Wakacje kojarzą się przede wszystkim z dzieciństwem i młodością. Przedszkole, szkoła, studia… To wtedy z utęsknieniem młody człowiek (może z wyjątkiem przedszkolaka) oczekuje momentu, kiedy będzie mógł rzucić w kąt książki i zeszyty i oddać się bardziej odpowiednim do wieku sposobom spędzania czasu. Co prawda termin ten próbują zawłaszczać dorośli, przykład z ostatnich dni to wakacje kredytowe, ale to jednak inna bajka. Chyba, że ktoś jest nauczycielem…
Jednak nie wakacje będą przedmiotem dzisiejszego felietonu, a… Zagadka ukryta jest w tytule. Otóż korzystając z wolnego, wakacyjnego czasu, siedzę sobie w Internecie i trafiłem na rozmowę dziennikarza z Panią Profesor socjologii. Temat – „Władza nie słucha młodych... W Sejmie zasiada tylko dwóch posłów poniżej 30. roku życia. Władza nie ma oferty dla młodych, a dzieci traktuje instrumentalnie. Wykorzystuje je wtedy, gdy politycznie się to opłaca”.
A prowadzący wywiad dorzuca: przymiotnik „dziecinny” stosujemy często jako określenie pejoratywne. Nawet Słownik języka polskiego napisany pod redakcją prof. Witolda Doroszewskiego słowo „dziecinny” tłumaczy jako „naiwny” lub „niepoważny”. Oczywiście. Słowo to nie odnosi się do dzieci, ale do dorosłych i ich zachowań nieadekwatnych do wieku. W przypadku małolatów używamy przymiotnika „dziecięcy”. Stąd tytuł niniejszego tekstu. Tak mi się skojarzyło, że ludzkie życie to przedział od wieku dziecięcego do zdziecinnienia, tak częstego u osób w wieku zaawansowanym. W moim wypadku to blisko, coraz bliżej…
Wprawdzie to sezon ogórkowy, ale przejdźmy do poważniejszych treści wspomnianej wyżej rozmowy. „Jednym z problemów jest brak reprezentacji dzieci i młodzieży we władzach centralnych. Obecnie w Sejmie zasiada jedynie dwóch posłów poniżej 30. roku życia”. Za to aż 155 po sześćdziesiątce… Nie wiem, co w tym dziwnego widzi Pani Profesor. Młodzi mają do wyboru wiele możliwości samorealizacji. Tymczasem w przypadku starszych panów z typowych męskich zainteresowań (sport, seks, polityka) wyczynowo można uprawiać już tylko tę ostatnią… Nie wiem, może u pań jest inaczej?
Co do „reprezentacji dzieci we władzach centralnych”, to nie rozumiem w czym rzecz? Czy chodzi o stworzenie możliwości korzystania z biernego prawa wyborczego? Jeśli tak, to od ilu lat powinno się móc kandydować do parlamentu? Bo jeśli idzie o ministrów na przykład, to chyba nie ma prawnego ograniczenia wieku kandydata? I jeśli nie znajdziemy przykładu małoletniego szefa resortu, to tylko kwestia braku wyobraźni „klasy politycznej”. Powyższe rozważania proszę potraktować z należytym dystansem. Mam na myśli oczywiście czas wakacyjny, a nie swój dość zaawansowany wiek…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze