Choć sztuka „grania” mormyszką wydaje się dla laików trudna, na szczęście jej podstawy można stosunkowo łatwo opanować. Gdy w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia zetknąłem się z mormyszką po raz pierwszy, była to technika niemal kompletnie nieznana, wobec czego moje pierwsze próby łowienia zimą spod lodu ryb na tę przynętę nie były ani porywające, ani zachęcające. Gdy inni wędkarze ciągnęli płoć za płocią na wędki spławikowe, ja borykałem się z doborem odpowiedniego kiwoka (sygnalizator brań), właściwej mormyszki oraz opanowaniem sztuki posługiwania się tą przynętą. Mormyszka była albo za ciężka, albo za lekka, a owo słynne „granie” tą przynętą nie specjalnie mi wychodziło, więc wyniki moich poczynań były niezbyt satysfakcjonujące. Trzeba było widzieć miny łowiących w pobliżu wędkarzy, ich wiele mówiące uśmieszki… Ja im zachwalałem nową, wręcz rewelacyjną, niezwykle skuteczną technikę wędkowania, a tu taki blamaż.
Tekst i fot. Andrzej Konowrocki
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze