Na jej twórczości wychowały się całe pokolenia Polaków. Ale czy wiecie, że Maria Kownacka – autorka m.in. „Plastusiowego pamiętnika” - urodziła się w dzisiejszym powiecie gostynińskim? Dwór, w którym przyszła na świat, znajduje się w miejscowości Słup (gm. Szczawin Kościelny). Przez lata budynek był siedzibą szkoły podstawowej. Od 2007 roku stał jednak nieużytkowany i niszczał. To był ostatni dzwonek, by uratować ten cenny, historyczny obiekt. Tego wyzwania podjęli się Ewa i Michał Skowron, którzy na początku szukali dla siebie... parku. I mieli już nawet plany związane z innym miejscem, ale los najwidoczniej chciał dla nich inaczej…
Na początek nieco historii. Jak dowiadujemy się z opracowania Piotra Libickiego „Dwory i pałace wiejskie na Mazowszu”, pod koniec XIX w. majątek Słup znajdował się w rękach rodziny Kownackich, zaś w późnych latach dwudziestych XX wieku w majątku liczącym 235 hektarów gospodarował Stanisław Froelich. „Dwór wzniesiony pod koniec XIX wieku, parterowy, nakryty „najeżonym” wystawkami dachem naczółkowym, z piętrowym jednoosiowym ryzalitem na osi zwieńczonym – podobnie jak dwie wystawki dachowe po obu jego stronach – trójkątnym frontonem z oculusem. Nad wejściem nieduży żeliwny balkon. Wyraziste elementy architektonicznej dekoracji, jak obramienia okien, gzymsy oraz przepaski lizen ujmujących naroża budowli, ryzalitu i wystawek, nadają nieco charakteru tej niezbyt pięknej i pozbawionej proporcji architekturze”.
Z kolei w opracowaniu Anny Rymarkiewicz, nauczycielki Szkoły Podstawowej im. A. Małkowskiego w Szczawinie Kościelnym, czytamy m.in.: „W Słupie na szczególną uwagę zasługuje park okalający szkołę. W jego centralnej części mieści się dziewiętnastowieczny dworek w stylu klasycystycznym. Dwór jest dwukondygnacyjny, murowany i znajduje się w rejestrze zabytków woj. mazowieckiego. Otaczający park należał i należy do najpiękniejszych w okolicy (…)”. Założenie parkowe powstało ok. 1900 r., a jego projektantem był Stefan Celichowski, wybitny planista ogrodów początku XX w. W okresie II wojny w folwarku Słup gospodarowali Niemcy, którzy usunęli z majątku ostatniego prawowitego właściciela – Ryszarda Szrettera, profesora SGGW, który prowadził we dworze laboratorium badające fizjologię pracy zwierząt gospodarskich. Po wojnie budynek mieszkalny został przekazany na szkołę. Ta funkcjonowała w Słupie do 2007 r.

- Chcieliśmy kupić park, żeby broń Boże w żaden remont się nie ładować – opowiadają z uśmiechem Ewa i Michał Skowron.
- I pewnego dnia usłyszeliśmy, że warto przejechać się w okolice Szczawina, bo jest tu taki ładny dworek, w którym urodziła się Maria Kownacka. Wybraliśmy się tu w zasadzie tylko po to, żeby się przejść na spacer, bo absolutne nie było mowy o żadnym remoncie. Ale ten budynek nie wyglądał źle, zresztą nie mieliśmy wtedy takiego doświadczenia, dopiero ta budowa wiele nas nauczyła. Zanim zdecydowaliśmy się przystąpić do przetargu, zleciliśmy ekspertyzę techniczną, która oceniła stopień zużycia budynku i zakres remontu. Żebyśmy po prostu wiedzieli, czy jest sens w ogóle to wskrzeszać. Okazało się, że da się wszystko zrobić.
Reklama
Dzięki uprzejmości i gościnności właścicieli dworu w Słupie miałam możliwość zobaczenia tego niezwykłego obiektu nie tylko z zewnątrz, ale i od środka. Ale pierwsze, co zachwyca w tym miejscu, to właśnie park wokół budynku, a w nim stare drzewa, w tym lipy i klony, które gdyby tylko potrafiły mówić, opowiedziałby najciekawszą historię o tym, czego były świadkami. Ta bliskość natury niemal wdziera się do wnętrza – przed dworem spotkałam dwie młode sarny, a na piętrze dworu swoje lokum znalazł puchacz. Sam park, choć dziś wciąż jeszcze dziki i porośnięty chwastami, także przechodzi rewitalizację i dzięki ogromnym staraniom właścicieli staje się coraz bardziej uporządkowany, by mógł z powrotem zachwycać. Jak mówi Ewa Skowron, wśród planów na to miejsce jest uzupełnienie istniejącego sadu starymi odmianami drzew owocowych, a także pasieka, bo park jest wprost idealny, by żyły i pracowały w nim pszczoły.
Ale wróćmy do dworu. Czy w czasie, gdy stał nieużytkowany, budził zainteresowanie ludzi? Jak mówią państwo Skowron, mogli tu bywać i fani urbexu (eksploracji opuszczonych zabudowań), i dzieciaki szukające wrażeń, i też zapewne ci, którzy spodziewali się odnaleźć w starym budynku skarb (na wyobraźnię działał zwłaszcza wmontowany w jedną ze ścian sejf, mogący w latach działalności szkoły służyć za miejsce do przechowywania dzienników). Ale zamiast ukrytych precjozów, właścicielom udało się znaleźć – w trakcie remontu dachu – plik listów, ukrytych pod ślepym pułapem, pochodzących jednak nie z czasów Kownackich, lecz z lat 60. XX wieku, a także deskę, na której stolarz wypisywał rzeczy potrzebne do pracy.
- Stolarz nazywał się Józef Gadoliński i nawet znaleźliśmy w genetece jego akt małżeństwa. Okazało się, że mieszkał w Gąbinie i miał ósemkę dzieci. Był dwukrotnie żonaty. Musiał być dobrą partią, bo miał fach w ręku. Co ciekawe, teraz nad dachem pracowali też ludzie z tych okolic, z Gąbina też mieliśmy wykonawców, więc można powiedzieć, że historia kołem się toczy – opowiada Ewa Skowron.
Z kolei prace prowadzone na zewnątrz ujawniły zakopane w ziemi kawałki ozdobnej, żelaznej bordiury kwiatowej.
W nie najlepszym stanie był zwłaszcza dach, który przeciekał. Strop nad parterem był gliniano-drewniany, więc gdy dach zaczął się psuć, wnętrze budynku zaczęło nasiąkać. Prawdopodobnie jeszcze dwa, może trzy lata, a obiekt zacząłby się zapadać. I żeby do tego nie dopuścić, na początku wykonano najpoważniejsze prace ziemne związane ze wzmocnieniem fundamentów, a także odtworzenie więźby i pokrycia dachowego. Pierwszym etapem było odsłonięcie fundamentów – trzeba to było robić odcinkami, żeby budynek się nie zawalił – włożyć zbrojenia i wylać beton zarówno dookoła całego budynku, jak i pod ścianami wewnątrz. Prace utrudniał gliniasty teren.
Wnętrze – jak na prawdziwy dwór przystało – robi wrażenie swoją przestronnością. Uwagę zwracają m.in. stropy kolebkowe, masywne ceglane ściany i charakterystyczny dla tego typu zabudowy amfiladowy układ pomieszczeń, choć obiekt był w przeszłości przebudowywany w celu dostosowania go na potrzeby szkoły. Obecni właściciele starają się zachować w jak największym zakresie oryginalny układ. Uratowali też chociażby zabytkowe drzwi, które odpowiednio zabezpieczyli na czas remontu. Ale nie wszystko udało się ocalić od zniszczenia, bowiem przecieki doprowadziły do tego, że we wnętrzu rozpanoszył się grzyb. Trzeba było usunąć m.in. drewniane elementy konstrukcji.
W piwnicy można by się było nawet zgubić... Jej powierzchnia została powiększona o wybraną ziemię i kamienie, które usunięto, aby móc w całości zaizolować fundament. Oryginalnie dwór nie był podpiwniczony w całości. W odróżnieniu od reszty ścian, zbudowanych z cegieł, widać tu ułożone po sam sufit kamienie, co potwierdza – wbrew krążącym legendom – że nigdy w tym miejscu piwnicy nie było, a kamienie stanowiły fundament.
Prace w piwnicy nie należały do najlżejszych, bowiem gliniasty grunt był ciężki do usunięcia nawet mini koparką. Niełatwo było też oczyścić ceglane ściany z betonu. Ze względu na stosunkowo wysoki poziom wód gruntowych konieczne było zastosowanie w piwnicy płyty dociskowej z ciężkiego betonu, który nie przepuszcza wody, a także wstrzyknięcie w ściany specjalnego preparatu, który zapobiega podciąganiu kapilarnemu wody przez cegły.
Z kolei na piętrze można podziwiać efekty prac związanych z wykonaniem nowych schodów, odtworzeniem zniszczonych ścian poddasza oraz remontem dachu, dzięki któremu woda w końcu przestała zalewać budynek. Na razie pomieszczenie na górze jest jedno, ale właściciele planują jego podzielenie, jak i odtworzenie balkonu.
Początek remontu dworu zbiegł się w czasie z dwoma znaczącymi wydarzeniami – pandemią koronawirusa oraz wojną w Ukrainie, które mocno wpłynęły na ceny materiałów budowlanych. Tym bardziej cenne jest wsparcie finansowe, udzielane m.in. przez Samorząd Województwa Mazowieckiego.
- To jest bardzo ważne, że mamy wsparcie dotacyjne. To udzielone na dach było szczególnie ważne, bo to był palący problem. Wsparcie Samorządu Województwa Mazowieckiego to była najwyższa przyznana wówczas dotacja spośród wszystkich w ramach programu „Mazowsze dla zabytków” – 170 tys. zł. Jesteśmy za to bardzo wdzięczni – podkreślają państwo Skowron,
Reklama
... dodając, że w kwestiach formalnych, takich jak np. rozliczenie dofinansowania, spotykają się z dużą życzliwością i wsparciem urzędników.

Potrzeba jeszcze co najmniej kilku lat, by dokończyć prace remontowe w dworze w Słupie. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, by powoli planować, jak wykorzystać tę przestrzeń. Jednym z takich planów jest upamiętnienie słynnej pisarki.
- W jednym z pomieszczeń planujemy bibliotekę, która byłaby jednocześnie takim muzeum pamięci Marii Kownackiej. Mamy jej autografy, zbieramy związane z nią pamiątki. Mamy też jej portret, którego namalowanie zleciliśmy malarzowi tworzącemu w stylu starych mistrzów – opowiada Ewa Skowron.
Reklama
Ale to oczywiście tylko jedno z zamierzeń. Państwo Skowron planują po zakończeniu robót przenieść się do Słupa z całą rodziną. Dziś mieszkają w Finlandii, ale mają dużą motywację, by szybko i sprawnie dokończyć remont i zamieszkać w dworze z dziećmi i babcią. Ale jednocześnie podkreślają, że obiekt będzie otwarty dla każdego, kto zechce go odwiedzić.
- Ciekawe jest też, ile po pewnym czasie można poznać ludzi. Zaczęło się od dachu – mieliśmy super fachowca, który jako jeden z niewielu potrafi robić tzw. rąbek tradycyjny. Teraz z kolei przyjechała ekipa, która została polecona przez dekarza – mówi Michał Skowron.
Reklama
- Ale nie chodzi tylko o fachowców, bo też odezwał się do nas pan, którego ojciec był tutaj pierwszym dyrektorem szkoły, i opowiedział nam niewiarygodną wręcz historię życia swoich rodziców. Dał nam nawet zdjęcie ze swojego rodzinnego albumu, z tym dworem. Na Instagramie, Facebooku piszą do nas ludzie i pytają, czy mogą przyjechać, a kiedy już to robią, opowiadają historie związane z tym miejscem. Bardzo lubię takie spotkania. Zresztą pierwotną funkcją dworów było gromadzenie ludzi i tu nadal się to dzieje. Daje mi to ogromną satysfakcję – dodaje Ewa Skowron.
Postępami w pracach właściciele dzielą się w mediach społecznościowych. Warto zaglądać na profil Dwór w Słupie na FB i śledzić, jak do tego wyjątkowego miejsca na mapie powiatu gostynińskiego powraca życie.
Fot. K. Wiśniewska
* Artykuł sfinansowany ze środków Samorządu Województwa Mazowieckiego
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze