Reklama

Gwiazdy w alei mercedesów

03/07/2013 11:56
75 załóg z Polski, Anglii, Holandii, Białorusi i Gruzji uczestniczyło w 10. jubileuszowym Zlocie „Mercedesem po Wiśle”. – Ponadto 23 załogi znalazły się na liście rezerwowej i niestety nie miały większych szans na przyjazd do Płocka – mówi Maciej Kulas, pomysłodawca i organizator imprezy. Rynek na starówce po prostu nie pomieściłby większej liczby zmotoryzowanych gości.
Na środku placu powstała aleja mercedesów. Były to wyjątkowe gwiazdy. Wśród nich pysznił się model 220 SE coupé. Ale był też najnowszy model ciężarówki marki Mercedes Benz, a obok ciekawostka – filigranowa wywrotka z końca lat 50. Przyjechało też sporo mercedesów kabrioletów typu SL z różnych lat. Do tego trzy powojenne mercedesy 170 S z wyglądu przypominające te przedwojenne. Zwłaszcza jeden z nich wyglądał oryginalnie.
– Chcieliśmy pokazać takiego mercedesa w trakcie renowacji. To jakby auto bez ubrania. Do tej pory nikt nie pokazywał takich rzeczy – podkreśla Maciej Kulas.
Samochód już po renowacji przyprowadził do Płocka Jacek Nagrodzki z Aleksandrowa Kujawskiego. Zdradza, że aby przywrócić auto do użytku, potrzeba dużo czasu i jeszcze więcej pieniędzy. Jego mercedes 170 S W 136 pochodzi z 1953 roku. – Kupiliśmy go z żoną w 2008 roku w Niemczech. Potem w ciągu 2 lat go odrestaurowaliśmy. Dziś w 85% jest oryginalny. Ma zmieniony jedynie lakier i zderzaki, ale wciąż szukam oryginałów – opowiada pasjonat. Należy do Klubów Mercedesów Zabytkowych Polska. – Na co dzień jeździmy mercedesami i siłą rzeczy jesteśmy wierni tej marce – podkreśla.
Chyba najlepszy kąsek Zlotu to długi czarny mercedes W 100 z 1967 roku o pojemności silnika 6,3 litra. To bardzo rzadko spotykany model. W latach 60. była to najbardziej luksusowa limuzyna dostępna rynku. Jeździli nią dyktatorzy, papieże, Marilyn Monroe i grupa The Beatles. Niestety, nie wiadomo, kto jeździł akurat tym egzemplarzem, który przyjechał do Płocka. Zaledwie od 2 lat auto jest w Polsce. Zostało sprowadzone z Niemiec, gdzie przez kilkadziesiąt lat stało w garażu u jednego właściciela. Obok tej limuzyny nikt nie przeszedł obojętnie, a każdy fan motoryzacji chciał zajrzeć pod maskę czarnego olbrzyma.
Samochód bez problemu przejechał 200 km z okolic Pabianic po naszych nie najlepszych polskich drogach. Spalił przy tym dużo paliwa, ale to nieistotne przy tej klasie auta.
– Była to bardzo komfortowa jazda – zapewnia Kamil Rabęda. Przypomnijmy, że rok produkcji tego modelu to 1967, a w wyposażeniu ma on klimatyzację, elektryczne szyby oraz pneumatyczne zawieszenie.
Na Zlocie ze swoją „beczką” pojawił się też znany aktor Mateusz Damięcki. Jest bardzo dumny, że jeździ mercedesem 123 coupé z 1985 roku. – To taki youngtimer, który w zatłoczonej Warszawie na światłach jest pokazywany palcem. W Płocku może niewiele osób zwraca na niego uwagę, bo ma genialną i piękną konkurencję – podkreślał gość specjalny Zlotu. Nie ukrywa, że jest rozkochany w swoim samochodzie. Powodów ma kilka. – To samochód piękny i stary, a do tego funkcjonalny. Nie służy mi tylko do pokazywania, ale też pozwala przemieszczać się z punktu A do punktu B. Najlepiej podziwiać jego linię z pewnej odległości. Jest typowym trzymetrowcem, czyli z odległości kilku metrów nie widać żadnych niedociągnięć.
Na starówce mogliśmy podziwiać też inne marki. Nieco z boku zaparkowały bmw, a także polonez, syrenka i fiat 125. – To mój pomysł na promowanie innych inicjatyw motoryzacyjnych, które mają miejsce w Płocku. Chcemy przełamywać pewne stereotypy – tłumaczy Maciej Kulas. Stąd obecność polskich klasyków. Z kolei bmw zapowiadały zlot tej marki, który szykuje się na starówce 3 sierpnia.
Przez weekend Stare Miasto odwiedziły tłumy płocczan i turystów. Przy życzliwości niektórych właścicieli można było nie tylko zajrzeć pod maskę zabytkowych pojazdów, ale też usiąść za kierownicą. A dzieci wraz z plastyczką Mariką Michalską lepiły mercedesy z gliny. Dzięki Auto Forum Grupa pojawiły się na starówce i najnowsze mercedesy. Kolejna atrakcja Zlotu to koncert Ani Rusowicz. – Nie bez powodu zaprosiliśmy akurat tę artystkę. Ona odtwarza historię muzyki, a my historię mercedesa – tłumaczy Maciej Kulas.
W swoim gronie uczestnicy Zlotu udali się do Stada Ogierów w Łącku. Czekała ich tu sesja fotograficzna w plenerze, a do tego śniadanie na trawie i spacer nad jezioro. Przy okazji liczna grupa zwiedziła katedrę i Muzeum Diecezjalne. Gości oprowadzał ks. Stefan Cegłowski. – Chcieliśmy pokazać, że mamy królewskie miasto z niesamowitą historią sięgającą zdecydowanie dalej niż historia mercedesa – podkreśla Maciej Kulas. Cel z pewnością został osiągnięty, choć pozostał pewien niedosyt. I dobrze… bo już jesteśmy ciekawi, jakie atrakcje szykują się na 11. edycję Zlotu „Mercedesem po Wiśle”, bo tej atrakcji motoryzacyjnej w kalendarzu płockich imprez nie może zabraknąć.
Blanka Stanuszkiewicz-Cegłowska
fot. Dariusz Ossowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości