Takiej drużyny, jaka wystąpiła w meczu z MMTS Kwidzyn, można Płockowi pozazdrościć. Bo chociaż piłkarze jeszcze nie pokazali wszystkich swoich możliwości, to zagrali tak, jak kibice tego oczekiwali, a były momenty genialne. Jeśli wszystko ma iść w tym kierunku, to może być wyjątkowo interesująco.
Płocczanie rozpoczęli bez fajerwerków, ale szybko załapali oddech i zanim piłkarze z Kwidzynia się rozejrzeli, w 15 min. Wisła prowadziła już 10:5, a kibice po cichu mówili do siebie, że takiej drużyny wszyscy mogą nam zazdrościć. Zespół Oliviera Jensena, choć osłabiony brakiem kontuzjowanych Tomasza Palucha i Larsa Madsena, to spokojnie punktował słabe strony rywala, wykorzystując bezlitośnie niemal każdy błąd.
W 24 min. Wisła prowadziła 16:8 i wtedy piłkarze poczuli chyba sytość z osiągnięcia tak dużej przewagi, bo przestali grać. Strzelali ot tak sobie, chyba tylko po to, by Sebastian Suchowicz nie stracił całkowicie motywacji do gry w Kwidzynie. Za to pozwalali gościom na wiele. W efekcie w 28 min. Wisła wygrywała wynikiem 16:12. Co prawda, to spora przewaga, ale kandydatowi na mistrza nie przystoi taka strata bramek.
Właśnie ten fragment gry upoważnił trenera zespołu z Kwidzyna Zbigniewa Markuszewskiego do stwierdzenia na konferencji prasowej, że jego zespół mógł ten pojedynek wygrać. Co prawda, chyba sam nie wierzył w to co mówił, ale rzeczywiście, gdyby goście mieli więcej czasu do przerwy, to kto wie, czy nie doprowadziliby do wyrównania. Mało prawdopodobne, ale możliwe.
Po przerwie płocczanie już nie popełniali błędów. Grali na luzie, ale skutecznie i efektownie. Trener mógł wpuścić na boisko zmienników, ale niestety niektórym daleko do pierwszego składu. O ile nieźle radził sobie Adam Wiśniewski, próbując znów pokazać cały wachlarz swoich możliwości, to zmiennicy grającego w tym meczu bezbłędnie Dimitri Kuzeleva muszą jeszcze popracować nad formą. Bez wątpienia klasą dla siebie w tym pojedynku był Vegard Samdahl, który pokazał, że jest podstawowym zawodnikiem drużyny, Arkadiusz Miszka, który był niemal bezbłędny w rzutach karnych i bramkarz Morten Seier. Szkoda tylko, że może jedną bramkę drużyna zdobyła z kontry. Tego chyba najbardziej brakuje płockim kibicom..
Po meczu trener Jensen cieszył się ze zwycięstwa. – Mieliśmy coś w tym meczu do udowodnienia - mówił, ale nie sprecyzował o co chodzi. – Zespół potrzebował kopniaka, a grając z tak dobrym przeciwnikiem, dostał go. Ćwiczyliśmy przez cały tydzień grę w obronie i trzeba powiedzieć, że ta formacja wraz z bramkarzem funkcjonuje bardzo dobrze. Mamy jednak jeszcze wiele takich zadań przed sobą.
Jol.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze