się tym władze miasta i pomyślały o odbudowaniu ujęcia tych źródeł. Można by też sprawdzić, czy faktycznie woda z nich ma właściwości lecznicze. Tym bardziej że źródła były podobno pięknie obudowane z głowami lwów, z których tryskała woda. Byłaby to kolejna ciekawostka turystyczna, a może też i zdrowotna?
Gdy już pospacerujemy po bulwarze nad rzeką, być może też ochłodzimy się nad zalewem w Sobótce i zajrzymy do jaskini widniejącej we wzgórzu, zapraszam do katedry. Powstała ona na miejscu pierwszej drewnianej w latach 1130–1144 i w latach następnych była wielokrotnie przebudowywana i remontowana. Przed II wojną światową nastąpiła ostatnia przebudowa świątyni pod okiem znanego i cenionego architekta Stefana Szyllera, który przywrócił katedrze XVI-wieczny charakter. W latach 1904–1916 powstały polichromie autorstwa Władysława Drapiewskiego. W 1910 roku papież Pius X nadał świątyni tytuł bazyliki mniejszej. Sklepienie nawy głównej katedry symbolizuje niebo. Na ścianach poniżej okien nawy głównej sześć obrazów przedstawia sceny ewangeliczne z życia Chrystusa. Z prawej strony możemy podziwiać: Zmartwychwstanie, Drogę Krzyżową, Gody w Kanie. Z lewej obrazy przedstawiają: Ustanowienie Kościoła, Ostatnią Wieczerzę i Kazanie na Górze. I właśnie na tym ostatnim obrazie możemy zauważyć twarze znanych osób z Płocka. Jezusa słuchają Julia Kisielewska i Marcelina Rościszewska. Były to znane i cenione osoby w Płocku. Julia Kisielewska to dyrektorka Gimnazjum Żeńskiego, udzielała się politycznie i kulturalnie, a także pisała artykuły pod pseudonimem J. Oksza. Druga z nich, Marcelina Rościszewska, w 1918 roku tworzyła Służbę Narodową Kobiet Polskich i Komitet Obrony Lwowa. W 1919 roku zawiozła do oblężonego Lwowa broń, żywność oraz materiały sanitarne. W czasie obrony Płocka w 1920 roku wraz z innymi mieszkankami Płocka bohatersko zatrzymała uciekających żołnierzy i budowała z nimi barykady oraz organizowała obronę miasta. Za ten czyn marszałek Józef Piłsudski odznaczył ją Krzyżem Walecznych, otrzymała też Złoty Krzyż Zasługi oraz odznakę Orląt Lwowskich. Także żebracy widoczni na obrazie mają prawdopodobnie twarze mieszczan płockich. Twarze mieszczan możemy też znaleźć na innych obrazach i rzeźbach katedry, są to m.in. Zofia Maciejewska, Helena Gruberska, a także zmarła w 1997 roku płocczanka z urodzenia Mira Zimińska-Sygietyńska – współzałożycielka i wieloletnia dyrektorka Zespołu Pieśni i Tańca „Mazowsze” oraz założycielka Dziecięcego Zespołu Pieśni i Tańca „Varsovia”, której twarz jako dziecka możemy podziwiać na ścianie niedaleko ołtarza głównego.
tekst i foto Piotr Michalik
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości