„Jak wynika z danych Instytutu Badań Rynku Pracy i Zatrudnienia, zaledwie 3 proc. uchodźców spoza Unii Europejskiej, którzy złożyli w Niemczech wniosek o azyl, podjęło pracę zawodową (spośród 1,2 mln osób… zawodowo pracuje zaledwie 34 tysiące). Niemcy jednak nie tracą nadziei i podkreślają, że już za pięć lat, liczba pracujących imigrantów może wzrosnąć do 50 proc. Pomóc w tym ma oczywiście kontynuacja polityki pogłębiania integracji”. Za to „Instytut podkreśla, że w związku z przybyciem do Niemiec znaczącej liczby imigrantów, pojawiły się dodatkowe miejsca pracy dla osób, które będą podejmować zadania związane z obsługą uchodźców”! I dalej: statystyki pokazują, że aktualnie 75 proc. nielegalnych imigrantów to mężczyźni w sile wieku, 13 proc. stanowią dzieci, a 12 proc. kobiety. Jasne, przy tych proporcjach zapotrzebowanie na „obsługę” będzie znaczne…
Garść danych zaprezentowanych powyżej zaczerpnąłem z Internetu. Potwierdzają to, co można zaobserwować na ekranach telewizorów, kiedy pokazują grupy imigrantów ciągnących do Europy. Na materiałach archiwalnych oglądamy czasem obrazy z transportów polskich obywateli w głąb imperium sowieckiego, albo na „Ziemie Odzyskane” po wojnie. Jakże różne od opisanych powyżej… Ale do rzeczy! Pytanie zasadnicze: po co te rzesze imigrantów ciągną do Europy? Jedno jest pewne: nie w poszukiwaniu pracy! Niemcy po wojnie przeżywali już fale imigracji z byłej Jugosławii czy z Turcji. Ludzie ci podejmowali pracę, przyczyniając się do sukcesu gospodarki niemieckiej. Teraz mamy zjawisko całkowicie nowe. Przybysze żyją na koszt niemieckiego podatnika, a do pracy zabiera się co trzydziesty. Co robią pozostali? Jakie mają plany na przyszłość? Czy zadowoli ich wysoki, nieporównywalny z ich krajami ojczystymi poziom życia, jaki zapewniają niemieckie zasiłki? A jeśli tak, to co zrobią z nadmiarem wolnego czasu? Czy zamierzają zakładać rodziny? I z kim, jeśli ich rodaczek przyjeżdża tyle, co kot napłakał? Czy czeka Niemców kolejna fala, tym razem młodych kobiet? A może w planach jest wymieszanie kultur poprzez małżeństwa z tubylkami? Pierwsze, na razie nieudolne próby mogliśmy obserwować podczas pamiętnego Sylwestra w Kolonii… Bo chyba nie dojdzie do rewolucyjnej zmiany w zasadach Islamu (jedna żona – czterech mężów)? I wreszcie pytanie najważniejsze. Czy zamachy terrorystyczne to tylko incydenty w wykonaniu sfanatyzowanych jednostek, czy element długofalowej strategii, zmierzającej do podboju Europy, zgnuśniałej w dobrobycie i poddanej praniu mózgów przez rozmaite postępowe ideologie?
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze