Reklama

Czy kościół Św. Dominika w Płocku był warownią? Wskazywać może na to rycina holenderskiego szpiega Abrahama Boota

Usytuowana przy ulicy Kościuszki świątynia znana jest płocczanom pod różnymi nazwami. Jedna z nich – kościół św. Dominika – nawiązuje do etymologii historycznej. Inna związana jest z parafią i jej działalnością duszpasterską. Zatem mówimy o Rzymskokatolickiej Parafii pw. św. Maksymiliana Kolbego. Wreszcie najczęściej używane przez mieszkańców Płocka potoczne określenie wskazuje na miejsce jego posadowienia – Kościół na Górkach...

To najstarszy kościół ceglany na Mazowszu. Początki klasztoru i kościoła nikną w mrokach historii, i to dosłownie, gdyż nie jesteśmy w stanie ustalić dokładnej daty fundacji. Co wiemy na pewno? Że Dominikanów (wtedy młody, rozwijający się zakon) zaprosił do Płocka Konrad Mazowiecki.

 

Fundacja Konrada Mazowieckiego

W opracowaniach naukowych pojawiają się przybliżone możliwe daty początku fundacji kościoła, wśród których dolną możliwą datą powstania jest rok 1225. Możliwe więc, że stało się to dokładnie 800 lat temu. Nie mamy na to żadnych dowodów, ale możemy przypuszczać, że do Płocka zawitał, a może odwiedzał go kilkukrotnie św. Jacek Odrowąż. Ten polski duchowny, zachwycony Dominikiem Guzmanem, dołączył do Zakonu Kaznodziejskiego, następnie został posłany do zakładania klasztorów, między innymi na terenie dzisiejszej Polski. Choć nie mamy na to niezbitych dowodów, jest wielce prawdopodobne, że św. Jacek uczestniczył w procesie powstawania płockiej fundacji, być może prowadził bezpośrednie rozmowy z Konradem Mazowieckim.

Reklama

Przez sześćset lat kościół i klasztor Dominikanów w Płocku przeżywał momenty rozkwitu, jak i chwile grozy. Można przypuszczać, że jako fundacja książęca był wyposażony i utrzymany lepiej niż przeciętny klasztor dominikański.

- Ostatnie badania archeologiczne odsłoniły miejsce prawdopodobnie ze śladami ozdobnych fresków i wiszących na ścianach kurdybanów czy arrasów, co mocno odbiega wyglądem od ubogich cel zakonnych – informuje ojciec Marcin Kowalewski, klaretyn, proboszcz parafii św. Maksymiliana Kolbego.

Reklama

- To być może zewnętrzny refektarz, miejsce, w którym zakonnicy podejmowali osobistości świeckiego świata, może i samego Księcia Konrada z małżonką.

 

Momentem upadku i największych zniszczeń, z których klasztor nigdy nie podniósł się do utraconej świetności, był (dramatyczny w skutkach dla całej Polski, szczególnie zaś miast na szlaku Wisły) potop szwedzki. Szwedzi grabili i spławiali Wisłą nie tylko dzieła sztuki i kosztowności, ale i elementy architektoniczne. Prawdopodobnie po wojnie polsko-szwedzkiej kościół i klasztor musiał zostać poddany gruntownej odbudowie bez wcześniejszych hojnych książęcych środków.

Reklama

 

 

Trudny ekumenizm

Punktem zwrotnym w historii miejsca był rok 1804, kiedy to dekretem carskim Dominikanie zostali wyrzuceni ze swojego klasztoru, a ich mienie – podzielone. Kościół trafił w ręce rodzącej się na tych ziemiach wspólnoty ewangelickiej, a klasztor pełnił różne funkcje, między innymi jego część została przekazana parafii prawosławnej. W dwudziestoleciu międzywojennym została rozebrana stojąca nieopodal cerkiew prawosławna i siedzibą parafii stały się klasztorne zabudowania. Po zakończeniu drugiej wojny światowej kościół przejęli katolicy, wiele lat trwał proces, w wyniku którego społeczność katolicka musiała wykupić kościół od ewangelickiej gminy. Do dziś starsi parafianie pamiętają, że składali się na wykupienie świątyni, która najpierw pełniła funkcję kościoła szkolnego, następnie w 1975 roku stała się świątynią parafialną dla nowo powołanej parafii.

Reklama

Nie da się ukryć, że miejsce to dziś jest wspomnieniem bólu i żalu wygnanych dominikanów, następnie wygnanych ewangelików, wygnanych ze swojej zburzonej cerkwi prawosławnych i znów katolików, którzy musieli wykupić swój dawny kościół. Dziś ksiądz prawosławny mieszka w dawnym dominikańskim klasztorze, a księża parafii katolickiej – w zbudowanej przez protestantów pastorówce. Każdego dnia w dzwonnicy (której wieku nie da się dziś w sposób bezsporny datować) biją poniemieckie dzwony. 25 stycznia 2021 roku w ramach corocznego tygodnia ekumenicznego (z powodu pandemii skróconego wtedy do jednego dnia) w podominikańskim kościele odbyło się nabożeństwo przebaczenia i pojednania, w którym udział wzięli przedstawiciele płockich wspólnot: katolickiej, ewangelickiej i prawosławnej, by choć w ten duchowy sposób zadośćuczynić krzywdom przeszłości.

Dawna dominikańska fundacja podzielona jest dziś między trzech właścicieli: parafię katolicką, parafię prawosławną i gminę Płock.

Reklama

 

Krypta pod kościołem

Choć krypty w obiektach sakralnych nie są niczym wyjątkowym, niezwykły jest rozmiar tej pod podominikańskim kościołem. Biegnie ona przez całą długość kościoła, od ściany wschodniej po zachodnią. I bardzo prawdopodobne, że była połączona w części zachodniej z piwnicami klasztornymi. Powstała ona dużo później niż kościół, być może podczas remontu kościoła po potopie szwedzkim. Prawdopodobnie była wielokrotnie plądrowana podczas wojen, a w czasie późniejszych remontów zasypana gruzem wymieszanym z kośćmi.

Reklama

- Kiedy wszedłem do niej pierwszy raz sześć lat temu, nie dało się nie chodzić po rozsypanych wszędzie kościach – mówi ojciec Marcin Kowalewski.

- Prace archeologiczne prowadzone w tym roku pod kierownictwem prof. Małgorzaty Grupy przez zespół Mikołaja Dobka, w dużej mierze polegały na wyczyszczeniu krypty z zalegającego gruzu. Po tym osobliwym sprzątaniu ustalono, iż w gruzach były kości z co najmniej stu szkieletów ludzkich. Na ten temat powstała praca podsumowująca ten etap badań.

 

Po odgruzowaniu krypty badacze odkryli fragment miękkiej ziemi (w pozostałej części dno krypty stanowi bardzo twarda glina). W tej ziemi zakopane były – w skrzyni z iglastego drzewa – ułożone wg rodzaju kości, najprawdopodobniej pierwszych pochówków w tego kościoła, jeszcze z czasów przed powstaniem krypty, być może z pod posadzki albo wcześniejszych mniejszych krypt. Najpewniej więc to kości pierwszych dominikanów tu pracujących oraz, być może, świeckich płocczan zasłużonych dla klasztoru lub na tyle znaczących, że zasłużyli na pochówek w obrębie świątyni.

Reklama

Badania w krypcie trwają. Finalnie planowane jest przebadanie i wysprzątanie całej krypty, oraz umieszczenie wszystkich szczątków w ufundowanym na cen cel sarkofagu.

 

Najnowsze badania

W 2023 roku władze miasta zleciły badania archeologiczne należącej do gminy części klasztoru. Wyniki przyniosły więcej pytań niż odpowiedzi i pokazały, jak fascynujące i pełne zagadek jest to nieco zapomniane w Płocku miejsce. Wynikami badań dysponuje oczywiście miasto, niemniej warto tu wspomnieć o jednej rewelacji. Na rycinach holenderskiego rysownika (prawdopodobnie szpiega) Abrahama Boota, który płynąc Wisłą około 1627 roku szkicował zabudowania obronne polskich miast widać, że klasztor dominikanów jest zabudowany na sposób warowny, jakby stanowił część linii obronnej miasta, oraz że między klasztorem a zamkiem książęcym biegnie most, z dużą bramą i zwodzonym pomostem po stronie klasztoru. Przez wiele lat myślano, że Boota poniosła wyobraźnia, jednak ostatnie badania zdają się potwierdzać to, co naszkicował.

Reklama

 

 

Pomógł Samorząd Województwa Mazowieckiego

Osiemsetletni obiekt o tak bogatej i trudnej historii wymaga nieustannej troski, badań, konserwacji i remontów. Nie byłyby one możliwe, gdyby nie środki od instytucji publicznych. Dodatkową trudnością, z jaką zmaga się były dominikański klasztor, jest podział na trzech właścicieli, z których, co oczywiste, każdy ma inne plany oraz możliwości organizacyjne i finansowe.

- W ostatnim sześcioleciu, od kiedy Biskup Płocki powierzył Parafię Zgromadzeniu Misjonarzy Klaretynów, systematycznie staramy się o dotacje, dzięki którym sukcesywnie odnawiamy nasze zabytki – tak kościół, jak i dzwonnicę – mówi ojciec Marcin Kowalewski.

Reklama

- Jednym z programów, które co roku umożliwiają prace renowacyjne, jest program Samorządu Województwa Mazowieckiego pod nazwą „Mazowsze dla zabytków”. Dzięki środkom z tego programu udało się wzmocnić konstrukcję drewnianej dzwonnicy oraz wyremontować trzy jej ściany, a w tym roku parafia otrzymała środki na pomalowanie wnętrza kościoła.

 

Jedyny pewny punkt lokacji...

Wśród zachowanych zabytków sztuki sakralnej w kościele na Górkach na uwagę zasługują: ołtarz i ambona w stylu rokokowym z połowy XVIII wieku, krucyfiks z XVIII wieku oraz marmurowa chrzcielnica wykonana w stylu barokowym z pierwszej połowy XVIII wieku.

Reklama

Nie należy zapominać, że oprócz wypełniania swojego podstawowego zadania, czyli posługi kapłańskiej, parafia św. Maksymiliana Kolbe organizuje różne spotkania i koncerty, pomagając w integracji lokalnej społeczności. Wśród nich warto wymienić choćby Festiwal na schodach, który w wieczór uroczystości Bożego Ciała gromadzi wielu płocczan przy radosnej muzyce i modlitwie.

Klasztor dominikanów ma dodatkowe, ogromne znaczenie dla historii Płocka. Pozostaje dotychczas jedynym pewnym punktem granicznym wymienionym w akcie lokacyjnym z 1237 r. Płocka, co dawało początek nowej części miasta założonej przez księcia Konrada Mazowieckiego.

 

Fot. Mateusz Wawrzyński

* Artykuł sfinansowany ze środków Samorządu Województwa Mazowieckiego

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Rafa - niezalogowany 2025-08-20 18:11:34

    Jakie poniemieckie dzwony "biją" na Górkach? Chyba, że elektronika, które je odtwarza została zrobiona u naszych zachodnich sąsiadów...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości