Reklama

Michał Rusinek o Szymborskiej

09/03/2016 09:57
Zaprogramowana na bycie poetką
– Dostałem pracę sekretarza, bo nie miałem roszczeń. Początkowo stałem w kolejce na poczcie, odbierając lub wysyłając korespondencję poetki. Czasem dzwoniła do mnie i mówiła: „tu pana dręczycielka” albo „pewna poetka z Krakowa i okolic” – opowiadał Michał Rusinek, autor książki Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej. Przyjechał do Płocka na zaproszenie Książnicy.
Spotkanie poprowadziła Renata Kraszewska, który zapytała gościa m.in. o genezę limeryku z Płockiem w treści. Brzmi on: Kiedy Nobla dostała poetka z Krakowa, wiersze poczęła czytać Polaków połowa. Tylko lud z okolicy Płocka sądził, że Nobla dostała Wisłocka. Ot, typowa freudowa czynność pomyłkowa. – Chodziło mi o rym – tłumaczył Michał Rusinek. – Limeryk dzieje się w języku i język jest ważniejszy niż rzeczywistość. Limeryki lubiła również Wisława Szymborska, choć miała poważny stosunek do języka. – Przy niej nikt nie odważył się niechlujnie mówić – mówił gość Książnicy. Przekładanie jej wierszy na inne języki nie było bardzo kłopotliwe, bo to wiersze uniwersalne, które nie wymagają przypisów. Tłumacze nie musieli więc rwać sobie włosów z głowy. Gorzej z fotografami. Poetka nie lubiła się fotografować. Żartowała: „jak tylko będę młodsza” albo „co drugą zmarszczkę proszę”. Jej twórczość dobrze znano we Włoszech. Gdy zmarła, sprzedano rekordową ilość tomików. Czytelnikiem wierszy Szymborskiej był Umberto Eco. Kiedyś przyszedł na jej spotkanie autorskie na uniwersytecie w Bolonii. – Zachowywali się tak, jakby znali się od dawna. Eco żałował, że nie jest młodszy o 20 lat. Szymborska zażartowała, że wystarczyłoby 10 – opowiadał Michał Rusinek.
Była osobą pełną uroku, miała poczucie humoru. Kolekcjonowała karty pocztowe, które umieszczała w ogromnej komodzie z 36 szufladami. Dla przyjaciół robiła specjalne kolaże. Czasem spotykała się na „sabatach czarownic” z koleżankami z gimnazjum. Starała się, żeby jej wiersze były zrozumiałe. Mówiła, że frazy jej się śnią, że w snach przychodzą do niej różne słowa. – Jako polonista nie mogłem tylko znieść jej swobodnego podejścia do interpunkcji – mówił Michał Rusinek. – Czasem się zgadzała. Ja nie komentowałem wierszy. Miała zwyczaj przepisywać wiersze z rękopisu na maszynie i na maszynopisach ręcznie umieszczała poprawki.
Zapytany o socrealistyczne wiersze Szymborskiej odpowiedział, że poetka rozliczyła się z błędami młodości czyli etapem fascynacji ideologią komunistyczną. Miała za złe Michnikowi, że tak upolitycznił jej wiersz Nienawiść. Nie chciała angażować się w politykę.
– Płynnie przeszedłem od roli sekretarza poetki do roli prezesa fundacji nagradzającej młodych twórców, którą powołała w testamencie. Nie przeżyłem żałoby. Dopiero gdy napisałem książkę, wzruszyłem się. Mam pretensje do siebie, że nie prowadziłem dziennika. Pisarze zasługują na czas teraźniejszy – stwierdził. – Chciałem w książce zrównoważyć poezję i prozę. Robiłem wszystko, żeby się schować. Jestem obecny na tyle, żeby uwiarygodnić pewne sądy. Dużo miejsca poświęcam w tej książce poczuciu humoru Wisławy Szymborskiej.
Książka Michała Rusinka Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej ukazała się pod koniec stycznia. Autor zapowiedział również wydanie korespondencji Szymborskiej z Kornelem Filipowiczem.
Z okazji spotkania z sekretarzem Noblistki Książnica Płocka ogłosiła konkurs na limeryk. Wygrała Monika Mańkowska, która z rąk autora otrzymała książkę wraz z jego autografem.     (lesz)
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości