Reklama

Dear Fryderic, love from Hong Kong

29/09/2010 07:55
Jubileuszowy Rok Chopinowski zobowiązuje. Dlatego ostatnie dni kalendarzowego lata zachęciły mnie do sprawdzenia, czy miejsca, które w 2010 r. powinny się znaleźć w wycieczkowych planach każdego Polaka, rzeczywiście są warte odwiedzenia. Czy osoba, której ani muzyka klasyczna, ani wspaniała osoba kompozytora nie zachwyca, będzie się nudziła, podążając szlakiem Chopina? Nie powinna. Jest nawet duża szansa, że po wizycie w Żelazowej Woli i Muzeum im. Fryderyka Chopina w Warszawie stwierdzi jednak, że Chopin wielkim i genialnym kompozytorem był.
„Chopinowską” wyprawę po Mazowszu można zacząć albo od dworku w Żelazowej Woli albo od Warszawy, ale nie polecam odwiedzania tych dwóch miejsc jednego dnia. Po pierwsze dlatego, że o ile wcześniej nie zarezerwuje się biletu do warszawskiego muzeum na konkretną godzinę, będziemy skazani na oczekiwanie, aż poprzednia grupa skończy zwiedzać. Ilość osób wpuszczanych na ekspozycję jest oczywiście ograniczona, a trzeba pamiętać, że przyjeżdża dużo zorganizowanych wycieczek, żądnych obejrzenia tej, na razie chyba najnowocześniejszej, placówki wystawienniczej w Polsce. Po drugie – zwiedzanie muzeum Chopina wbrew pozorom może być bardzo męczące. Lepiej podzielić wycieczkę na dwa etapy, a odwiedziny w Żelazowej Woli połączyć z wizytą w Brochowie.
Muzeum im. Fryderyka Chopina w Warszawie otwarto w kwietniu. Piękny, starannie odnowiony Pałac Ostrogskich na Tamce, który zniszczono w 1944 roku i odbudowano w latach 1949-54, wcale nie wygląda na nowoczesny budynek, gdzie poszczególne piętra zostały zamienione w  multimedialne sale. Zawiedzeni będą Ci, którzy nie lubią dotykowych ekranów i źle się czują w słuchawkach, ponieważ muzeum pełne jest elektroniki. To chyba ukłon w stronę młodzieży i przyszłych pokoleń – a z drugiej strony – światowa tendencja w wystawiennictwie. Na szczęście zostało jeszcze trochę reliktów – starych, dobrych gablot, w których obejrzymy eksponaty, ale nie ma okropnych kapci, będących zmorą zwiedzających. Godne podziwu jest założenie, że w muzeum mamy Chopina doświadczyć, angażując się wieloma zmysłami: słuchając, oglądając, dotykając. Napotkani w pierwszej sali turyści włoscy dziwili się co prawda, dlaczego w muzeum kompozytora tak mało słyszymy muzyki, ale ten problem rozwiązały kolejne pomieszczenia. Koncepcja muzeum jest zresztą rodem z Włoch – jej autorzy to zespół Migliore+Servetto z Mediolanu.
Rzeczywiście więc muzeum pulsuje zewsząd etiudami i mazurkami. Muzyki jest dużo. Można ją usłyszeć z głośników albo założyć słuchawki. Przekazywana jest też przy użyciu wielu fantastycznych mediów. Bardzo ciekawa jest sala, w której tak jak w bibliotece możemy usiąść za biurkiem, przejrzeć „książkę” i posłuchać koncertowych wykonań różnych utworów Chopina, granych przez wybitnych światowych pianistów. Jednocześnie tutaj właśnie możemy odpocząć, bo niestety wadą koncepcji „otoczenia zwiedzającego muzyką” jest to, że w większości sal nie możemy sami zdecydować, czego i kiedy chcemy posłuchać. Dobiega do naszych uszu i muzyka, którą ktoś właśnie włączył przyciskiem, i muzyka, którą uruchomiliśmy sami. Dźwięki utworów mieszają się z czytanymi fragmentami poezji albo życiorysu. W pewnym momencie mamy dosyć, a czekają nas do zwiedzenia kolejne piętra. Bardzo dobrze, że pomyślano o miejscach wytchnienia, że można popatrzeć na źródełko albo ceglany mur bez ekranów, przypominające legendy o złotej kaczce. Najfajniej mają najmłodsi i słusznie. Dla nich powstała bardzo kolorowa sala, w której mogą obejrzeć animowanego Chopina, ułożyć puzzle albo po prostu położyć się i odpocząć.
Na ekspozycję wchodzimy przykładając do czytnika elektroniczny bilet. Ten bilet uruchamia również wiele urządzeń na ekspozycji. Muzeum już od progu jest nowoczesne i elektroniczne. Wszędzie panują ekrany dotykowe. Możemy przeglądać sobie poszczególne obrazki, filmy, teksty za pomocą własnego palca. Jednych to denerwuje, innych cieszy, ale po przejściu kilkudziesięciu osób, przyciski brudzą się i urządzenia nie chcą płynnie działać, ciężko jest „przewrócić” stronę. Widocznie system wymaga jeszcze usprawnienia. Ta nowoczesna technika z pewnością podoba się młodzieży, która może dzięki temu lepiej „zrozumie” odległego Chopina i czasy, w których żył. Wszyscy odwiedzający będą się natomiast z zainteresowaniem przyglądać oryginalnym pamiątkom po Fryderyku Chopinie, jak na przykład rękopisy listów czy portrety, których autorami byli jego przyjaciele.
Trzeba pochwalić autorów koncepcji muzeum, że zdecydowali się opowiedzieć nie tylko o osobie kompozytora, ale również wybitnych ludziach ówczesnej epoki i całym XIX wieku. Starali się to zrobić w sposób interesujący, może tylko zaskoczyli ilością informacji. Ja po którejś kolejnej sali się poddałam. Nie wysłuchałam wszystkich opowieści na przykład o miłościach Fryderyka Chopina. Bo też nie o to chodzi, żeby słuchać wszystkiego i wszystkiego wypróbować. Każdy może i powinien sam zdecydować, co chce zobaczyć, ile, w jakiej kolejności, żeby natłok informacji nie spowodował, że nic do nas nie dotrze. Na zwiedzanie trzeba sobie zarezerwować co najmniej dwie godziny czasu.
Nie będę opisywać, jakie sale czekają na odwiedzających muzeum Chopina na Tamce. Ekspozycja jest co prawda ułożona. Zaczyna się od wycieczki z interaktywną mapą po miejscach związanych z Chopinem, ale nie obowiązuje jeden „kierunek zwiedzania”. Każdy zwiedzający powinien się sam zadziwić, zachwycić albo rozczarować tym multimedialnym domem Chopina i jego muzyki. Bilety nie są tanie (od 22 złotych – bilet normalny, 13 złotych – bilet ulgowy, do 62 złotych – bilet rodzinny). Są zniżki dla grup zorganizowanych, a we wtorek obejrzymy ekspozycję za darmo.
Gdy już zmęczą nas multimedia, wybierzmy się na spacer do Żelazowej Woli. W otoczeniu przepięknego parku i dworku, skąd już blisko do Puszczy Kampinoskiej, można rozkoszować się muzyką Chopina. Podczas mojej wizyty w dworku należącym niegdyś do rodziny Skarbków – domu, w którym urodził się Fryderyk Chopin, odbywał się koncert. Grała wspaniała polska pianistka Lidia Grychtołówna.
Co zobaczymy w Żelazowej Woli? Po parku i dworku oprowadzi nas, jeśli chcemy, audioprzewodnik. Biały dworek to kilka pokojów, w których zgromadzono meble, portrety rodziny Chopina, fortepian, na którym grają zapraszani do Żelazowej Woli na koncerty artyści. Bardzo oryginalnym eksponatem jest Księga Gości – pierwsza, założona w 1894 roku przez Towarzystwo Muzyczne. Druga Księga Gości czeka na współczesnych melomanów i admiratorów twórczości Chopina, przyjeżdżających tutaj z całego świata. Gdy przewracałam jej kartki, natrafiłam na zostawiony zaledwie przed kilkoma minutami wpis: „Dear Fryderic, love from Hong Kong and Taiwan. Derek & Grace” (Drogi Fryderyku, uściski z Hong Kongu i Tajwanu). A z Płocka do Żelazowej Woli jest tak blisko...
Dworek Skarbków otacza przepiękny park, przez który przepływa malownicza rzeczka Utrata. Odnowiony zespół parkowy został wzbogacony o kilka nowych, bardzo ciekawych architektonicznie budynków. Mieszczą się w nich kasy, sklepik z pamiątkami, kawiarnia, restauracja, sala kinowa, gdzie można obejrzeć film o Mazowszu Chopina, pawilon do koncertów plenerowych. Nowa jest również parkowa infrastruktura – drewniane ławeczki, a przede wszystkim – mostki, o wdzięcznych nazwach „mazurek” i „polonez”. W sklepiku można nabyć wiele wydawnictw poświęconych osobie kompozytora i przeróżne gadżety: od kubków, filiżanek i koszulek, aż do toreb z motywami łowickimi. Bardziej oryginalną pamiątką, taką „na lata”, mogą być zakupione w pawilonie „Scherzo”, czyli w oranżerii, drzewka i ozdobne rośliny. Zarówno pomysł ze sprzedawaniem roślin, jak i całe otoczenie muzeum przekonuje odwiedzających, że jest to bardzo przyjazne „zielone” miejsce, gdzie można przyjechać po prostu odpocząć. Nowe budynki zostały ładnie wkomponowane w krajobraz, a goście wypiją kawę w rozsądnej cenie.
Muzeum w Żelazowej Woli, nad którym pieczę sprawuje od 2005 roku Narodowy Instytut Fryderyka Chopina (wcześniej opiekowało się tym miejscem Towarzystwo im. Fryderyka Chopina), otwiera swoje podwoje zarówno dla szkolnych wycieczek (dla dzieci są przeznaczone specjalne lekcje), jak i dla wszystkich, którzy o Chopinie wiedzą sporo, a chcą po prostu pospacerować po parku, posłuchać koncertu, czy zjeść obiad. Chodząc alejkami, natkniemy się na cztery pomniki kompozytora: najstarszy jest obelisk z 1894 r., najmłodsze – popiersie Chopina z brązu autorstwa Zofii Wolskiej, ufundowane przez Stadtmuseum w Düsseldorfie. Bilety do „Domu urodzenia Fryderyka Chopina” kosztują 23 i 14 złotych.
Z Żelazowej Woli najlepiej pojechać również do innego miejsca związanego z rodziną Fryderyka Chopina. Kilka kilometrów dalej jest kościół w Brochowie, w którym odbył się ślub rodziców i chrzest kompozytora. Kościół pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela jest z pewnością jedną z najbardziej unikalnych świątyń na Mazowszu, spełniającą również funkcje obronne. Leży nad Bzurą. Jego czerwone wieże widoczne są z daleka. W jasnym wnętrzu wiszą tablice upamiętniające rodzinę Chopinów. Grupy wycieczkowe mogą się umówić na zwiedzanie kościoła telefonicznie. Czy warto w 2010 roku wyruszyć szlakiem Fryderyka Chopina? Oczywiście.
Marta A. Szatkowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości