Na Lido kończą się ostatnie przygotowania do Międzynarodowego Festiwalu Filmowego. Pięknieje otoczenie Palazzo del Cinema, w którym odbywają się pokazy i nadmorska promenada Lungomare Marconi. Nawet cykady zrezygnowały ze sjesty i ćwiczą koncert na powitanie Catherine Deneuve, laureatki tegorocznego Złotego Lwa za całokształt twórczości.
Na wyspę płyniemy tramwajem wodnym ze znajdującego się obok naszego hostelu przystanku Fondamente Nove w Wenecji. Przyjemny rejs po lagunie trwa około 20 minut. Bilet w jedną stronę kosztuje 7,50 euro. Jeśli zamierzamy zwiedzić więcej wysp, warto kupić bilet całodniowy (21 euro), który upoważania do nieograniczonej liczby przejazdów. Wchodząc na pokład zostaniemy poproszeni o włożenie maseczek. Jeśli na wakacjach zapomnieliśmy o pandemii, będziemy musieli w najbliższym kiosku wydać dodatkowe 3 euro.
Do fantastycznej piaszczystej plaży na Lido wiedzie Granvialle Santa Maria Elisabetta. Urocza szeroka ulica kusi sklepami z letnią wyprzedażą i restauracjami, gdzie zjemy pyszną pizzę (od 8 euro). Ukryte w cieniu kafejki serwują wszystkie rodzaje kaw, desery, a wieczorami – aperitivo, czyli drinki z małą przekąską. Podobno jednym z najlepszych jest powstałe w Wenecji Bellini (nazwa pochodzi od nazwiska malarza Giovanniego Belliniego i przypomina jasnoróżowy kolor z jego obrazu). Wybierał je najczęściej Ernest Hemingway.
Jak w kurorcie z prawdziwego zdarzenia, po obu stronach szerokiej alei są ławki. Ale przed południowym słońcem tak łatwo się nie ukryjesz. Lepiej przeczekać upał przy filiżance espresso albo na lodach, tym bardziej że nie dopłacimy za wypicie kawy przy stoliku, jak to się zdarza w Wenecji. Turyści czytając menu nie zwracają uwagi, że cena kawy może się różnić o kilka euro, gdy pijemy ją z widokiem na plac. Ponadto możemy usłyszeć od kelnera, że płatność kartą zaczyna się np. od 20 euro. Inny gość dowie się, że od 10. Wszystko zależy, jaki mamy rachunek. Ale to raczej wykorzystywanie niewiedzy klientów niż dozwolona prawem praktyka.
Dwunastokilometrowa wyspa słynie jako „plaża Wenecji”. Piasek i płytkie ciepłe Morze Adriatyckie przyciągają turystów z zasobniejszym portfelem. Luksusowe hotele z prywatnymi plażami oferują pawilony i leżaki. Na miejskich kąpieliskach leżących na obrzeżach przebieralnie i prysznice też są płatne. Dojedziemy tam autobusem, hulajnogą albo rowerem.
Gwiazdy i plenery
Palazzo del Cinema przy Lungomare Marconi powstał w latach 30. XX wieku. Zanim został ikoną najstarszego festiwalu filmowego na świecie, pokazy odbywały się w Hotelu Excelsior. Pełne przepychu wnętrza gościły nie tylko aktorów, także polityków. Przebywali tu m.in. Winston Churchill i brytyjski król Edward VIII.
Główną nagrodą Festiwalu jest Złoty Lew – symbol św. Marka Ewangelisty, patrona Wenecji. W ubiegłym roku ubiegał się o niego polski film w reżyserii Jana P. Matuszyńskiego „Żeby nie było śladów”. Zwyciężyła produkcja „Zdarzenie” Audrey Diwan. Rok wcześniej poważnym kandydatem do nagrody był obraz Małgorzaty Szumowskiej „Śniegu już nigdy nie będzie”, ale statuetki nie zdobył.
Złotego Lwa polscy twórcy otrzymali dwukrotnie. W 1984 roku nagrodzony został „Rok spokojnego słońca” Krzysztofa Zanussiego. W 1993 – „Trzy kolory: Niebieski” w reżyserii Krzysztofa Kieślowskiego.
Czy Damian Kocur ma szansę na zwycięstwo, przekonamy się we wrześniu. Jego pełnometrażowy film „Chleb i sól” zostanie pokazany w sekcji „Horyzonty”. Reżyser jest laureatem nagród za filmy krótkometrażowe, m.in. „Dalej jest dzień”.
79. edycję Festiwalu otworzy film Noaha Baumbacha pod tytułem „White Noise” z Adamem Driverem i Gretą Gerwig w rolach głównych. Do konkursu głównego zakwalifikowały się też: „Blonde” (z Aną de Armas jako Marilyn Monroe), „Bones and All” Luki Guadagnino z Timothée Chalametem i „The Whale” Darrena Aronofsky'ego z Brendanem Fraserem. Nie ulega wąpliwości, że na czerwonym dywanie pojawi się Catherine Deneuve. Wprawdzie dywany jeszcze nie zostały rozłożone, ale okolica pałacu i hotelu jest prawie gotowa na przyjęcie gości. – Zdążą. Zawsze zdążają – przekonuje nas polski kelner, który co roku w sezonie pracuje na Lido.
Wracając z plaży nie można nie zauważyć majestatycznego budynku Grand Hotel de Bains. Działał przez ponad 100 lat, aż wreszcie w 2010 roku zdecydowano o jego zamknięciu. Miały tam powstać nowe apartamenty, ale póki co niszczeje. A jeszcze niedawno, w 1911 roku mieszkał w nim Thomas Mann i pisał „Śmierć w Wenecji”. Opowiadanie, z polskimi wątkami, zekranizował później Luchino Visconti.
Nie mniej słynny „Angielski pacjent” z Ralphem Fiennesem i Juliette Binoche też był kręcony w hotelu, który udawał egipski hotel Cairo.
Lena Szatkowska
Fot. Marta Kunavar
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze