Przełom roku upływa nam na obserwacji zmagań dwóch wrogich „armii” o kształt demokracji w naszym pięknym kraju. Bo że obie strony sporu są zwolennikami tego najlepszego podobno z dotychczas wymyślonych ustrojów, to tak zwany fakt autentyczny! I mógłbym powiedzieć, jako że się do wyznawców wspomnianego poglądu nie zaliczam, iż mam niezły ubaw z oglądania tych „zapasów”. Mógłbym, gdyby nie to, że takie grzebanie w piaskownicy z coraz większą zawziętością może się zakończyć wykopaniem pozostałości po prawdziwych walkach. A zabawa niewypałem grozi eksplozją o skutkach trudnych do oszacowania…
Pisałem już przed tygodniem co sądzę na temat wydarzeń na naszej, pożal się Boże (dla ateistów „przepraszam za wyrażenie”), scenie politycznej. Nie pomogło, widać „Tygodnika” nie czytają! Zatem jeszcze raz, od początku. Demokracja, którą tak wielbicie (choć może w zaistniałej sytuacji odpowiednie byłoby sformułowanie „wycieracie sobie gęby”), to z definicji Rządy Ludu (wielkie litery zamierzone). Ludu, a nie żadnej „elity”, jakkolwiek zdefiniowanej. Wola tegoż ludu wyraża się w głosowaniu. A ponieważ to lud jest suwerenem, głosuje tak, jak mu się żywnie podoba. Kropka!
Roma locuta causa finita, jeśli wolisz po łacinie, szanowna „elito” (cudzysłów zamierzony). Państwo Parlamentarzyści, którzy mieli to szczęście, zostali przez lud zatrudnieni do działań metodami parlamentarnymi. Hepeningi może organizować na własny rachunek Pierwszy Alimenciarz RP z towarzyszami (i towarzyszkami). Posłowie i senatorowie pracują za pieniądze podatnika! Po pracy oczywiście mogą komentować wydarzenia polityczne, gospodarcze i jakie im przyjdzie ochota. W mediach, na wiecach, marszach, u cioci na imieninach i innych miejscach do tego przeznaczonych. I dla jasności jeszcze raz powtórzę to, co napisałem przed tygodniem. Budynek parlamentu, ze szczególnym uwzględnieniem mównicy, takim miejscem nie jest! Niezależnie od waszych przekonań, funkcjonujecie w nim w granicach wyznaczonych przepisami prawa. Nawet jeśli prawo to jest waszym zdaniem wadliwe, niezgodne z biblią demokracji, czyli konstytucją oraz obarczone innymi przypadłościami, jedyną dostępną wam drogą jest dążenie do wyeliminowania takich przepisów poprzez uchwalenie nowych, lepszych. A jeśli to nie jest możliwe, cóż… Trzeba poczekać do wyborów! Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało! Od robienia przewrotów, od zmieniania rządu siłą jest wojsko!
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze