Reklama

Molo budzi emocje

01/06/2011 08:31
Miało być pierwszym i najbardziej spektakularnym elementem zagospodarowania płockiego nabrzeża wiślanego. Pierwsi spacerowicze mieli wejść na nie 20 listopada ubiegłego roku. Tak się jednak nie stało. Płockie molo, bo o nim mowa, od początku budowy napotykało na problemy. Kilka fal powodziowych przepływających Wisłą, wstrzymanie prac z powodu protestu wodniaków z Morki, wreszcie brak na polskim rynku części potrzebnych do wykonania niektórych prac. Termin oddania pomostu do użytku był kilkakrotnie przekładany. Chociaż prace budowlane oficjalnie się zakończyły, wciąż nie można jasno określić, kiedy płocczanie i odwiedzający nasze miasto turyści wejdą na molo. Wiadomo jedynie, że inwestycja do tej pory kosztowała około 17 mln złotych i na tym się raczej nie skończy.
Molo na Wiśle w Płocku wzbudza wiele kontrowersji. Ma zarówno zwolenników, jak i przeciwników. Decyzja o jego budowie zapadła przed ubiegłoroczną kampanią wyborczą. Do użytku miało zostać oddane tuż przed pierwszą turą wyborów. Nie udało się.
– Jeżeli ktoś teraz śmieje się z molo, zastanawia się, dlaczego oddanie go do użytku tak długo trwa, czy domaga się, żeby wpuści na nie ludzi jak najszybciej, powinien cofnąć się o kilka miesięcy i zastanowić, dlaczego inwestycję oddano do realizacji Miejskiemu Zespołowi Obiektów Sportowych. To jednostka, która nie dysponowała fachowcami w zakresie inwestycji – mówi dyrektor Miejskiego Zespołu Obiektów Sportowych Andrzej Zarębski.
O tym, że molo stało się tematem żartów, można było się przekonać podczas tegorocznej Nocy Kabaretowej, którą transmitowała telewizja publiczna. Pojawiły się także głosy domagające się natychmiastowego oddania pomostu do użytku. Interpelację w tej sprawie napisał były prezydent, który podjął decyzję o budowie, a obecnie radny Mirosław Milewski: – Molo budowane było z myślą o mieszkańcach Płocka, ale również o gościach naszego miasta, jako miejsce rekreacji, wypoczynku, spotkań i miłego spędzania wolnego czasu. Miało być także swoistym magnesem przyciągającym do naszego grodu turystów poprzez swoją absolutną wyjątkowość. Molo powinno tętnić życiem i służyć ludziom, w najgorszym wypadku od początku maja 2011. Tymczasem władze miasta robią wszystko, aby ten obiekt przedstawić w wyjątkowo czarnym świetle, a być może nigdy go nie udostępnić do użytkowania. Świadczą o tym wyjaśnienia Ratusza, które są bardzo pokrętne, w wielu elementach nieprawdziwe i zawsze obarczone złośliwymi komentarzami. Tymczasem obiekt jest zakończony i dopuszczony do użytkowania przez nadzór budowlany i co za tym idzie, całkowicie bezpieczny w eksploatacji! Brak ławek, zieleni i dzierżawcy kawiarni świadczy tylko o intencjach władz miasta, gdyż sprawy te, znane od początku inwestycji, można było rozwiązać w ciągu trzech miesięcy – pisze między innymi w uzasadnieniu do swojej interpelacji.

Inspektor dopuścił, ale...
Płocczanie zastanawiali się, jak molo przetrwa zimę: – Przetrwało i pewien czas pożyje – z uśmiechem mówi Andrzej Zarębski, po chwili dodaje: – Przedstawiciel projektanta zapewnia, że użytkowanie molo jest całkowicie bezpieczne.
Z sytuacją na pomoście zapoznał się także Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego. – Molo zostało dopuszczone do użytkowania, jednak inspektor udzielił pewnych wskazówek. Zalecił między innymi rozważenie zabezpieczenia elementów podtrzymujących konstrukcję. Ma to zapewnić większe bezpieczeństwo spacerowiczów – tłumaczy Andrzej Zarębski.
15 maja zakończyły się prace związane z umową gwarancyjną. Obejmowały między innymi przywrócenie do stanu pierwotnego nabrzeża w bezpośrednim sąsiedztwie pomostu: – Prawie wszystkie prace w tym zakresie zostały wykonane zgodnie z ustaleniami – zapewnia Andrzej Zarębski.
Uzupełniono betonem także ubytki w nabrzeżu w miejscu, gdzie pomost wychodzi na wodę. To nie jedyne prace, jakie trzeba wykonać. – Mamy pewne zastrzeżenia. Wszyscy pamiętają, ile kontrowersji wzbudziło podświetlenie molo. Miało swoich przeciwników, którzy narzekali na zbyt mocny blask. Byli też zwolennicy. Nagle okazało się, że oświetlenie nie działa. Prawdopodobnie kra uszkodziła zimą rynienki, w których zostały poprowadzone kable. Najpierw trzeba ustalić, gdzie jest uszkodzenie, dlaczego do niego doszło i w końcu rozwiązać problem – wyjaśnia Andrzej Zarębski.
Dzień przed rozpoczęciem sezonu żeglarskiego w Morce udało się rozwiązać problem z wejściem do żeglarskiego portu: – Było to możliwe dzięki zaangażowaniu prezydenta Andrzeja Nowakowskiego w załatwianie spraw w Rejonowym Zarządzie Gospodarki Wodnej – dodaje A. Zarębski.
Wejście na molo zaburzyło ciąg komunikacyjny na nabrzeżu. Do pomostu można dojść po wąskim, wybrukowanym chodniku, żeby wejść z boku, trzeba będzie przejść po trawniku. Żeby obejść wejście na molo, też trzeba nadłożyć drogi. – Niestety, nie jesteśmy w stanie nic z tym zrobić. Gdy próbujemy wyjaśnić, dlaczego tak się stało, słyszymy, że „projekt nie przewidywał innego rozwiązania”. To jedyne wyjaśnienie, na jakie napotykamy. Żeby w pełni korzystać z mola i nabrzeża, trzeba było to rozwiązać na etapie projektu. Moim zdaniem najpierw powinno być zagospodarowane całe nabrzeże, jak to zapowiadano. Molo powinno być ostatnim etapem tego przedsięwzięcia – mówi Andrzej Zarębski.

Miało być 15 mln zł, już jest 17
MZOS przygotowuje się do oddania molo do użytku. Rozpoczęły się przygotowania do wszczęcia procedury przetargowej na wynajem kawiarni. Jednak kiedy płocczanie będą mogli pospacerować po pomoście, na razie nie wiadomo: – Być może lada dzień będziemy mieli jakąś niespodziankę – Andrzej Zarębski nie chce na razie mówić o szczegółach.
Początkowo zakładano, że molo będzie kosztowało około 15 mln złotych: – Już teraz koszt wynosi około 17 mln złotych i myślę, że będzie jeszcze więcej. Cały czas wychodzą nowe rzeczy. Kilka desek trzeba było wymienić po zimie. Nie jestem jednak przekonany, czy deski na pomoście zostały właściwie zaimpregnowane – dodaje A. Zarębski.
Wykonawcą było konsorcjum firm: Bilfinger Berger Budownictwo, Navimor – Invest, Prywatne Przedsiębiorstwo Budowlane Alpex oraz Henczke – Budownictwo. Molo miało być nie tylko miejscem spacerów zakończonym kawiarnią, ale również pierwszym elementem portu żeglarskiego. Miał on docelowo pomieścić około 200 jednostek pływających. Te największe miały cumować od strony Wisły bez wchodzenia do portu. W pobliżu miał także powstać parking, zarówno dla żeglarzy, jak i dla autokarów wycieczek odwiedzających Płock.
Jacek Danieluk
j.danieluk@tp.com.pl
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości