8 czerwca na Cmentarzu Komunalnym żegnaliśmy Mirosławę Nagórko. Absolwentka Jagiellonki i polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim. W latach 1979-1988 była sekretarzem literackim Teatru im. J. Szaniawskiego w Płocku.
Mirosława Nagórko (z domu Daleka) urodziła się w Gdańsku. Wczesne dzieciństwo spędziła w Lęborku. Do Płocka przeniosła się z rodziną jako dziesięciolatka. W jej wspomnieniach z tego okresu pozostali dziadkowie Pęscy. Babcia Konstancja była utalentowaną krawcową. Dziadek Henryk przeszedł szlak bojowy z armią generała Maczka. Represjonowany po powrocie do kraju, później poświęcił się całkowicie edukacji ukochanej wnuczki.
Matura w Liceum im. Wł. Jagiełły umożliwiła Mirce studia na Uniwersytecie Warszawskim. Wybrała filologię polską. Tutaj zaczęła się jej pasja teatralna. Pracę magisterską napisała na temat spektakli Grotowskiego.
Kiedy wróciła do Płocka, podjęła pracę jako sekretarz literacki w Teatrze Dramatycznym im. Jerzego Szaniawskiego i chociaż ze względów rodzinnych musiała w 1988 roku zmienić zawód, teatrem żyła do końca. Gromadziła wszystkie programy spektakli, ulotki i fotosy. Szczególnie często wspominała współpracę z reżyserami Andrzejem Marią Marczewskim, Janem Skotnickim, Tomaszem Grochoczyńskim. Inscenizacje „Mistrza i Małgorzaty”, „Fausta”, „Psiego serca” uważała za najważniejsze w historii płockiego teatru. Szczególne miejsce w jej spuściźnie zajmują opracowania realizacji dramatów Karola Wojtyły i patrona Teatru Jerzego Szaniawskiego. Współredagowała książkę wydaną na 10-lecie Teatru.
Gdy rozstała się z teatrem, zaczęła pracę w Zespole Szkół Budowlanych w Płocku. Uczyła języka polskiego, przekazując uczniom swoją teatralną pasję. Kolejne klasy prowadziła na spektakle.
- Pani Mirka była jedną z tych nauczycielek, które darzyłem szacunkiem. Opowiadała o literaturze z takim zacięciem i pasją, że było to fascynujące. Dziękuję za te lekcje języka polskiego, Pani Mirosławo! Pani profesor zapoznała mnie też z Grażyną Zielińską. Aktorka udzieliła mi cennych rad na egzamin do szkoły teatralnej – powiedział aktor Mariusz Pogonowski.
Mirosława Nagórko promowała teatr nieustannie. I w kręgu rodziny, i wśród znajomych. Sugerowała, jakie przedstawienia mają obejrzeć jej najbliżsi. Gdy w 2024 roku trafiła na OIOM w Warszawie, opowiadała pielęgniarkom, jak powstają spektakle. Jej najmłodszą teatralną adeptką była wnuczka Zuzanna.
Po przeprowadzce do Warszawy utrzymywała przyjacielskie kontakty z Jolą Milewską z Biura Obsługi Widza i przyjeżdżała na premiery.
- Mira weszła w skład pierwszej Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność”. Represji w stanie wojennym uniknęła tylko dlatego, że 13 grudnia 1981 roku urodziła syna Konrada. Te wspólne zawodowe i opozycyjne doświadczenia przerodziły się w wieloletnią przyjaźń – wspominała Milewska.
Drugą pasją Mirki było malarstwo. Gdziekolwiek była, zwiedzała wszystkie muzea. Bardzo dużo czytała. Interesowała się operą. Kilka lat temu ponownie zakochała się w nadmorskim pejzażu. Twierdziła, że morze daje jej spokój, a nawet skłania do myśli o kolejnej przeprowadzce. Umawiała się z Jolą, że razem pojadą w czerwcu do Gdańska...
Jej mottem były słowa piosenki Wojciecha Młynarskiego „Jeszcze w zielone gramy”, którą lubiła w wykonaniu Magdy Umer. Podczas ceremonii pogrzebowej zabrzmiał utwór Tadeusza Woźniaka „Zegarmistrz światła”. Kompozytor napisał muzykę do wielu spektakli Andrzeja Marii Marczewskiego.
- Będzie nam brakowało jej serdeczności oraz ciepła, jakie wnosiła do naszego życia. Pozostanie na zawsze w naszej pamięci – napisał na teatralnym profilu FB zespół Teatru.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze