Reklama

Choreograf o Mirze Zimińskiej-Sygietyńskiej

17/06/2014 15:01
Ona, zawsze ona

– Na rozprawie w sądzie zapytano mnie, czy biżuteria pani Miry była prawdziwa, czy sztuczna. Odpowiedziałem, że owszem, miała sztuczną biżuterię, takie chińskie podróby, które kupowała dla zespołu do strojów, bo miała robić jakieś stare pieśni, ale nigdy w sztucznej nie chodziła. Te podróbki kupowała za swoje pieniądze. Gdy kręcili „Królową Bonę”, pierścienie i łańcuchy wypożyczyła do filmu – opowiada solista i choreograf Zespołu „Mazowsze”, Witold Zapała. Nazywała go „swoim choreografem”, niechętnie wypożyczała innym i zwalniała. Zawdzięczała mu bardzo dużo – doskonale opracowane tańce różnych regionów, a nawet kostiumy. Gdy w 1982 roku zdecydował się zejść ze sceny z powodu kontuzji kręgosłupa, dalej prowadził próby repertuaru i lekcje tańca klasycznego. Ostatni raz zatańczył podczas tournée zespołu po Francji. „Mazowszu” wyjątkowo pozwolono na wyjazd w czasie trwania stanu wojennego. – Zimińska! – ona potrafiła załatwić wszystko.
– Opowiadała mi rozmaite rzeczy, ponieważ mnie lubiła. – Witek, wiesz co – mówiła – są tacy, co nas kochają, ale są i tacy, co nas nienawidzą. – Ten nas nie lubi, połącz mnie z nim – krzyczała do sekretarki.

Fot. Jan Waćkowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości