Reklama

Herbatka w pałacyku u Miry

07/09/2011 11:10
Schowany w lesie stary pałacyk, który  Mira wymyśliła na siedzibę zespołu, dawnych, leczących nerwy kuracjuszy, pożegnał bez żalu. Przygarnął za to biedną powojenną młodzież, zdolnych amatorów, którzy nauczyli się być artystami. Zespół Pieśni i Tańca „Mazowsze” przez 63 lata odwiedził 50 krajów na świecie, odbył 200 zagranicznych tournée, dał ponad 6 tysięcy koncertów. Pod egidą Miry i Tadeusza Sygietyńskich stał się znanym ambasadorem polskiej kultury.
Do Karolina ciągle dojeżdża się tak samo – kolejką WKD. Na peronie nadal są drożdżówki i gazety. Przybyło tylko graffiti na ścianach. Nawet teraz mogłaby tu stanąć warszawska przekupka i tekstem Tuwima, napisanym z inspiracji Miry zapraszać: „do hierbaty do hierbaty, do świeżego ciasta!”. Wagony podjeżdżają na peron. Kierunek Grodzisk Mazowiecki, stacja Otrębusy. Którędy do Karolina? – Najlepiej obok szkoły. Nie jest daleko – odpowiada pani z cukierni. W Zespole Szkół w Otrębusach uczą się dzisiaj dzieci członków „Mazowsza”, młodzi mieszkańcy Otrębusów i Kań. Kiedyś Karolin żył swoim (zagranicznym) życiem, Otrębusy swoim. Ale gdy zakładano linię telefoniczną i powstała szkoła, sąsiedzi się zaprzyjaźnili. W 1992 roku odbyło się uroczyste otwarcie nowej placówki. A potem wszyscy goście zostali zaproszeni do pałacyku w Karolinie. – Mój tata był w Komitecie budowy szkoły. Zajmował się wtedy ogrodnictwem i hodował różne kwiaty – opowiada Monika Kaczyńska. – Dla pani Miry wybrał gloriozy. Ogromny bukiet bardzo jej się spodobał – wspomina. Ze szkoły już tylko kilka minut spaceru do otwartego w 2009 roku „Matecznika-Mazowsze”, w którym wszyscy mogą się uczyć tańców: od klasycznego baletu do hip hopu.

Obywatel Sygietyński
tworzy Zespół

„Mazowsze” powstało 8 listopada 1948 roku. Dekret Ministerstwa Kultury i Sztuki polecił profesorowi Tadeuszowi Sygietyńskiemu stworzyć zespół, którego repertuar oparty byłby na autentycznym polskim folklorze. „(…) poleca się obywatelowi Tadeuszowi Sygietyńskiemu zorganizować Ludowy Mazowiecki Zespół Pieśni i Tańca” i „mianuje się obywatela z dniem dzisiejszym kierownikiem artystycznym tego Zespołu”*. Kierownik szybko wziął się do pracy. Komponował w oparciu o przekazywane z pokolenia na pokolenie ludowe pieśni. Nie był jednak urzędnikiem, ale artystą. Potrzebny był mu ktoś, kto zadba o budżet, organizację, kiedy trzeba – oczaruje decydentów i przede wszystkim – umie pracować na scenie. Tym kimś była Mira Zimińska, gwiazda przedwojennego kabaretu, która w samą porę zrozumiała, że tamten świat bezpowrotnie odszedł i trzeba zacząć od nowa. To Mira znalazła Karolin, odrzucając inne propozycje resortu, m.in. pałac Branickich w Białymstoku i Radziejowice. Doprowadziła do tego, że pałacyk, w którym mieściła się placówka Towarzystwa Opieki nad Nerwowo i Psychicznie Chorymi, a w perspektywie – sanatorium dla ówczesnej elity rządzącej, otrzymało „Mazowsze”.

Po znalezieniu siedziby, rozpoczęło się poszukiwanie zdolnych „artystów” i podróże po mazowieckich wsiach. Mira i Tadeusz rekrutowali kilkunastoletnie dzieci, przyglądali się autentycznym strojom, słuchali ludowych pieśni. Pod koniec 1948 roku do Karolina zaczęły przyjeżdżać pierwsze grupy, którym trzeba było zapewnić wikt, opierunek i szkołę. Początkowo koegzystowali wspólnie: śpiewające dzieci i szukający spokoju pensjonariusze. Ale tak się długo nie dało i „czerwona pani”, jak nazywały Mirę dzieci zapewne z powodu pysznego czerwonego płaszcza ze srebrnym lisem, załatwiła przyspieszenie decyzji o przeniesieniu kuracjuszy. W błyskawicznym tempie zorganizowała też łóżka, zamiast sienników, szlafroki i ranne pantofle, kostiumy do ćwiczeń. Była dość surową nauczycielką i budziła respekt wśród młodych przybyszów, nawet jeszcze wiele lat później. A pierwsze dzieci „Mazowsza” każdego ranka wędrowały do szkoły w Kaniach albo jechały do gimnazjum w Pruszkowie. Potem ćwiczyły repertuar. Mira z Tadeuszem zamieszkali w białym dworku.
Pierwszy publiczny koncert odbył się 6 listopada 1950 roku. „Mazowsze” wystąpiło w Teatrze Polskim w Warszawie, na akademii z okazji 33. rocznicy rewolucji październikowej. Dyrygował profesor Sygietyński. Widownia przerywała koncert gromkimi oklaskami. Profesor był bardzo zadowolony i dumny z młodych artystów. Zaśpiewano Kukułeczkę od Płońska, którą przywiozła ze sobą Lidka Włodarska. Przez wiele lat ta lekka, sympatyczna piosenka była przebojem Zespołu. W programie były też: kurpiowskie Kawaliry, Pod borem (od Pułtuska) i piosenka A czemu żeś nie przyszedł, którą Mira znała jeszcze z Płocka. Irena Wiśniewska, potem znana jako Irena Santor, wykonała wspaniałe solo Ej przeleciał ptaszek. Ludzie oszaleli z zachwytu. Piękne kostiumy przygotowane przez Mirę, uroda wykonawców i swojski repertuar oczarowały ich zupełnie. Podobno, jak wspomina Mira, wzruszył się nawet towarzysz Bierut. Po świetnym debiucie, profesor Sygietyński podszedł do chóru z batutą w ręku i powiedział, że na pamiątkę sukcesu wręcza batutę utalentowanej „mazowszance”, Lidce Włodarskiej. – Wszyscy byliśmy wzruszeni i zażenowani. Mieliśmy wówczas okazję obejrzeć dyrygencką batutę po raz pierwszy – wspomina po latach Lidia Włodarska-Młynarska. Batutę zobaczył potem rzeźbiarz Bogdan Chmielewski i uwiecznił ją na pomniku Sygietyńskiego w Karolinie. Tadeusz Sygietyński zmarł w 1955 roku. Zespołem zajęła się wyłącznie Mira i kierowała nim przez ponad 40 lat.

Mira tworzy legendę

Współczesny Karolin to zespół pałacowo-parkowy i nowoczesny „Matecznik” – centrum folklorystyczne z salą widowiskową na prawie 600 miejsc, gdzie członkowie Zespołu odbywają próby, gdzie na koncerty przyjeżdżają też inni artyści, organizowane są zajęcia taneczne dla mieszkańców, szkolenia animatorów kultury i instruktorów, warsztaty. W białym pałacyku były kiedyś sale prób, stołówka, pokoje. Można jeszcze obejrzeć dobudowany do niego drewniany barak, najstarszą „salę baletową”, gdzie przez wiele lat Zespół ćwiczył. Po leczących nerwy kuracjuszach została historyczna winda, służąca do dostarczania posiłków z kuchni na piętro. W pałacyku mieszczą się biura dyrekcji i małe „muzeum”, składające się z kilku sal z kostiumami i pamiątkami, przywiezionymi przez „Mazowsze” z koncertów. – W pałacyku unosi się dawny zapach, który zawsze będzie kojarzył się z panią Mirą i Zespołem. Choć dostaliśmy do dyspozycji piękne, nowoczesne sale prób w „Mateczniku”, do nowego miejsca nie da się przenieść tamtej atmosfery, zapachu kostiumów i starego pałacu, do którego Mira codziennie przyjeżdżała z Krakowskiego Przedmieścia – mówi Michał Haber, niegdyś chórzysta „Mazowsza”, dziś rzecznik prasowy Zespołu.
Ciekawostką pałacyku jest salonik Miry, w którym przyjmowała ważnych gości i rozmawiała z kandydatami do Zespołu. Trzeba przyznać, że była bardzo skrupulatna. Każdego delikwenta musiała sobie obejrzeć. – Mojemu pierwszemu spotkaniu z panią Mirą towarzyszyły wielkie emocje. Wiadomo – gwiazda polskiej sceny, artystka, twórczyni sławnego Zespołu – wspomina Tomasz Panek, kierownik artystyczny Zespołu Pieśni i Tańca „Masovia”, działającego przy płockiej „Politechnice”. – Gdy przyjechałem na eliminacje do „Mazowsza”, nie marzyłem o tym, że mnie przyjmą. Była nas setka, wybierano dziesięciu. Po przejściu pierwszego etapu, kandydaci do chóru spotkali się na sali baletowej. Każdy musiał zaprezentować elementy tańca baletowego i charakterystycznego ludowego. Natomiast trzecim etapem przesłuchań było spotkanie z panią Mirą. Była naturalna, uśmiechnięta, żartowała. Każdego z nas przepytała, skąd jesteśmy. Gdy dowiedziała się, że jestem z Płocka, ucieszyła się. Powiedziała: „To bardzo dobrze, bo u nas zawsze było dużo osób z Płocka i zawsze są”. Szczyciła się Płockiem, zawsze podkreślała, że się z tego miasta wywodzi. Z sympatią mówiła o płockim teatrze – opowiada.
Gabinet pani Miry został wyremontowany, ale dawny klimat na szczęście pozostał. Po lewej stronie stoi okrągły stół. Nad nim – wielki obraz Topolskiego, który powstał po koncercie w Londynie. Są na nim m.in.: Mieczysław Piwkowski, Anna Gomułka, Brygida Linartis i Mira. W gabinecie wiszą też portrety Miry, jeden autorstwa słynnego warszawskiego fotografa Dorysa. Pod dużymi oknami znajduje się biurko. Ważną pamiątką po jego właścicielce jest korona „Kobiety Stulecia” (tytuł przyznano Mirze w plebiscycie Polskiego Radia). – Pani Mira miała biurko ustawione koło okna. Lubiła obserwować młodzież przechodzącą za szybą. Patrzyła, kto z kim idzie, kto się spóźnia, nawet słuchała, o czym gadają – opowiada Elżbieta Kulfan-Skóra, która w Karolinie pracuje nad stworzeniem muzeum poświęconym historii „Mazowsza”. – Za ścianą miała to, co najbardziej lubiła, czyli pokoik z kostiumami. Kostiumy były jej największą miłością. Sama decydowała, jak mają wyglądać wstążki, zmodernizowała wzory na pasiakach. Zasłużyła sobie tym na ostrą krytykę, ale swoje pomysły konsekwentnie realizowała. To Mira przetworzyła strój ludowy w kostium sceniczny. Reżyserii się nie uczyła, ale była wspaniałą aktorką i wszechstronną kobietą – wyjaśnia.
W jednym z już gotowych pomieszczeń jest sala poświęcona Tadeuszowi Sygietyńskiemu, której główną ozdobę stanowi fortepian z rękopisem profesora i słynna batuta z pierwszego koncertu. W innych pokojach zgromadzono prezenty z zagranicznych występów. Wśród nich są choćby wachlarze i wyroby z laki pochodzące z Chin,
Profesor Tadeusz Sygietyński stworzył zespół ludowy, który miał przede wszystkim promować folklor mazowiecki. Płocczanka, gwiazda przedwojennego kabaretu, Mira Zimińska – Sygietyńska, do pieśni i strojów z Mazowsza dołączyła jeszcze „kilka” regionów, wzbogacając repertuar Zespołu o folklor Małopolski, Pomorza, Wielkopolski, Śląska, Podhala (obecnie jest ich ponad sześćdziesiąt). Tadeusz stworzył Zespół. Mira stworzyła legendę.
Lena Szatkowska
* Cytowane fragmenty pochodzą z książki M. Zimińskiej-Sygietyńskiej Druga miłość mego życia
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości