Skoki narciarskie nie fascynują mnie tak bardzo, żeby za zawodnikami jeździć po całej Europie. Rzadko oglądam też relacje z zawodów, no chyba, że skaczą „nasi”. Wtedy zdarza mi się włączyć serię finałową. Lubię natomiast być świadkiem ciekawych wydarzeń i gdy zaproponowano mi wycieczkę do słoweńskiej Planicy, w towarzystwie jednego zapalonego kibica i dwóch przypadkowych „turystów”, nie zastanawiałam się długo. Z przyjemnością uczestniczyłam w otwarciu „wielkoludki” po generalnej odnowie i oglądałam pierwsze na niej zawody. Właśnie – wielkoludki, bo właściwie jak przetłumaczyć słoweńską pieszczotliwą nazwę „velikanka”? Skocznia mamucia nijak się ma do etymologii.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze