Wybory rozstrzygnięte, dogrywki nie będzie. Państwo znają już wyniki, ja nie, ale do końca było wiadomo, że Polacy nie chcą żadnej zmiany. Partie zainstalowanego tu nad Wisłą systemu pookrągłostołowego, które zagwarantowały sobie monopol na urządzenie rodakom szczęśliwego życia, mają się dobrze, cieszą się uznaniem ponad 80% obywateli, tak więc zmiany nie będzie. Nawet jeśli wygrała opozycja, to będziemy mieli tylko powtórkę z rozrywki. Co to ma zresztą za znaczenie, kto tu będzie popełniał kolejne afery, okradał budżet, psuł gospodarkę, służbę zdrowia czy oświatę, poniżał ludzi pracy, demoralizował zdezorientowaną młodzież, wypychał ją z kraju i zastępował przybyszami z zewnątrz. Innego modelu życia nie chcą ani starzy, ani młodzi. Trzydzieści lat szmacenia Polski zrobiło swoje. Nawet sobie nie wyobrażamy, że tu nad Wisłą mogłoby być inaczej. Niektórzy wyprowadzają się za granicę, mieszkają tam, pracują, dobrze się mają, czasami nawet wracają, ale nie wierzą, że tu, właśnie tu, z tymi ludźmi można byłoby zbudować taki świat, jaki jest tam, gdzie wolą przebywać, urządzać się, zakładać rodziny, budować domy, cieszyć się życiem – tam gdzie docenia się pracę, gdzie po prostu chce się żyć, gdzie żyje się, a nie wegetuje, patrząc na obrzydliwe pasienie się jednych i marnienie drugich. Z jakichś powodów nie chcą tu wracać. Nie przyszło wam do głowy, kandydaci do dalszego szmacenia Polski, zapytać, dlaczego nie chcą wracać, a nowi wciąż chcą wyjechać?
Nieprzypadkowo Prus w „Lalce” włożył w usta Wokulskiego gorzkie słowa o Polsce. „Oto miniatura kraju, w którym wszystko dąży do spodlenia i wytępienia rasy. Jedni giną z niedostatku, drudzy z rozpusty. Praca odejmuje sobie od ust, ażeby karmić niedołęgów; miłosierdzie hoduje bezczelnych próżniaków.” Nieprzypadkowo też chyba Prus stwarza na końcu powieści sytuację, w której najwartościowsi bohaterowie „Lalki” albo już umierają, jak Rzecki, albo, jak Wokulski czy Ochocki, myślą o tym, aby wyjechać, wyemigrować, uciec jak najdalej od tego kraju, „w którym wszystko dąży do spodlenia”. Nieprzypadkowo też w „Lalce” pada pytanie, „kto tutaj zostanie?”. Oczywiście znajdują się chętni do pozytywnej odpowiedzi na nie, ale to są zaledwie kandydaci na szulerów, spryciarzy, geszefciarzy. Smutny jest koniec „Lalki”, jak smutny będzie obraz Polski po tych wyborach, niezależnie od wyniku, jaki w nich padnie. Ilu ludzi i dziś myśli o tym, by uciec tam, gdzie stwarza się szanse na rozwój, gdzie można coś więcej niż tylko walczyć o przetrwanie. Mimo zmian, jakie zaszły w naszym kraju w ciągu ostatniego 30-lecia, celne spostrzeżenia opisane w „Lalce” chyba zachowują aktualność. Może gdyby nasi kandydaci na posłów, senatorów, ministrów, szefów firm nie brzydzili się czytać naszych wielkich pisarzy i myśleć o ich dziełach, zawstydziliby się, że przez ich nieudolność i brak wizji cierpią młode pokolenia, które bezskutecznie czekają na zmianę. Te wybory zmiany nie przyniosą.
W raz z tymi wyborami świętujemy w tych dniach 250. rocznicę powstania Komisji Edukacji Narodowej. Chyba zapomniano o tym, ponieważ sprawy edukacyjne w tej kampanii wyborczej były reprezentowane najsłabiej, wprost śmiesznie. One najbardziej kompromitują czcigodnych kandydatów, także naszych, lokalnych. Duma z Komisji, prawdziwa lub udawana, nigdy w wolnej Polsce po roku 1989 nie przełożyła się na rzeczywistą troskę o oświatę. Żaden chyba zawód, do wykonywania którego niezbędne są studia wyższe, nie został bardziej zeszmacony niż zawód nauczyciela. Przyłożyły do tego rękę wszystkie formacje polityczne, które rządziły Polską, i PiS, i Platforma, i PSL, i Lewica, dlatego trudno przypuszczać, aby z tego szmaciarstwa, w którym tyle moi rodacy mają upodobania, niezależnie, kto wygrał, mogło narodzić się coś dobrego.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze