Są ich miliony. Wcisną się wszędzie i atakują wszystko. Żyją co prawda jeden dzień, ale potrafią uprzykrzyć życie na wiele tygodni. To jętki. Małe, zielone, niepozorne owady. Są istną plagą dla mieszkańców wsi nad Zalewem Włocławskim. I właściwie niczym nowym od wielu lat. Bywają lata, że jest ich mniej, i takie, w których dają się ostro we znaki. Tak jest w tym roku. Jest ich tak dużo, że poranne sprzątanie owadów przypomina odśnieżanie. A wszystko wskazuje na to, że jętki to problem nie do rozwiązania. Zalew Włocławski to wymarzone miejsce dla rozwoju zielonych owadów. Zamulone dno, dużo i wolno płynącej wody, wystarczającej do odpowiedniego natlenienia. W tych warunkach larwy jętek, czyli ochotki mają dobre warunki do rozwoju. A jeszcze do tego dochodzi wzrost populacji kormorana, który jest chroniony. Więcej ptaków oznacza mniej ryb, które bardzo lubią ochotki. Efekt jest taki, że więcej jest jętek. W tym roku dają się szczególnie we znaki. Najmniejsze źródło światła wabi tysiące owadów. Teoretycznie uliczne latarnie powinny być jakimś zabezpieczeniem i rzeczywiście w ich pobliżu najwięcej jest jętek. Ale wystarczy niewielkie źródło światła w domu i niezabezpieczone moskitierą otwarte okno, aby zagospodarowały pomieszczenie. Owady oblepiają ściany domów, drzewa, krzewy, przedmioty wystawione na zewnątrz. Mieszkańcy wsi położonych nad Zalewem Włocławskim piszą w internecie, że wieczorem nie można wyjść na dwór, bo jętki wdzierają się do nosa, oczu, buzi. W internecie można znaleźć filmy pod dość przewrotnym tytułem „odśnieżanie z jętek”. Bo rzeczywiście sprzątanie martwych owadów wygląda jak odśnieżanie. Jest ich tak dużo, że nie wystarczy zwykła domowa miotełka i szufelka. W ruch muszą iść łopaty. Jętki są utrapieniem dla kierowców. (gsz)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze