Reklama

Barcelona przed sezonem turystycznym. O czym warto pamiętać?

Dlaczego do Barcelony warto pojechać zimą? Po pierwsze – tańsze bilety lotnicze, po drugie – mniej turystów, czyli krótsze kolejki do zabytków, po trzecie – temperatury przyjemniejsze niż w Polsce. Barcelona to ładne i zadbane miasto z bogatą historią, port przypominający o morskiej potędze, który dzisiaj łączy kilka kontynentów, palmy, zielone papugi i fantastyczny sok pomarańczowy.

Drugie co do wielkości miasto Hiszpanii liczy ponad 1,5 mln mieszkańców, którzy wydają się być w ciągłym ruchu. Czas płynie tu wolniej jedynie w porze siesty i w niedziele. Okna naszego pokoju (ósme piętro) wychodziły na ulicę i plac budowy. O siódmej, gdy szary poranek ledwie się rozpoczynał – pomarańczowe kaski już zaludniały beton.

Z lotniska jeździ metro, autobus i pociąg. Pociągiem będziemy podróżować dłużej i dłużej też poczekamy (metro kursuje częściej), ale przekonuje cena biletu. Po dojściu z terminala na stację kolejową warto kupić karnet na 10 przejazdów (T-mobilitat – T-casual, 12,15 euro). Czas podróży do centrum wynosi 75 minut i - co ważne – można zmieniać środki transportu (albo linie metra). Za każdym razem ponownie kasujemy bilet!

Reklama

Wynajem auta? Nie, jeśli zostajemy w mieście. Ciekawe, jak autochtoni znajdują wolne miejsce do zaparkowania. Chyba że wszyscy przesiadają się na rowery. Rozwinięta sieć wygodnych ścieżek pozwala na swobodne przemieszczanie się jednośladem i – póki co (jeżeli Barcelona nie weźmie przykładu z Paryża) – hulajnogą.

 

Hiszpanie lubią słodycze

Opłata za noclegi pochłonie największą część wycieczkowego budżetu. Dwie osoby albo samotna turystka, która niekoniecznie chce dzielić salę w hostelu z ośmiorgiem obcych (średnia cena 35 euro/ doba ) muszą się przygotować na duży wydatek.

Reklama

Na szczęście zima to sezon niski. W dzielnicach bliżej morza jest luźno, hotele – tańsze niż te wokół słynnego deptaka La Rambla.

Pora roku wpływa nie tylko na cenę noclegu. Taniej kupimy sezonowe owoce. Zimą wybierajmy pomarańczowe! Hiszpania to największy w Europie producent pomarańczy i mandarynek. Zbiory trwają od listopada do marca, a na ulicach Barcelony przypominają o nich wiecznie zielone drzewka. Tak pysznego soku pomarańczowego nie ma chyba nigdzie! Kiedy teraz kupuję w sklepie pomarańcze, wybieram te z Hiszpanii.

Reklama

Hiszpania je na słodko i trzeba się z tym pogodzić. Nawet kiełbasy z pikantną papryką są jakby słodsze. To samo słynne dojrzewające szynki (jamón serrano, jamón ibérico). W rankingu słodyczy wygrywają churros. Na te chrupiące pręciki smażone w głębokim tłuszczu, maczane dodatkowo w czekoladzie, można się natknąć wszędzie. Poza tym – setki innych rodzajów ciastek, z rozmaitymi kremami – po wejściu do kawiarni naprawdę trudno się zdecydować. Pyszne są też małe kanapeczki przekłute drewnianą wykałaczką (z szynką, łososiem, twarożkiem). Turysta zawsze ma wybór: zjeść w restauracji, tańszej sieciówce, zrobić zakupy w sklepie i samemu przygotować posiłki. Znaleziona przypadkiem „kanapkownia” serwowała zestaw dnia (świeża i smaczna kanapka z tuńczykiem, napój, frytki) za 4 euro.

Nie jestem fanką piłki nożnej. Jednak siedząc w niedzielny wieczór w barze i wznosząc urodzinowe toasty, chcąc nie chcąc spoglądałam na wielki ekran. Grał „Lewy”. To nie był najbardziej udany mecz zawodnika Barçy, która mierzyła się wtedy z Betisem, ale i tak polski napastnik jest tu bardzo lubiany.

Reklama

 

Od zwiedzania głowa może rozboleć

Na różnych polskich blogach o Barcelonie znajdziemy informacje, gdzie, kiedy i co zwiedzać za darmo. Dlaczego są bardzo przydatne, okazuje się na miejscu. Zachęcam, żeby – przygotowując wyjazd – poświęcić czas na dokładną lekturę.

W stolicy Katalonii jest ogromna liczba ciekawych muzeów – od Muzeum Sztuki Współczesnej (MACBA), Muzeum Banksy'ego, Muzeum Designu, Muzeum Picassa, Fundació Joan Miró (14 euro), do Narodowego Muzeum Sztuki Katalońskiej. Dodajmy jeszcze kilka budynków projektu Gaudiego: Casa Milà (28 euro), Casa Vicens (18 euro), Casa Batlló (25 euro), bazylika Sagrada Família z wieżą (48 euro), piękny modernistyczny kompleks Sant Pau (Lista Światowego Dziedzictwa UNESCO), miasteczko Pablo Espanyol na Wzgórzu Montjuic (po katalońsku brzmi „montźiułik”) – ugniemy się pod ciężarem sumy, jaką przyjdzie nam zapłacić za bilety. Więc albo: „płać i płacz” albo z czegoś rezygnuj.

Reklama

Istnieją oczywiście różne karnety oferujące wstęp do kilku zabytków, ale choć opcji jest sporo – wcale nie są idealne. Dlatego warto tak zaplanować podróż, żeby załapać się na dni, kiedy możemy gdzieś wejść za darmo. Mnie udało się tylko raz. W niedziele po godz. 15.00 bezpłatne wejście obowiązuje w Muzeum Morskim mieszczącym się w pięknych zabytkowych stoczniach królewskich (Reials Drassanes).

[paywall]

Ozdobą kolekcji jest niesamowita, wykonana w skali 1:1 replika Galera Real, która brała udział w bitwie morskiej pod Lepanto (1571). Wśród ciekawych eksponatów znajdziemy też modele żaglowców, łodzi podwodnej, transatlantyków, stare mapy, grafiki i plakaty ze statkami. A przy wejściu powita nas oryginalna waga towarowa.

Reklama

O tym, że Barcelona to też port (jeden z największych w basenie Morza Śródziemnego), a Hiszpania była niegdyś imperium kolonialnym, przypomina pomnik Krzysztofa Kolumba. Stanął w miejscu, w którym podróżnika, po powrocie z pierwszej wyprawy do Indii Zachodnich, witała para królewska (3 kwietnia 1493 r.).

 

Sagrada Família i vlogerzy

Załóżmy, że przyjeżdżamy do Barcelony tylko na przedłużony weekend. Co koniecznie trzeba zobaczyć? Projekty Gaudiego. Nie tylko pozostawił po sobie kilka znakomitych i nowatorskich budowli, ale zainspirował kolejne pokolenia architektów. Oddał Barcelonie talent i serce. Choć zmarł tragicznie potrącony przez tramwaj w 1926 roku, jego dzieła są symbolem miasta.

Reklama

Arcydzieło Gaudiego to bez wątpienia katedra Sagrada Família (Świętej Rodziny). Rozpoczęta w 1882 roku budowa trwa nadal. Drugiej takiej świątyni, zalewanej światłem wpadającym przez kolorowe witraże, nie ma na świecie. Z wieży roztacza się widok na miasto i charakterystyczną oktagonalną zabudowę. To też unikatowa ciekawostka Barcelony. Wychodząc z Sagrada Família nie omijajmy muzeum z godną uwagi multimedialną ekspozycją, z modelami katedry i informacjami na temat jej twórców.

Vlogerzy nagrywający filmiki o tym, gdzie stoją, gdzie byli albo dokąd idą, już nikogo nie dziwią, ale w Parku Güell – zaprojektowanym, a jakże, przez Gaudiego – na metr kwadratowy przypada przynajmniej trzech. Do tego tłumy zwyczajnych turystów, którzy nagle przystają, by zrobić zdjęcie. Żeby sfotografować słynną jaszczurkę przy wejściu do parku trzeba uzbroić się w cierpliwość. Ogromne wrażenie robi Sala Stu Kolumn, w której według zamierzeń architekta miał się mieścić targ. Doryckie kolumny w połączeniu z niebieską i zieloną mozaiką tworzą bardzo oryginalną scenerię. Poza tym – fantastyczny widok aż do morza.

Reklama

Barcelona to jedno z tych miast, które warto poznawać pieszo. Zawsze znajdzie się kamienica z piękną fasadą, nieregularne okno, fajna kawiarnia. Polecam wizytę w niezwykłym trzypiętrowym sklepie papierniczym, w którym moje zakupy zjechały do kasy windą. A na górze znajduje się Raima Gallery, serwująca pokrzepiające trunki.

Spędziłam w Barcelonie trzy całe dni i mam wrażenie, że udało mi się zobaczyć tylko jej fragmenty. Może za wolno chodzę, a może właśnie o to chodzi, żeby do Barcelony wracać.

 

Fot. Marta Kunavar

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 01/04/2024 08:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości