Wojenka światopoglądowa
Matury w tym roku nie zdała blisko jedna trzecia tegorocznych abiturientów szkół średnich. Zjawisko tzw. „ściągania” jest w polskich szkołach porażającą plagą. Leży kształcenie i wychowanie. Jednak zamiast rzeczowej dyskusji na temat kondycji oświaty mamy w środku wakacji hucpę pod tytułem „klauzula sumienia” albo „deklaracja wiary” nauczycieli. Mimo że całe przedsięwzięcie pojawiło się w sieci jako prywatna inicjatywa blogera jednego z prawicowych portali internetowych, zostało śmiertelnie poważnie potraktowane przez władze oświatowe oraz lewicowe środowiska publicystyczne, które podniosły wielki lament jakoby za sprawą „deklaracji” miał się dokonać jakiś nieprawdopodobny zamach na polską szkołę, a może nawet całe państwo polskie, a zamachowcy mieliby posługiwać się antyludzkim światopoglądem chrześcijańskim, od którego trzeba wyzwolić polskie dziatki. Nawet minister edukacji wypowiedziała się filozoficznie, że próba podpisywania takiej deklaracji to zamach na neutralność światopoglądową polskiej szkoły. Ta wypowiedź jest bzdurą, a w ustach urzędnika państwowego jest bzdurą do potęgi.
Otóż nie jestem zwolennikiem podpisywania jakichkolwiek deklaracji ideowych, ale wiem też, że szkoła nie jest, nigdy nie była i nie może być neutralna światopoglądowo. Szkoła jest właśnie od tego, by kształtować w młodym człowieku światopogląd. W szkole uczy się nie tylko matematyki, w szkole się też wychowuje i dlatego szkoła musi być zaangażowana światopoglądowo, bo inaczej z całego wychowania będą nici. Wychowanie samo w sobie jest procesem angażowania młodego człowieka po stronie jakiegoś systemu wartości, a ten jest zawsze elementem jakiegoś światopoglądu. Jak nie ma człowieka, który nie miałby światopoglądu, tak nie ma ucznia i nauczyciela, którzy mogliby angażować się w proces wychowawczy w sposób neutralny światopoglądowo. To jest po prostu fizycznie niemożliwe. I wiedzą o tym z pewnością feministki, które chcą rozbroić dotychczasową spójność wychowawczą szkoły pod szyldem wprowadzania rzekomej neutralności, aby wtłaczać polskim dzieciom zachodnioeuropejskie genderowe brednie.
Poza tym, jak wiadomo, w polskiej szkole jest nauczana religia katolicka, a ta jest wyraźnie określona światopoglądowo i aksjologicznie i nie wyobrażam sobie, jak można szkołę uczynić w związku z tym neutralną. Jest powszechnie wiadome, że sukces w wychowaniu osiąga się tylko poprzez spójną koncepcję założeń wychowawczych, w tym wypadku wynikających z tych dwu fundamentalnych źródeł, czyli religii i niereligijnej refleksji rozumu. I dopóki religia pozostaje w programach szkolnych, psim obowiązkiem władz oświatowych jest tak formułować założenia programu wychowawczego, aby był spójny z założeniami światopoglądu chrześcijańskiego, a to wyklucza promocję w szkole demoralizującej seksedukacji czy paranormalnych związków homoseksualnych. Powinni to rozumieć nauczyciele bez podpisywania deklaracji wiary, powinny to rozumieć władze Polski, bo od tego są, by stać na straży porządku prawnego ustanowionego w tym kraju. Jeśli tego nie rozumieją, to znaczy, że chcą mieć schizofreniczną szkołę, która będzie chować schizofreniczną młodzież, pozbawioną spójnego światopoglądu i charakteru, zapewne na służbę zachodniej „wesołkowatej” demokracji. Ale co wtedy stanie się z Polską? Czy jeszcze kogoś to dzisiaj obchodzi?
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze