– Na rozprawie w sądzie zapytano mnie, czy biżuteria pani Miry była prawdziwa, czy sztuczna. Odpowiedziałem, że owszem, miała sztuczną biżuterię, takie chińskie podróby, które kupowała dla zespołu do strojów, bo miała robić jakieś stare pieśni, ale nigdy w sztucznej nie chodziła. Te podróbki kupowała za swoje pieniądze. Gdy kręcili „Królową Bonę”, pierścienie i łańcuchy wypożyczyła do filmu – opowiada solista i choreograf Zespołu „Mazowsze”, Witold Zapała. Nazywała go „swoim choreografem”, niechętnie wypożyczała innym i zwalniała. Zawdzięczała mu bardzo dużo – doskonale opracowane tańce różnych regionów, a nawet kostiumy. Gdy w 1982 roku zdecydował się zejść ze sceny z powodu kontuzji kręgosłupa, dalej prowadził próby repertuaru i lekcje tańca klasycznego. Ostatni raz zatańczył podczas tournée zespołu po Francji. „Mazowszu” wyjątkowo pozwolono na wyjazd w czasie trwania stanu wojennego. – Zimińska! – ona potrafiła załatwić wszystko. – Opowiadała mi rozmaite rzeczy, ponieważ mnie lubiła. – Witek, wiesz co – mówiła – są tacy, co nas kochają, ale są i tacy, co nas nienawidzą. – Ten nas nie lubi, połącz mnie z nim – krzyczała do sekretarki.
Fot. Jan Waćkowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze