Reklama

Co powinieneś wiedzieć przed wyjazdem na Cypr. Wyspa Afrodyty zaprasza jesienią...?

Cypr jest jednym z najpopularniejszych miejsc, do których udają się turyści z Polski. Błękitna woda w morzu, przyzwoite plaże, przystępne cenowo posiłki, mile głaszcząca podniebienie oliwa, znakomite wina (w tym najstarsze na świecie!) – to główne powody skłaniające nas do udania się na tę właśnie wyspę. Przypadnie ona do gustu zarówno tym, którzy najbardziej cenią sobie plażowanie w ciągu dnia i szeroki wybór imprez wieczorem, jak również tym, którzy wolą poszukiwanie indywidualności danego miejsca, odkrywanie jego historii i zabytków.

Jaki rodzaj wyjazdu na urlop preferujecie, wy sami – drodzy Czytelnicy – wiecie najlepiej. Autor tego tekstu nigdy nie ukrywał, że nie lubi beztroskiego leniuchowania na plaży, zatem w tekście poniżej znajdziecie sporo podpowiedzi, jak aktywnie spędzić tydzień urlopu na wyspie Afrodyty. Oczywiście nie wszystkie – tydzień to za mało, żeby poznać wszystkie atrakcje wyspy. Niemniej niezależnie od naszych inklinacji wypoczynkowych warto rozważyć wyjazd na Cypr jesienią. Ta pora roku daje zdecydowanie więcej możliwości niż pobyty letnie, kiedy temperatura powietrza rzadko spada poniżej 40 stopni Celsjusza.

Wyspa Afrodyty – tak właśnie najczęściej mówi się o tym miejscu. Nieprzypadkowo. Według legendy Afrodyta narodziła się z morskiej piany w okolicach Cypru, gdy Kronos odciął narządy swojego ojca Uranosa i wrzucił je do morza, a z powstałej z tego piany wyłoniła się pełna uroku postać bogini. To wydarzenie było związane z obrzeżami wyspy Cypr, a konkretnie z punktem w pobliżu Pafos, miejsca, które jest silnie kojarzone z boginią. Na Cyprze znajdziemy wiele miejsc związanych z Afrodytą, w tym Skałę Afrodyty (Petra tou Romiou), gdzie według mitu bogini wyłoniła się z morza, Łaźnie Afrodyty w Latsi, starożytne ruiny świątyni w Kouklia (Palaepafos), a także Park Archeologiczny w Pafos z mozaikami przedstawiającymi boginię. W ucho wpadną nam też oraz liczne mityczne opowieści rozsiane po całej wyspie.

Reklama

 

Larnaka czy Pafos?

Chodzi oczywiście o wybór lotniska, na którym lądujemy na Cyprze (samoloty z Polski lądują w tych właśnie miastach). Ten wybór jest akurat bardzo istotny. Zależy on przede wszystkim od docelowego miejsca pobytu i preferowanego charakteru wakacji. Oba lotniska znajdują się w południowej, greckiej części Cypru i oferują łatwy dostęp do głównych kurortów. Niemniej lotnisko w Larnace (wschodnie wybrzeże) idealne jest dla osób planujących pobyt w kurortach na wschodzie i południowym wschodzie, takich jak Ayia Napa, Protaras, Limassol (również dobrze skomunikowane z obu lotnisk) czy sama Larnaka. Region znany jest z pięknych, piaszczystych plaż (np. Mackenzie Beach w Larnace) i tętniącego życia nocnego (szczególnie Ayia Napa). Z kolei do lotniska w Pafos (zachodnie wybrzeże) bilet powinni kupić ci, którzy wybrali zakwaterowanie w zachodniej części wyspy, w tym w Pafos, Zatoce Koralowej (Coral Bay), Polis czy Limassol. Inny jest charakter regionu. Pafos to miasto o bogatej historii i licznych stanowiskach archeologicznych (wpisanych na listę UNESCO). Region ten jest spokojniejszy, bardziej kameralny i oferuje bliższy kontakt z naturą, np. na Półwyspie Akamas. Plaże są tu bardziej zróżnicowane, od piaszczystych po skaliste zatoczki.

Reklama

Nie ma większego problemu z połączeniami lotniczymi z Polski. Jeśli wyjazd planujemy z którymkolwiek z biur podróży, to skorzystamy oczywiście z lotów czarterowych. Możemy także całą wyprawę zaplanować sami. Korzystając z tanich linii Ryanair, wyruszymy w podróż z większości lotnisk w Polsce (dla mieszkańców Mazowsza najlepszym rozwiązaniem będzie Modlin bądź warszawskie Okęcie). Do Modlina wraca też Wizz Air, który uruchomił 11 nowych tras, w tym na Cypr. Należy tylko pamiętać, że jeśli wyjazd planujemy we własnym zakresie, to koniecznie trzeba założyć wypożyczenie samochodu na miejscu; bez auta nie da się eksplorować wyspy. Ale o tym w innej części artykułu...

 

Reklama

Październik idealny do zwiedzania

Dlaczego na Cypr najlepiej jechać jesienią? Bo to najlepszy czas na wizytę ze względu na idealne połączenie wciąż letniej pogody, sprzyjającej plażowaniu i kąpielom, z mniejszymi tłumami turystów i łagodniejszymi temperaturami idealnymi do zwiedzania i aktywnego wypoczynku. Temperatury powietrza utrzymują się na komfortowym poziomie 24-28°C, nijak się mając do czterdziestostopniowych, ekstremalnych upałów lata. Woda w morzu jest nadal bardzo ciepła, osiągając średnio 24-26°C, co sprawia, że kąpiele są przyjemne. Poza szczytem sezonu letniego popularne atrakcje, plaże i restauracje są znacznie mniej zatłoczone, co pozwala na spokojniejsze i bardziej autentyczne doświadczenie wyspy. Łagodniejszy klimat sprzyja aktywnościom na świeżym powietrzu, takim jak spacery po starożytnych ruinach (np. Park Archeologiczny w Pafos), wędrówki po malowniczych górach Troodos czy zwiedzanie miast bez uciążliwego słońca. Warto też nie zapominać, że poza sezonem letnim można często znaleźć atrakcyjniejsze oferty cenowe na noclegi, loty i wynajem samochodów. Poza tym jesienią na wyspie odbywają się liczne lokalne festiwale i wydarzenia, w tym związane ze zbiorami wina, co daje unikalną okazję do poznania cypryjskiej kultury i kuchni.

 

Reklama

Jesteś na Cyprze? Koniecznie zobacz!

Tak jak wspomniałem na początku, nie jestem zwolennikiem plażowania, zatem mój tegoroczny, tygodniowy październikowy pobyt na tej wyspie związany był głównie ze zwiedzaniem najciekawszych części wyspy (i kąpielami wieczorem w błękitnym morzu, co uwielbiam robić w wolnych chwilach). Zatem gdzie, moim zdaniem powinniśmy postawić nasze stopy? Przede wszystkim Pafos z Parkiem Archeologicznym UNESCO (miejsce światowego dziedzictwa UNESCO z imponującymi mozaikami) i Grobowcami Królewskimi, Skała Afrodyty, malowniczy Półwysep Akamas z Wąwozem Avakas (te dwa ostatnie miejsca w kontekście przyrody i krajobrazów), Góry Troodos z tradycyjnymi wioskami, a także starożytne Kourion i Salamina. W górach Troodos koniecznie malowniczą wioskę Omodos (z brukowanymi uliczkami!). Zajrzyjmy także do Lefkary, znanej z tradycyjnych koronek. A przede wszystkim nie omińmy położonego bardzo wysoko w górach (trudny acz malowniczy dojazd) i przepięknego klasztoru męskiego Kykkos. Nie można także zapomnieć o „rzucie oka” na Cypr Północny, pozostający pod tureckim władaniem. Oczywiście, to bardzo szeroka oferta, której, jak wspomniałem, nie da się w całości zrealizować. Zatem skupię się na tych miejscach, do których dotarłem.

 

Reklama

Kykkos nr 1!

Największe wrażenie zrobiła na mnie wyprawa do Kykkos. Bo poza zwiedzaniem samego klasztoru męskiego, najważniejszego na Cyprze, niezapomniane przeżycie daje także dojazd. Droga meandruje wśród wysokich gór (klasztor położony jest na wysokości 1318 metrów n.p.m.), przepaści widzimy raz po lewej, raz po prawej stronie, a nasza uwaga musi być także skupiona na osuwiskach skalnych. Kamienie leżą na jezdni, niby niewielkie, ale chwila nieuwagi może nas kosztować dodatkowe pieniądze, kiedy będziemy zwracać samochód do wypożyczalni. Podczas jazdy do Kykkos droga często prowadzi przez małe wioski, gdzie uliczki są tak wąskie i kręte, że trzeba bardzo wytężyć uwagę, by dokonać mijanki z nadjeżdżającym z naprzeciwka autem (na szczęście na tej wysokości jest ich niewiele). Warto też brać poprawkę na podpowiedzi wyboru trasy z GPS-a. Ten ma tendencję do kierowania nas na mało uczęszczane trasy. A potem się okazuje, że to drogi praktycznie tylko dla kozic...

Kykkos to duchowe i złote serce Cypru. Klasztor, o którym mówią wszyscy – i nie bez powodu. Klasztor Kykkos – złota dziewczyna, zakazana ikona i legenda, która trwa do dziś. Przy okazji jeden z najbardziej świętych (i najbogatszych!) klasztorów na wyspie. Jak to się zaczęło? Dawno temu, w XI wieku, pustelnik Izajasz mieszkał w górach, w spokoju i modlitwie, aż nagle pojawił się... chory urzędnik cesarza Aleksiosa Komnenosa. Izajasz się pomodlił – gość ozdrowiał – a cesarz, w ramach „dziękuję bardzo”, wysłał na Cypr ikonę Matki Bożej, przypisywaną samemu św. Łukaszowi. No i tak zaczęła się historia klasztoru. A w klasztorze „zakazana” ikona – prawdziwa perełka. Na miejscu znajduje się cudowna ikona Matki Bożej „Kykkotissa”, pokryta złotem i srebrem. Ale… nie wolno na nią patrzeć. Podobno każdy, kto spojrzy na nią bezpośrednio… może oślepnąć. Zasłonięta jest od wieków, nawet mnisi jej nie odsłaniają, a mimo to (albo właśnie dlatego?) przyciąga setki tysięcy pielgrzymów rocznie.

Reklama

Chcecie więcej historii przesyconych legendami? Proszę bardzo! Jeszcze zanim powstał klasztor, nad wzgórzem krążył ptak… który mówił ludzkim głosem. Śpiewał:

„Kykkou, Kykkou, wzgórze Kykkos

To miejsce wypełni klasztor.

Złota dziewczyna wejdzie do środka,

i nigdy już nie wyjdzie”.

 

Tą „złotą dziewczyną” była ikona, która, zgodnie z przepowiednią, weszła do klasztoru i już nigdy go nie opuściła.

A co poza legendą? Oszałamiające freski, mozaiki i złocenia. To jedno. Spokój, cisza i duchowy klimat – to drugie. Co jeszcze? Widoki na góry, od których trudno się oderwać. Klimatyczne sklepiki z miodem, winem i kadzidłami. Idealne miejsce na zdjęcia i... chwilę refleksji.

Reklama

Nie zawadzi dodać parę praktycznych informacji. Dojazd z Pafos samochodem: około 1,5 – 2,5 godz. przez malownicze góry Troodos. Klasztor otwarty jest codziennie (polecam poranne godziny lub po 15:00). Wstęp jest darmowy (ale świeczka + darowizna mile widziane). Strój: skromny – zakryte ramiona i kolana obowiązkowo.

Zachęcam do złożenia wizyty nie tylko w samym klasztorze. Troszkę powyżej jednego z głównych wejść jest miejsce – taki trochę rynek – gdzie można zaparkować samochód, wypić kawę w miejscowej restauracjo-kawiarni, a przede wszystkim zajrzeć do dużego sklepu (coś na kształt naszych sklepów z dewocjonaliami, choćby takich jak ten, który do niedawna funkcjonował przy ulicy Grodzkiej w Płocku), będącego własnością klasztoru. Ogromny, wręcz przeogromny wybór ikon – w każdej cenie! Także oliwa i alkohole wyrabiane przez mnichów. Dogadacie się bez problemu. W sklepie pracuje Białorusinka, która zna sporo słów po polsku, bo jej babcia była Polką.

Reklama

 

Co w Lefkarze robił Michał Anioł?

Według lokalnej legendy i tradycji Michał Anioł odwiedził cypryjską wieś Lefkara w drodze powrotnej z Egiptu w 1506 roku.

[paywall]

Celem jego wizyty miało być podziwianie słynnych, ręcznie haftowanych koronek, zwanych „Lefkaritika”. Najbardziej znanym aspektem tej historii jest to, że Michał Anioł miał zabrać ze sobą jeden duży obrus z Lefkary i podarować go ołtarzowi w katedrze w Mediolanie (Duomo di Milano).

Tyle legenda. Historycy sztuki nie potwierdzają tej opowieści w oficjalnych biografiach artysty. Niemniej jednak dla mieszkańców Lefkary jest to ważny element ich dziedzictwa kulturowego i powód do dumy, a tradycja ta jest głęboko zakorzeniona w lokalnym folklorze. Faktem jest, że Lefkara to centrum koronkarstwa. Miejscowe wyroby osiągają zawrotne ceny. Można oczywiście kupić tańsze koronki, ale okazuje się, że są one produkcji chińskiej! Ach, czego się nie robi dla różnej zawartości portfeli klientów!

Reklama

Koronek nie kupiliśmy, ale ja chciałem zwrócić państwa uwagę na jeszcze jeden charakterystyczny element pracy miejscowych rzemieślników. To wyroby ze srebra. Pochodzące z Lefkary ikony z zastosowaniem srebra wzbudziły jeszcze większe nasze zainteresowanie niż te, które oglądaliśmy w klasztornym sklepie w Kykkos. Nic dziwnego, że jedną z nich zdecydowaliśmy się nabyć....

Przy okazji mała rada. W Lefkarze – także w innych podobnych wioskach – radzę dobrze się zastanowić przed wyborem miejsca, w którym zjemy popołudniowy posiłek. Warto poszukać lokalnych, małych tawern usytuowanych w bocznych uliczkach. Mamy większe prawdopodobieństwo, w zasadzie pewność otrzymania pysznego, świeżego posiłku. Bo jedzenie w usytuowanej w centralnym miejscu wioski restauracji niewiele ma wspólnego ze smakowaniem cypryjskich specjałów.

Reklama

 

Dlaczego warto pojechać do Omodos?

Ze względu na jego autentyczny, tradycyjny cypryjski urok, bogatą historię winiarstwa i malownicze położenie w górach Troodos. Omodos jest sercem cypryjskiego regionu winiarskiego Krasochoria, słynącego z doskonałych win i produkcji najstarszego na świecie wina o nazwie Commandaria. Odwiedzający mogą zwiedzać lokalne winiarnie, takie jak Linos Winery czy Ktima Gerolemo, i uczestniczyć w bezpłatnych degustacjach wina oraz tradycyjnego alkoholu Zivania.

Wioska zachwyca wąskimi, brukowanymi uliczkami, tradycyjnymi kamiennymi domami z czerwonymi dachami i uroczymi dziedzińcami pełnymi kwiatów, co tworzy unikalną, spokojną atmosferę. Główny plac wioski, jeden z największych na Cyprze, jest centralnym punktem życia towarzyskiego, otoczonym kawiarniami i sklepikami.

Warto wstąpić do klasztoru Timios Stavros (Świętego Krzyża). Ten obiekt z XIII wieku jest główną atrakcją religijną i architektoniczną, mieszczącą, według tradycji, fragment Świętego Krzyża. Warto zobaczyć jego wnętrza, ikony w stylu rosyjskim i misternie rzeźbione elementy drewniane.

 

Nikozja – punkt obowiązkowy!

Nikozję należy mieć „na rozkładzie” z wielu powodów. Bo to oczywiście stolica Cypru. Bo ma piękną promenadę (to ulica Ledra) z tysiącem różnych sklepików. Bo zwiedzić można i Pałac Arcybiskupi, i Muzeum Cypryjskie, i posiadłość Hadjigeorgakisa Kornesiosa, czyli pięknie odrestaurowany dom z XVIII wieku, prezentujący życie szlachty z epoki osmańskiej. Bo windą wjechać można na 11. piętro Shacolas Tower. To imponująca wieża, z której roztacza się wspaniały widok na całe miasto, zarówno na jego cypryjską, jak i turecką część. Wstęp: 2,5 euro.

A skoro już o tureckiej części mowa, to czytelnikom „Tygodnika Płockiego” należy się kilka słów wyjaśnienia. W wyniku konfliktu etnicznego na wyspie pomiędzy Grekami cypryjskimi a Turkami cypryjskimi (zamach stanu w roku 1974, inspirowany przez grecką juntę wojskową, turecka inwazja i podział wyspy na część południową, zamieszkaną głównie przez Greków, i północną, kontrolowaną przez Turcję, przesiedlenia, utworzenie strefy buforowej nadzorowanej przez ONZ) Cypr przedzielony jest granicą. Przebiega ona między innymi przez Nikozję. Z przejściem dla turystów nie ma problemu. Granica znajduje się właśnie na ulicy Ledra, dwa posterunki i jesteśmy w północnej części Cypru. O właśnie: używając różnych określeń, musimy uważać, z kim rozmawiamy. Turcy (i Europejczycy także) mówią o części północnej (ta namiastka państwa oficjalnie jest nieuznawana przez inne kraje, z wyjątkiem Turcji) i części południowej Cypru. Z kolei Grecy – mieszkańcy Cypru używają sformułowań Cypr i Cypr okupowany. Słowa mają tu wielką moc...

Oczywiście granicę między obu państwami można przekroczyć także w innych miejscach. Pewnie warto, bo można wówczas zwiedzić po stronie tureckiej chociażby takie perełki jak Warosza (Varosha). To południowa dzielnica, całkowicie opuszczona – określana „miastem duchów” – będąca częścią większej miejscowości pod nazwą Famagusta. W latach 60. i na początku 70. XX wieku Warosza była jednym z najbardziej luksusowych i popularnych kurortów basenu Morza Śródziemnego, często nazywanym „cypryjską Copacabaną” lub „cypryjskim Saint-Tropez”. Przyciągała gwiazdy filmowe, takie jak Brigitte Bardot czy Elizabeth Taylor, oferując ekskluzywne hotele i piękne plaże. Po zajęciu przez armię turecką, dzielnica została ogrodzona drutem kolczastym i ogłoszona strefą zamkniętą, niedostępną dla nikogo, w tym dla jej pierwotnych mieszkańców. Czas zatrzymał się tam na jednym dniu z 1974 roku – hotele, restauracje i domy niszczeją, a ulice porasta roślinność. Obecnie można ją zwiedzać, choć obowiązuje zakaz robienia zdjęć.

Do Famagusty z Pafos jest zdecydowanie dalej niż do Nikozji, dlatego my przekroczyliśmy granicę w tym właśnie mieście – stolicy Cypru. Warto! Ta strona miasta jest inna, dla wielu ciekawsza, bo bardziej orientalna, żywa i wciągająca. Nie da się ukryć, że różnica między miastem południa a północy jest widoczna jak na dłoni. To co rzuca się także w oczy, to znacznie bardziej widoczne wojsko i kult władzy. Budynki rozpadają się bardziej niż po sąsiedniej stronie, ale też żyją w nich prawdziwi ludzie, tutejsi mieszkańcy.

Co zobaczyć po tej stronie granicy? Choćby Wielką Karczmę (Büyük Han), piękny przykład osmańskiej architektury, gdzie dziś mieszczą się sklepiki i kawiarnie, a także centrum kultury. To bodajże najstarsza turecka budowla, jaką można spotkać w Nikozji. Büyük Han, czyli Wielki Zajazd został wzniesiony w 1576 roku i miał służyć jako miejsce zakwaterowania dla licznych handlarzy, którzy podróżowali do miasta, aby sprzedawać tu swoje towary (najczęściej biżuterię, tkaniny oraz przyprawy). Budowla jest bardzo masywna. Szerokie mury i małe okna miały chronić mieszkańców przed niebezpieczeństwami.

Kolejne, warte zobaczenia miejsce to meczet Selimiye, czyli dawna katedra gotycka, przekształcona w islamską świątynię, będąca jednym z najważniejszych symboli miasta.

Poza tym warto zajrzeć na targ na ulicy Arasta. To idealne miejsce do zakupu pamiątek, lokalnych przypraw, kawy czy wyrobów z miedzi; warto pamiętać o targowaniu się.

 

Co kupić, co przywieźć?

Często znajomi pytają mnie, czym najlepiej uraczyć zaprzyjaźnione osoby czy rodzinę po powrocie do Polski. Jeśli nie weźmie się pod uwagę emocjonalnych, często bardzo osobistych prezentów, to odpowiedź jest stosunkowo prosta. Tym, z czego dane miejsce (dany kraj) jest znany. W tym konkretnym przypadku będą to: ser halloumi, oliwa, alkohole – przede wszystkim wina.

Najbardziej znanym winem z rodowodem cypryjskim jest podobno najstarszy na świecie tego typu trunek, czyli Comandaria. O tym, że jest to właściwy prezent, mówią wszystkie przewodniki i pisze większość blogerów. Niemniej ja uważam, że jest to trochę kwestia subiektywna. Prezent musi sprawiać przyjemność. Comandaria zaś jest gęsta, słodka, o dalszych moich odczuciach podczas próbowania tegoż nie wspomnę... Tymczasem Cypr słynie ze znakomitych win: czerwonych, różowych (moje ulubione!), białych, wytrawnych, półwytrawnych, organicznych itp. Które przywieźć do Polski? To zależy od tego, na co trafimy na wyspie jadąc wynajętym samochodem. Myśmy trafili na położoną wysoko w górach winnicę Tsangarides (oryginalny zapis: Tsangarides winery). Co nie znaczy, że ta musi być akurat najlepsza. Jest ich dużo więcej – nie dało się wszystkich porównać. Przyjęto nas bardzo miło, usytuowani wygodnie przy stole z przekąskami przeszliśmy cały proces degustacji poszczególnych gatunków (proces płatny – gwoli wyjaśnienia), zakupiliśmy te wina, które nam najbardziej smakowały i ruszyliśmy w dalszą drogę.

Jeśli ma się w najbliższej rodzinie mężczyzn, których chcemy obdarować czymś mocniejszym, warto też zastanowić się nad innymi trunkami procentowymi. Bo skoro Cypryjczycy mają wino, to przy okazji jest znakomita brandy, ale nie tylko. Polecam wszystkim Zivanię, tradycyjny trunek z Cypru, doskonały szczególnie wtedy, kiedy na nasz obiad było zbyt dużo mięsa... Zivania destylowana jest z wytłoków winogronowych oraz lokalnych win, najczęściej ze szczepów Xynisteri i Mavro, o mocy około 45%. Jest narodową wizytówką Cypru, porównywaną do włoskiej grappy, ma także zastosowania lecznicze.

Będąc we wspomnianej powyżej winnicy, zapytaliśmy o jakąś lokalną, małą wytwórnię oliwy. Dostaliśmy taki adres – jeszcze wyżej w górach, zatem był to nasz następny przystanek. Prawdziwy strzał w dziesiątkę! Kupiliśmy nie tylko oliwy, ale także wyroby oparte na oliwkach, o których nie mieliśmy pojęcia, że takie istnieją, bo w żadnych sklepach w Polsce nigdy na nie nie trafiliśmy. Różnego rodzaju słodycze, orzeszki, specyficzne oliwno-ziołowe trunki i wreszcie dżemy. Dżemy z oliwek – niesamowite!

 

Bez samochodu ani rusz

Wspomniałem na początku tekstu, że nie da się poruszać po wyspie bez samochodu. To prawda! Funkcjonuje komunikacja publiczna, ale na ogół kursuje ona na sposób grecki. Zatem w pewnych godzinach można liczyć na jakieś autobusy (czasami jadą jeden za drugim), później przez 2 godziny na nic trafić się nie uda. Tak pobieżnie można ją określić.

Tymczasem wypożyczalni aut jest całe mnóstwo. Poznać to można choćby po ilości tego typu pojazdów poruszających się pod drogach. Są bardzo charakterystyczne – mają czerwone tablice rejestracyjne. Grecy (Cypryjczycy) są bardzo uprzejmi komunikacyjnie. Z dystansem podchodzą do wyczynów kierowców, którzy jeżdżą autami z czerwoną rejestracją. I mają ku temu bardzo uzasadnione powody. Na Cyprze bowiem obowiązuje ruch lewostronny. To niecodzienne przeżycie dla tych kierowców z Polski, którzy dotychczas poruszali się pojazdami zmechanizowanymi zupełnie odwrotnie. Bo trzeba choćby pamiętać, że na rondach (których tu całkiem sporo) musimy się nauczyć jeździć „pod prąd”. Szczerze? Da się to bez problemu opanować, tym bardziej, że auta z wypożyczalni są najczęściej wyposażone w automatyczną skrzynię biegów. Uczciwie przyznam, że największy problem przez pierwsze pół godziny jazdy sprawiały mi... wycieraczki. Bo to, że kierownica jest z drugiej strony auta, to jedno. Ale trzeba pamiętać, że swoje pozycje zmieniły także kierunkowskazy. Nic dziwnego, że myliły się z wycieraczkami.

 

Fot. Tomasz Szatkowski, Izabela Szatkowska

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 14/11/2025 09:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości