Mieszkańcy Bałkanów to ludzie obdarzeni dużym poczuciem humoru. Lubią się także śmiać z samych siebie, z tych cech, które charakteryzują poszczególne narody tej części Europy. Zatem w bałkańskich dowcipach inne, na ogół wyolbrzymione cechy mają Chorwaci, inne Serbowie, inne Słoweńcy, a jeszcze inne Czarnogórcy. Ci ostatni z lubością opowiadają, że gdyby co roku organizować konkurs na najbardziej leniwych ludzi, to w cuglach wygrywaliby go mieszkańcy Czarnogóry.
Być może trudno w to uwierzyć, ale Czarnogórcy z takiego podejścia do życia są naprawdę dumni. A tego typu konkursy są w tym kraju przeprowadzane cyklicznie. Kolejny turniej „odpoczywania” miał miejsce w sierpniu tego roku. Zwycięzca – Żarko Pejanowić otrzymał za wygraną 350 euro i mnóstwo innych nagród od sponsorów.
Leżeć można
w nieskończoność...
W tegorocznym konkursie wzięło udział 9 zainteresowanych. Uczestnicy mogli oczywiście jeść, pić, korzystać z telefonu. Wstać można było tylko raz na 8 godzin, żeby skorzystać z toalety. Żarko został zwycięzcą, bo wypoczywał bez przerwy przez 60 godzin. Ten wynik daleki jest jednak od czarnogórskiego rekordu. Ten padł rok wcześniej. Dubrawka Aleksić z Podgoricy przeleżała 117 godzin!

Cerkiew w Cetinje. Czarnogórcy nie mogą jej darować patriarchatu serbskiego
Ktoś słusznie może zauważyć: gdyby Czarnogórcy więcej pracowali niż odpoczywali, pewnie zarabialiby więcej. Okazuje się jednak, że nie wszystko da się w tym kraju przeliczyć na pieniądze, bo są wartości ważniejsze. Statystyczny Czarnogórzec żyje 5 lat dłużej niż Europejczyk z Europy środkowej i zachodniej. Przypadek? Chyba nie. Żyjemy – także w Polsce – krócej, bo pewnie zbytnio się spieszymy, chcemy jak najszybciej dogonić Zachód w tak zwanych zdobyczach cywilizacyjnych i poziomie życia. Czarnogórcy uważają, że nie można tego robić za wszelką cenę. Dlatego ich zdecydowana większość pierwszą część dnia poświęca na bardzo wolne picie espresso. Mogą nad tą kawą (i przy okazji kieliszkiem rakii) przesiedzieć nawet do 2 godzin, czas poświęcając na rozmowę ze znajomymi.
Być może to jest właśnie sposób na wydłużenie życia: pracować, ale nie traktować pracy jako kwestii w życiu najważniejszej. Nie raz podczas mojego pobytu w Czarnogórze słyszałem takie historie, jak ta poniżej. Turystka wysiadła z pociągu w Barze (to taki nadmorski port w Czarnogórze) i koniecznie chciała się udać taksówką do pensjonatu, który wcześniej zarezerwowała. Okazało się, że miała spore trudności ze zrealizowaniem swojego planu. Taksówki – owszem – stały tam gdzie zazwyczaj stoją, ale ich kierowcy pochłonięci byli akurat piciem tym razem popołudniowej kawy. Nie było chętnego, mimo monitów, żeby tę niewymagającą czynność przerwać. Ktoś nawet zapytał, dlaczego nie chcą dodatkowo zarobić. Padła odpowiedź: po co! Zarobiłem tego dnia, jeżdżąc taksówką 15 euro. 5 mam z tego na kawę, 10 oddam żonie. Zatem dlaczego mam się tłuc za kółkiem kolejne godziny? Lepiej cieszyć się życiem!
Przeciw rosyjskiej agresji
To nie jest liczna i bogata nacja. Ponad 600 tysięcy mieszkańców Czarnogóry to wielkość demograficzna porównywalna do jednego z większych miast w Polsce. Rolnictwo istnieje praktycznie tylko w wersji szczątkowej. Mieszkańcy wysokich gór trudnią się hodowlą bydła i owiec. Z kolei na wybrzeżu Adriatyku postawiono na turystykę. I to jest chyba najwłaściwsza droga. Nie ma tu jeszcze tak bardzo rozwiniętej turystycznej infrastruktury jak choćby w sąsiedniej Chorwacji, niemniej ceny są dużo bardziej przystępne.
Kto najchętniej wybiera czarnogórską część Morza Adriatyckiego? Serbowie, Polacy, Austriacy, Francuzi, Rosjanie. Tych ostatnich jest jednak jakby mniej niż wcześniej. Czarnogórcy – w przeciwieństwie chociażby do sąsiedniej Serbii postanowili bardzo mocno zaakcentować wspólne z zachodnią Europą stanowisko wobec wojny wywołanej przez Rosję na Ukrainie. Stąd przystąpienie oczywiście do sankcji, ba – poszli ostatnio jeszcze dalej. Bardzo pozytywnie wypowiadano się w tym kraju na temat pomysłu krajów nadbałtyckich i państw środkowej Europy odnośnie ograniczenia wydawania wizy Rosjanom. Nawet rosyjskie inwestycje w turystykę przestały być w tym kraju mile widziane.

Wspominana w tekście amerykańska inwestycja turystyczna w Budvie - zazielenione tarasowce
Niektórzy obawiali się związanego z tym spadku obrotów z tej branży gospodarki. Jak się ostatecznie okazało, niektóre inwestycje porosyjskie przejęli chociażby Amerykanie, a turystów wcale nie jest mniej. Rosyjscy turyści są oczywiście w jakiejś części obecni w Czarnogórze, ale starają się okazywać swoje negatywne stanowisko w sprawie wojny na Ukrainie. Podczas naszego wrześniowego pobytu w tym kraju widzieliśmy przynajmniej 3 samochody (w tym jeden w Budvie) z dużymi naklejonymi kartkami na przedniej i tylnej szybie. Na kartkach dwujęzyczne napisy: „Niet wajnie” i „No war”. Oczywiście nie trzeba dodawać, że takie kartki naklejone były na samochody z rosyjską rejestracją. Czy ich właściciele naprawdę wyrażali swój sprzeciw wobec wydarzeń na Ukrainie, czy może chcieli po prostu ustrzec się przed zniszczeniem samochodów, trudno na to pytanie odpowiedzieć. Nie brakowało też samochodów z rejestracją ukraińską. Niemniej ciężko laikowi, słysząc język rosyjski na ulicy, określić, czy posługuje się nim rdzenny Rosjanin czy Ukrainiec, bo przecież wielu mieszkańców tego państwa – ukraińskich patriotów posługuje się językiem rosyjskim...
Gdzie
kontrola budowlana...
Tak jak napisałem powyżej, sektor turystyczny w Czarnogórze bardzo dynamicznie się rozwija. Daje się jednak zauważyć, że dzieje się to tak trochę bez ładu i składu. Może dlatego, że we właściwy sposób nie działa tu system kontroli budowlanych inwestycji. Ktoś na przykład buduje hotel z oknami wychodzącymi na morze. Zapewniono go, że będzie to najbardziej atrakcyjnie i najbliżej położony na morzem obiekt. Ni stąd, ni zowąd pojawia się jednak za chwilę kolejny budynek, jeszcze bliżej morza, prawie na plaży, a jeżeli nie ma plaży, to wręcz częściowo wykuty w górze do morza przylegającej. Spójności w tym nie ma żadnej, a Czarnogórcy z właściwym sobie przekąsem informują żartem o nowych samochodach kontrolerów budowlanych.

Monastyr Ostrog. Jedna z jego części wykuta jest w skale
Co ciekawe takie luźne podejście do prawa nikogo zbytnio w Czarnogórze nie dziwi ani drażni. Dokładnie tak samo jest w przypadku dbałości o bezpieczeństwo w ruchu drogowym. Samochodów policyjnej drogówki zobaczymy w Czarnogórze sporo. Kiedy jednak padła propozycja dotycząca zamontowania stacjonarnych fotoradarów, to najbardziej przeciwni temu pomysłowi byli czarnogórscy policjanci. Ciekawe dlaczego...
Przyznam szczerze, że ten nieład inwestycyjny w infrastrukturze turystycznej Czarnogóry troszkę razi. Weźmy taką Budvę dla przykładu, czyli stolicę nie całej Czarnogóry, ale bezwzględnie tej jej części turystycznej. 10 lat temu miałem przyjemność podczas corocznego wrześniowego urlopu być ze znajomymi w Budvie. Konkretnie w hotelu Slovenska Plaża. Co nas w tym hotelu a w zasadzie ośrodku wypoczynkowym urzekło? Jego przestrzeń, ogrom! Wyłożone skałą uliczki, mnóstwo zieleni, pokoje hotelowe nie w molochu, tylko w niewielkich jednopiętrowych budynkach. Na miejscu sklepy, biura podróży, wypożyczalnie sprzętu, różnego rodzaju usługi. Pamiętam poruszenie wśród niektórych wypoczywających, bo swoje klipy muzyczne kręciła tam wówczas znana głównie na Śląsku Teresa Werner.
Dziś (także we wrześniu) Slovenska Plaża pozostaje w Budvie tak naprawdę ostatnią enklawą tego typu wypoczynku. Wciśnięta między wielkie hotelowce broni się przed zakusami wielkich. Mam wrażenie, że gdyby tylko ktoś na to pozwolił, bez wahania by ten ośrodek rozebrano, wstawiając w to miejsce kolejne apartamentowce. A takich oczywiście w Budvie jest coraz więcej: jeden na drugim, jeden na drugim... Czasami stawiane bez ładu i składu. Choć nie wszystkie są koszmarne. Kiedy jedzie się z Budvy do wyspy Św. Stefana, widać inwestycję, którą kiedyś rozpoczęli Rosjanie, teraz kończą (albo nawet już skończyli) Amerykanie. Nie jest to typowy hotelowiec czy apartamentowiec, a odkryte tarasy wielką ilością zieleni. Zresztą na zdjęciu, które obok zamieściłem, dokładnie to widać....

Słynny, książkowy pochodzący z XVI wieku most na Drinie w Visegradzie (Bośnia i Hercegowina)
Logo Czarnogóry
A skoro już zahaczyliśmy o wyspę Świętego Stefana… Jest to swojego rodzaju „logo” Czarnogóry, które spotykamy na wszelkich reklamowych prospektach turystycznych tego kraju. Prywatna wyspa (jej właścicielem jest międzynarodowa grupa hotelowa Aman), połączona cypelkiem ze stałym lądem to tak naprawdę jeden wielki ekskluzywny hotel. Ekskluzywny zarówno pod względem obsługi, jak i cen! Nikt obcy nie ma na nią wstępu. Zatrudnionym tam osobom zabiera się telefony komórkowe, by przypadkiem nie wyciekło gdzieś zdjęcie przebywającego tam wyjątkowego tuza! A bywali tam i bywają tam najwięksi tego świata. Oczywiście najczęściej nie korzystają z biur turystycznych, tylko z polecenia – to taka trochę oaza snobizmu. Pytana przez nas o konkretne nazwiska przewodniczka z Budvy Katarzyna Sobczyk wymienia jednym tchem: Sophia Loren, Johny Deep, Robert Lewandowski... Tych nazwisk jest więcej. Czy wszystkie te osoby faktycznie tam bywają, czy nazwisko choćby Lewandowskiego pada z ust przewodniczki tylko dlatego, żeby zaimponować polskim turystom, kto wie, jak jest naprawdę...
Niemniej noclegi „dostępne są” od kwoty 3100 euro za dobę. A raczej były. W Czarnogórze, po zmianie władzy w wyborach parlamentarnych podniósł się szum. Że to granda, że tylko dla wybranych, że gdzie kontrola... W efekcie 2 lata temu obiekt zamknięto i zaczęła się cała kołomyja własnościowo – sądowa. Potem swoje 3 grosze dołożył patriarchat prawosławny Czarnogóry. Koniec końców – bo za dużo zainteresowanych tym majątkiem – sąd wrócił do punktu wyjścia. Grupa Aman znowu będzie wynajmowała luksusowe apartamenty. Tyle że dopiero od przyszłego roku.
Budva, Cetinje,
Herceg Novi?
Którą miejscowość wybrać do letniego wypoczynku w Czarnogórze? Odpowiedź wcale nie jest taka oczywista. Zależy bowiem od tego, jakim funduszem dysponujemy, co chcemy robić podczas urlopu i jaki rodzaj plaży nam najbardziej odpowiada. Oczywiście Budva jest takim największym czarnogórskim centrum turystycznym. Znajdziemy tam i bardzo drogie hotele, jak Hotel Splendid Conferance & SPA Resort. Znany z tego, że kręcono w nim część scen do filmu „Casino Royal” z Jamesem Bondem. Przynajmniej teoretycznie, bo z tym nakręcaniem scen w hotelu to wielka lipa! Zgadza się, ten konkretny czarnogórski hotel jest wymieniany w filmie, tyle że sceny tak naprawdę powstawały w Grandhotel Pupp w Karlowych Warach w Czechach. Tak czy siak zwolennicy głośnych atrakcji mają co robić w Budvie. Zwolennicy szukania filmowych pamiątek także. W samym centrum natkniemy się na przykład na ogromny dzwon. To rekwizyt z filmu, który zapewne pamiętają tylko starsi kinomani - „Długie łodzie wikingów”.
Jeszcze bardziej luksusowy (choć dużo mniejszy) i snobistyczny jest Kotor. I tu też swoje miejsce znajdą i zwolennicy przyglądania się luksusowym jachtom bogaczy z całego świata, i miłośnicy historii oraz stylów architektonicznych. Przepiękna jest starówka w Kotorze; rekompensuje problemy z parkowaniem w tym mieście i kwestie najdroższej kawy w całej Czarnogórze. Osobiście polecam wizytę w katedrze Św. Tryfona. W katedralnym skarbcu natkniecie się na niepozorny krzyż z ciekawą, dotyczącą także Polaków historią. Był używany podczas mszy polowej przed bitwą z Turkami pod Wiedniem, w której tak zasłużyły się polskie wojska.
Jeśli zbytnio nie przepadamy za blichtrem i zgiełkiem, warto znaleźć swoje miejsce w jednym z miasteczek usytuowanych nad przepiękną Zatoką Kotorską. Z jednej strony będziemy mieli co zwiedzać np. w Peraście i Risanie, z drugiej zetkniemy się z błękitną wodą w Herceg Novi. Ci, którzy nie lubią wielkich miast (jak autor tego tekstu), z przyjemnością zatrzymają się w niewielkiej miejscowości Bijela, 11 km właśnie od Herceg Novi.
Sporo ciekawych miejsc do wypoczynku jest w linii brzegowej pomiędzy Budvą a Barem. Sutomore, Petrovac to tylko niektóre z nich. Niezła i niezbyt droga jest Dobra Voda, tuż za Barem. Wreszcie coś dla tych, którzy nad Adriatykiem koniecznie szukają piasku na plaży. Taki (choć niekoniecznie barwy jak nad Bałtykiem) znajdziecie w miejscowości Ulcinj, niedaleko granicy Czarnogóry z Albanią. Ten rejon w dużej części zamieszkały jest przez mniejszość albańską, a i do samej Albanii, gdzie zaopatrzyć się można choćby w doskonały dżem z fig, jest rzut beretem. No i jeszcze jedno: ceny są tu niższe niż nad Zatoką Kotorską. Tyle że nie wszystkim odpowiada taki trochę orientalny charakter Ulcinj.
Warty podkreślenia jest nieźle funkcjonujący system komunikacji na czarnogórskim wybrzeżu. Nie ma w zasadzie problemu (z wyjątkiem oczywiście pewnych godzin, kiedy Czarnogórcy zajęci są piciem kawy) z przejazdem z miejsca na miejsce. Są prywatne busy, autobusy, ostatecznie pozostają wcale nie najdroższe taksówki. Jeśli ktoś ma gest, może wynająć taksówkę wodną. A tak naprawdę najbardziej pewna i - co ważne – najtańsza jest państwowa linia autobusów Blue Line, dzięki której za niewielkie pieniądze można się przedostać z miejsca na miejsce. Dla przykładu za 11-kilometrową trasę z Bijeli do Herceg Novi zapłacimy 1 euro. Co ważne – u konduktora, a nie u kierowcy, bo takie stanowisko pracy jeszcze w Czarnogórze funkcjonuje. I tylko jedna, bardzo ważna uwaga: proszę nie sugerować się miejscem usytuowania przystanku w jedną stronę podróży, w drugą bywa – i najczęściej jest – postawiony zupełnie gdzie indziej.
Dlaczego król stoi,
królowa siedzi...
No dobrze: a jeśli ktoś nie lubi ani morskich kąpieli, ani plażowania, ani aktywnego zwiedzania wybrzeża? Dla tych osób Czarnogóra także ma swoje tajemnice, które warto odkrywać. Zacznijmy może od starej stolicy Czarnogóry – Cetinje (to tu po wyborach zbiera się po raz pierwszy nowo obrany parlament). Jadąc do niej od strony Budvy warto wyszukać pod drodze jedno z wielu gospodarstw wiejskich trudniących się wyrobem 2 najczęściej produktów: czarnogórskiej szynki suszonej oraz oczywiście domowej rakii. Jeśli chodzi o samo miasto, to nie starczyłoby nam tutaj miejsca, żeby je dokładnie opisać. Dlatego polecam internet i kilka słów kluczy: teokratyzm w Czarnogórze, król Mikołaj, „dlaczego na wszystkich zdjęciach żona króla Mikołaja siedzi, a król stoi...” itp. Cetinje to taki czarnogórski Wawel – tu znajdziemy najważniejszy kościół ze szczątkami czarnogórskich władców.
Tak jak na prawosławnej Ukrainie istnieje konflikt zarządczy pomiędzy cerkwią porządku moskiewskiego a cerkwią porządku kijowskiego, tak też w Czarnogórze istnieje podział patriarchatu na serbski i czarnogórski. Tę różnicę szczególnie widać w patriotycznie nastawionym Cetinje. Największa cerkwia w Cetinje jest akurat porządku serbskiego. Czarnogórcom to wybitnie nie w smak. Dlatego ogrodzenie tejże cerkwi obłożyli flagami czarnogórskimi, jedna przy drugiej. Nikt ze świątyni nie odważył się ich zdjąć...
Będąc w Cetinje warto przyjrzeć się starym budynkom różnych ambasad, szczególnie jednej – francuskiej. Jest zbudowana w stylu mauretańskim, zupełnie nie pasuje do tej części świata. Legenda (a pewnie w każdej jest część prawdy) głosi, że kiedy w jednym czasie budowano ambasady francuskie w Kairze i Cetinje, to koperty z planami budowy wysłano do wykonawców. Pech chciał, że pomylono adresatów...
Wizytę w Cetinje połączyć można z przeżyciem niecodziennej przygody komunikacyjnej. To propozycja tylko dla kierowców (oczywiście także pasażerów) o mocnych nerwach. Wąskie, kręte serpentyny, czasami z urwanymi barierkami, z przepaściami sięgającymi kilkuset metrów podnoszą ciśnienie o kilkadziesiąt jednostek. Jeśli mamy pecha i natkniemy się na jednej z tych serpentyn na nadjeżdżający z przeciwka autobus, to zmuszeni jesteśmy wykazać się nie lada kunsztem. Bo to my musimy naszym autem cofać po zakrętach tak długo, aż autobus będzie mógł nas wyminąć. To tak zwana droga P1, która łączy Kotor z dawną stolicą Czarnogóry Cetinje, przechodząc przez pasmo gór Lovćen. Proszę uwierzyć, gdy widzi się tak zwany m-kowy przebieg tej trasy na jakimkolwiek GPS-ie, to już od samego patrzenia na to urządzenie robi się gorąco.
A skoro już jesteśmy przy kwestiach związanych z religią, to nie można nie wspomnieć o jednej z najważniejszych świątyń w Czarnogórze – monastyrze Ostrog. Został zbudowany w XVII wieku; usytuowano go pomiędzy Niksicem a Podgoricą bardzo wysoko w górach. Wysokość od podstawy wzniesienia (miejsca startu) do samego klasztoru to 950 metrów. Świątynia, gdyby zostawić na boku kwestie religijne, zachwyca architektonicznie, bo częściowo wykuta jest w skale. Niemniej dla wierzących Czarnogórców, a taka jest zdecydowana większość, to słynące cudami miejsce. Głośno jest o ozdrowieniach, które dzieją się za przyczyną patrona świątyni – świętego Bazylego. Kiedy doszedł do kresu ziemskiego życia, w miejscu jego śmierci wyrosła winorośl. Dziś ona oczywiście owocuje, robi się z niej wino, które osiąga horrendalne ceny. Wielu wierzy, że wino to ma wartość leczniczą...
Jeśli chodzi o inne atrakcje, to warto przejechać się do mostu Durdevica w Kanionie Tary. Ma 365 metrów długości, 170 metrów wysokości i opiera się na pięciu przęsłach. Najbardziej odważni decydują się na zjazd tyrolką. Już z daleka zobaczycie żółte samochody firmy Zip Lane, które dbają o obsługę turystów korzystających z tyrolki. Podwieszeni pod linę o długości około 1000 metrów fruniemy na drugą stronę Kanionu Tary. Ta przyjemność kosztuje 20 euro.
Przeżycia są niesamowite, bo Kanion Tary jest najgłębszym w Europie. W świecie są głębsze tylko 2: Grand Kanion w USA i Kanion Colca w Peru.
Krótki wypad
do Bośni i Hercegowiny
Czarnogóra to niewielki kraj, sąsiednia Bośnia i Hercegowina podobnie. Zatem odległości w podróżowaniu nie są tutaj sprawą najistotniejszą. A skoro już jesteśmy w Czarnogórze to warto wybrać się do jej sąsiadów. Bośnia i Hercegowina znana jest Polakom głównie w kontekście Medjugorie i Mostaru. Bo najczęściej tam trafiamy wypoczywając na plażach chorwackich. Mało kto zagląda do tego kraju z drugiej strony, a taka okazja się nadarza, kiedy jesteśmy w Czarnogórze. Do bośniackiego Visegradu jest rzut beretem. Miasto rozsławił jugosłowiański noblista Ivo Andrić poprzez słynną powieść „Most na Drinie”. Chodzi o wybudowany w XVI wieku most Mehmeda Paszy Sokolowica, wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
W Visegradzie koniecznie trzeba także zobaczyć słynny Andrićgrad Kusturicy, o którym wspominałem 2 tygodnie temu, opisując uroki Serbii.
Najtaniej
nad jeziorem Czarnym
Kolejnym godnym polecenia miejscem w Czarnogórze jest jezioro Czarne. Ten polodowcowy zbiornik usytuowany jest w Parku Narodowym, zatem nie dojedziemy do niego samochodem. Warto jednak zdecydować się na niedługą pieszą wycieczkę. Czysto i głęboko – jeśli można użyć tych określeń – nad jeziorem się oddycha. Poza tym kupić można po drodze mnóstwo oryginalnych (nie ma chińskich) pamiątek. Ceny są tu najniższe w Czarnogórze.
Żadna zatem relacja z zagranicznej podróży nie może pominąć cen produktów, które – jako turyści – kupujemy najchętniej, obdarowując potem w Polsce swoich znajomych. Co kupujemy najchętniej w Czarnogórze? Polecam czarnogórską oliwę. Taki trochę surowy klimat powoduje, że jest zdecydowanie lepsza niż włoska, grecka czy hiszpańska. To tak jak z polskim itruskawkami, które smakowo zdecydowanie wygrywają z tymi hiszpańskimi. Oliwę można kupić na targowiskach, które znajdziemy w każdej większej miejscowości. Cena kształtuje się od 10 do 15 euro za litr, w zależności od rodzaju oliwek. Rada: tu nie warto oszczędzać – trzeba kupić tę jaśniejszą, za 15 euro. Wyśmienita!
Co jeszcze warto przywieźć do Polski? Zacznę inaczej. Pomeczowe studio z ostatnich mistrzostw świata kobiet w piłce siatkowej pokazało po triumfie Serbii rozmowę z jedną z Serbek grających w polskiej lidze. Konkluzja sportsmenki na koniec rozmowy była taka: „należy nam się kieliszek rakii – idziemy świętować”. Ktoś mógł się poczuć urażony: jak to, reklama alkoholu w telewizji? Drodzy Państwo, to nie tak! Rakija w Serbii i Czarnogórze to produkt nierozerwalnie związany z ich tradycją, historią i stylem życia. Zaakcentowałem na początku tego tekstu, że mężczyźni - Czarnogórcy i Serbowie zaczynają dzień od bardzo wolno sączonej rakii. Ale to samo robią kobiety, tylko wypijają powoli może nie kieliszek, a pół...!
Po co ten przydługi wstęp? Żeby uzmysłowić państwu, że kupno rakii z Czarnogóry nie jest czymś zdrożnym, a przy okazji wspomożecie państwo niezbyt bogatych mieszkańców tego kraju. Wspomniana już przewodniczka po Budvie Katarzyna Sobczyk kupującym pamiątki zawsze udziela jednej rady: wino kupuj w sklepie, rakiję od chłopa... W przypadku win najbardziej popularne są 2 czarnogórskie szczepy: biały Krstac i czerwony Wranac. Niezbyt drogie – butelkę można kupić za 3 euro. Jeśli chodzi o rakiję, to sprawa jest bardziej skomplikowana. Są jej różne rodzaje; najczęściej występują winogronowa i śliwkowa. Ale można znaleźć także z innych owoców: malin, gruszek, pigwy czy moreli. Ta ostatnia jest zdecydowanie najbardziej aromatyczna i godna polecenia. Ceny? Litrowa rakija w plastikowej niestety butelce (wiejski wyrób) kosztuje nad wspomnianym jeziorem Czarnym 10 euro. W sklepie można ją kupić za 15 euro. Zatem która? Z jednej strony plastik, ale i domowy wyrób, z drugiej możliwość bezpiecznego włożenia do bagażu głównego. Sami musicie wybrać!
Tekst i fot. Tomasz Szatkowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze