Reklama

Felieton - Wiesław Kopeć

04/08/2015 10:39

„Nieśmiertelni wołają z Wołynia”

Tej książki nie da się czytać spokojnie. Trzymam ją w dłoniach i przekładam kartki z drżeniem rąk i skowytem w sercu. Łzy co chwilę przysłaniają mi rzędy liter, ból szarpie serce. Podarował mi ją parę dni temu sam autor z serdecznym uściskiem dłoni, pan Lech Franczak, Kresowianin z urodzenia i płocczanin z wyboru, zasłużony nauczyciel wychowania fizycznego płockich szkół, najdłużej związany z Jagiellonką. Ocalony jako dziecko z pogromów na Wołyniu z lat 1943-44 wraca pamięcią do przeżytych osobiście i poznanych z badań strasznych wydarzeń, tworzy kronikę zbrodni i męczeństwa oraz kładzie pomosty pod trudną sztukę pojednania i przebaczania win. Przypomina fakty i snuje refleksje. Czytam tę ze wszech miar ważną i mądrą książkę, złożoną z wierszy, prozy poetyckiej oraz wartego uważnej lektury wprowadzenia. Czytam i myślę o Wołyniu, o tamtym lecie 1943 roku, na które przypadła kulminacja szaleńczej zbrodni, której celem było oczyszczenie tamtych ziem z ludności polskiej, aby na czystym etnicznie gruncie założyć wolne ukraińskie państwo.
Ten szatański plan do tego stopnia omotał ludzkie serca i umysły, że oprawcy święcili w cerkwiach wodą święconą narzędzia zbrodni – siekiery, kosy, piły, widły, powrozy, broń palną – oraz bochenki chleba, które pełniły funkcję wici posyłanych na znak rozpoczęcia akcji („chleby podawano sztafetą od wioski do wioski przez tak zwanych pielgrzymów”). Wydawało im się, że dla szczytnego celu, jakim jest „wolna Ukraina”, „mord nie może być grzechem”, że na ten czas „trzeba zapomnieć o sumieniu”, że „polska krew musi wypełnić jeziora i rzeki, aby lud Ukrainy stał się czysty jak łza”. Ile już razy w historii ludzkość kierowała się tą bezbożną logiką i nigdy, przenigdy nie wyszła na tym dobrze. Nie wyciągnęła jednak nauki z tej lekcji, na co dowodów i w naszych czasach mamy aż nadmiar. Dlatego myślenie o Wołyniu tak bardzo jeszcze jest dziś potrzebne. Aby przerazić się skalą zła, do którego jest zdolny człowiek, aby zapłakać nad losem mordowanych, a przez wzruszenie serca odmienić je.
Te głęboko poruszające wiersze i ta proza, wierzę w to, jak wierzy w to Autor, będą przypominać o „zapisanych w księdze kresowej pamięci” męczennikach, którzy nam żywym, sytym, czasem już obojętnym „będą dawać świadectwo prawdzie, pokazywać tragedię i wstrząsać sumieniami, by miłość odrodzić się mogła, dwa narody jak dwie Matki-Ojczyzny łącząc”. Ta księga wypełniła się blisko 70 tysiącami Polaków z setek wiosek Wołynia, „od niemowląt w łonie matek do starców” – od kolonii Porośla, przez Gurów, Zabłoćce, Poryck… – których męczeńska śmierć woła o pamięć i prawdę. A pamięć i prawda nie szukają rewanżu, nie żywią się nienawiścią, wołają o „otwarcie serc i odgruzowanie sumień” i „każą iść w stronę światła”. A nie jest to zwykłe światło. Jest to „światło wiary, skarb, który nie rani”, który począł się z męczeńskiej ofiary, złączonej z „Ofiarą najczystszą – Chrystusową” (tyle było „niedokończonych Mszy świętych”), wpatrzonej w wieczność, w nieśmiertelność, dla której żyli i umierali męczennicy Wołynia – na świadectwo nam tracącym pamięć i wiarę dzieciom ponowoczesności.

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości