Kosztowny sondaż
Jesteśmy rozrzutnym narodem, skoro stać nas na to, by zafundować sobie bezużyteczne referendum za 100 milionów złotych. 7,5% ludzi, jacy poszli do urn, to śladowa ilość społeczeństwa, aspirującego do miana „obywatelskiego”. Majowe wybory prezydenckie pokazały, że jesteśmy społeczeństwem pękniętym, boleśnie podzielonym, skłóconym, a sposobem istnienia dwu niemal równych zantagonizowanych części jest manifestowanie nienawiści do drugiej strony, głównie przez politycznych liderów. Nie jesteśmy już żadną wspólnotą. Nawet te dwa wrogie obozy nie są wewnętrznie zintegrowane. Wrześniowe referendum pokazało, że wyborcy prezydenta Komorowskiego zdradzili swojego kandydata, także elektorat Platformy Obywatelskiej zignorował dotychczasowego faworyta. Kaprys prezydenta Komorowskiego został boleśnie obnażony także przez jego dotychczasowych zwolenników. W tej sytuacji niewiążące rozstrzygnięcie, jakie padło w tym referendum, stało się nieistotne. Szkoda, bo to kosztowne badanie sondażowe sporo mówi o preferencjach Polaków.
Niezależnie bowiem od tego, jakie by nie było to referendum, to jednak komunikuje tzw. klasie politycznej, że Polacy chcą zmian. Przede wszystkim chcą jednomandatowych okręgów wyborczych, czyli demokracji bardziej przejrzystej, w której czuliby się podmiotami. Dalej, są przeciw finasowaniu partii politycznych z budżetu państwa, choć mało chyba kto zdaje sobie sprawę z konsekwencji takiego rozwiązania. Są wreszcie za rozstrzyganiem wątpliwości podatkowych na korzyść podatnika, co też jest rozumiane w sposób nie do końca przemyślany, bo oznacza przecież, przy świadomości rozmiarów szarej strefy w naszym kraju, zgodę na zmniejszenie i tak wciąż niewystarczających wpływów do budżetu. W każdym razie Polacy są z pewnością przeciw dotychczasowej hegemonii partyjniactwa i obecni bossowie partyjni muszą to wziąć pod uwagę.
Nie było co prawda czasu, aby po referendum te wszystkie sprawy dokładnie przedyskutować, bo całą Europę zajmuje w tej chwili problem niekontrolowanego napływu islamskich osadników, wśród których z pewnością mogą być tysiące zakonspirowanych terrorystów. Sprawy referendalne w związku z tym musiały zostać zepchnięte na dalszy plan. Skorzystali na tym beneficjenci dotychczasowego systemu, którzy od lat korzystają z przywileju życia na koszt państwa. Ale niech nie sądzą, że długo będzie to jeszcze możliwe. Pan Kukiz zapewne przegra nadchodzące wybory, ale miejmy nadzieję, że myśl raz rzucona przez niego będzie drążyć uśpione umysły i poruszy wzbierającą falę społecznego niezadowolenia. Oni jeszcze mogą sądzić, że na skutek niskiej frekwencji i niewiążącego wyniku mają spokój na zawsze. Nic jednak mylnego. Raz obudzona świadomość, musi w końcu zbudzić doprowadzony do inercji naród. Długo można było pogrywać na nosie wziętego pod but społeczeństwa, ale nadchodzi kres tego procesu. Przed nami nowe rozdanie już za miesiąc. Ono zapewne przyniesie jeszcze połowiczny sukces siłom odbudowy państwa i społeczeństwa. Ale proces już się zaczął. I z tej drogi nie ma odwrotu.
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze