W jednym z kwietniowych numerów Tygodnika Płockiego pisaliśmy o katastrofalnej sytuacji łąckich jezior, które bardzo mocno dotknęła susza. W tym roku jest najniższy poziom od lat, jezioro oddało pięć, w niektórych miejscach nawet sześć metrów plaży. Jak tak dalej pójdzie, jeśli nie uda się tego procesu zatrzymać, to w sezonie będzie znacznie gorzej.
Jak w ostatnich tygodniach przed sezonem wyglądała sytuacja jezior łąckich, można było obserwować z brzegu. Najlepiej efekty suszy widać było na największej w okolicy plaży – Patelni, która była jeszcze większa niż przed rokiem, bo wody w jeziorze było coraz mniej.
Wójt gminy Łąck twierdził, że jedynym ratunkiem dla wysychających jezior jest uruchomienie istniejącej od dawna przepompowni Dobrzyków i wpompowywanie wody z Wisły do jeziora Ciechomickiego.
Zbigniew Białecki, który zna temat od podszewki, zajmując się nim od lat, teraz wieszczy wielką klęskę. – Podobna sytuacja była jakieś cztery lata temu, ale wtedy zimą przyszły obfite opady i woda w jeziorach się podniosła. Teraz normalne opady nie zmienią sytuacji, potrzeba deszczu przez kilka miesięcy. Wszystkie dopływy się zatrzymały, w pionie jest nawet do półtora metra ubytku wody – tłumaczy wójt gminy i martwi się, bo Łąck to gmina turystyczna, obfity deszcz przez kilka miesięcy zminimalizuje skutki suszy, ale odstraszy turystów. Brak deszczów – wysuszy jeziora i też turyści nie przyjadą.
I zdradził nam wówczas sposób, jak uzdrowić tę sytuację. – Wystąpiłem do Wód Polskich o uruchomienie instalacji powodującej wpompowanie wody z Wisły. Gdyby Marszałek Województwa zarządzał jeziorami, to już pewnie by wszystko działało. Instalacja jest wykonana, wystarczy wystąpić o pozwolenie wodnoprawne, by wykorzystać istniejącą inwestycję. Pompy i tak musiałyby działać kilka miesięcy, żeby uzupełnić wodę z Wisły. Dalsza zwłoka powoduje, że jest jej coraz mniej. Zdaję sobie sprawę, że to kosztowny kierunek działań, ale jedyny w tej sytuacji, by ratować jezioro Górskie i Ciechomickie – tłumaczył.
Bo już wiadomo, że na długotrwałe i obfite opady tego lata nie ma co liczyć. Prognozy długoterminowe mówią wyraźnie, że deszczów zbyt dużo nie będzie. A tu potrzebne jest, by woda spływała strugami, wtedy będzie jakiś efekt.
Wójt próbował porozumieć się z Państwowym Gospodarstwem Wodnym Wody Polskie, Regionalnym Zarządem Gospodarki Wodnej w Warszawie, ale szefowie firmy byli innego zdania co do sposobu zapobiegania wysychaniu jezior łąckich.
Próbowaliśmy i my, ale Urszula Tomoń, rzeczniczka Wód Polskich sprowadziła nas na ziemię: „Sprawa „przetaczania wody z Wisły” była analizowana przez Wody Polskie. W tym pomyśle (istniejącego wówczas zarządu melioracji) sprzed kilku lat chodziło o wykorzystanie pompowni w Dobrzykowie. W pozwoleniu wodnoprawnym tego obiektu jest jednoznaczny zapis mówiący o zagospodarowaniu wód przepompowywanych przez ten obiekt: wody z pompowni Dobrzyków muszą być kierowane do Wisły. Nie możemy działać wbrew pozwoleniu i wbrew przepisom. Zatem nie możemy w oparciu o te przepisy przepompować wody do jezior Górskiego i Ciechomickiego”.
Tak było pod koniec kwietnia, potem ukazał się w Tygodniku Płockim artykuł o fatalnej sytuacji wysychających jezior łąckich i otrzymaliśmy od Urszuli Tomoń znacznie lepszą informację.

Kup e-wydanie Tygodnika Płockiego .
Działamy i piszemy dla Ciebie. W czasie utrudnionego dostępu do punktu sprzedaży gazet pomóż nam przetrwać pandemię koronawirusa.
Jola Marciniak
fot. t
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze