Reklama

Zespół jak rodzina

14/05/2008 12:49
Nie wiadomo, co sprawiło, że dziewczęta, które przed 15, 20, 25 laty tańczyły w zespole „Petrolinki” w ogóle się nie postarzały... Co więcej, mimo pewnej przerwy, doskonale pamiętały układy taneczne sprzed lat. Gdy tylko na sali Domu Technika pojawiła się Irena Kapuścińska – ich wieloletnia choreografka i kierowniczka zespołu, natychmiast zaprezentowały jeden z układów tanecznych.

ę na okoliczność 25-lecia pierwszej próby zespołu. Skorzystały z wiedzy, że w Polsce będzie właśnie przebywać ich „druga mama”, jak określają Irenę Kapuścińską. Sprawę ułatwił im portal „Nasza Klasa”, gdzie dziewczęta się zarejestrowały, a potem bacznie obserwowały rozwój sytuacji. Zapisało się tam ich 33, przyjazd do Płocka zadeklarowało ponad 20. „Petrolinki” rozsiane są dziś po całej Polsce, a nawet Europie. Na szczęście długi weekend majowy umożliwił oderwanie się od codziennych obowiązków i zarezerwowanie czasu na spotkanie po latach.

„Dziewczęta” mają dziś po dwadzieścia kilka lat i więcej. Przed laty uprosiły swoje mamy, żeby zapisały je do „Petrolinek”, bo zespół był bardzo popularny w Płocku, na Mazowszu i w kraju: – Zespół był przyzakładowy, działał przy „Petrochemii”, więc był dobrze sponsorowany. Na przesłuchania zawsze przychodziło dużo chętnych, a dostawała się garstka najzdolniejszych i najbardziej umuzykalnionych. Można było do niego należeć do końca szkoły podstawowej, bo zespół był typowo dziecięcy. Niektórzy potem przechodzili do „Dzieci Płocka” – opowiada Izabela Wysocka, sprawczyni spotkania w Domu Technika, do „Petrolinek” zapisała się w wieku lat sześciu.

Zgodnie przytakują jej: Sylwia Jaskuła-Górecka i Renata Godziemska-Falkowska. I wspominają. Że próby 100-osobowego zespołu odbywały się dwa razy w tygodniu: we wtorki i czwartki, na tej samej sali, na której spotkały się po latach. Zespołem zajmowały się właściwie trzy osoby: Irena Kapuścińska, akompaniatorka Irena Chlebowska i akustyk Zbigniew Antośkiewicz. Irena Kapuścińska była dla dziewcząt wszystkim: – Muzykiem, trenerem, choreografem, psychologiem. Takim człowiekiem-orkiestrą – żartują byłe „Petrolinki”.

Wielogodzinne próby przynosiły efekty: – Często tańczyliśmy przed delegacjami, które przyjeżdżały do „Petrochemii”. Zawsze dostawaliśmy od nich jakieś prezenty, – „Petrolinki” wspominają jeszcze schyłek PRL-u. – Za granicę raczej nie wyjeżdżałyśmy, ale pamiętamy jeden pobyt w NRD. Przede wszystkim jednak obstawialiśmy wszystkie większe imprezy na terenie Płocka i Mazowsza.

Marta Szulej i Katarzyna Trzeciak przekonują, że w zespole były tylko chwile dobre. O Irenie Kapuścińskiej mówią – „nasza pani Irenka”: – Wychowywała nas, troszczyła się o nas, była jak matka. Nie ma takiej drugiej i nie będzie. Niektóre z nas tańczyły w innych zespołach, ale nigdzie nie było tak wspaniałej atmosfery. Na to spotkanie po latach zgłosiłyśmy się bez cienia zastanowienia. Wykonywane przez nas zawody nie mają ze sztuką nic wspólnego. Niektórym z nas nie udało się, niestety, zrealizować planów artystycznych.

„Moje drugie dzieci”

„Petrolinki” wspominają, że pobyt w zespole był tylko przyjemnością. W wielogodzinnych próbach uczestniczyły z zaangażowaniem. Koleżanki ze szkoły często im zazdrościły, że tańczą w zespole. Bo zespół „był jak rodzina”. Justyna Galińska-Zalewska, jedna z najstarszych obecnie „Petrolinek” przypomina, że układów tanecznych było kilkanaście. Każdy układ tańczyło kilka obsad. Układy były właściwie tanecznymi spektaklami: „Kopciuszek”, „polka-bieganka”, „ruski”... Do każdego układu dziewczęta miały osobne stroje. W gronie niemal samych dziewcząt znajdowało się zaledwie kilku chłopców – rodzynków. Wśród nich również obecny na spotkaniu w Domu Technika – Maciej Kapuściński (prywatnie syn pani Ireny), obecnie mieszkający w Niemczech, jeden z inicjatorów zjazdu po latach.

Wielokrotnie już przywoływana w tym tekście Irena Kapuścińska została powitana w Domu Technika gromkimi owacjami. Z każdą z dziewcząt witała się osobno. Doskonale pamiętała swoje byłe podopieczne. Obdarowana bukietem kwiatów i rzeźbą – baletkami z drewna, wykonanymi przez artystę rzeźbiarza Macieja Marciszewskiego, z przyjemnością oglądała przygotowaną prezentację multimedialną – film-wspomnienie o minionym czasie, spędzonym w zespole. Nie zabrakło też tortu na 25-lecie i lampki szampana, z życzeniami kolejnego spotkania.

Irena Kapuścińska prowadziła „Petrolinki” przez 17 lat. doskonale pamięta rok 1979, kiedy przyjechała do pracy w Domu Technika aż ze Starogardu Gdańskiego (obecnie mieszka w Stuttgarcie). W płocku działał już zespół folklorystyczny „Dzieci Płocka”, więc pomyślała o zespole, dziecięcym, w którym na przykład można by inscenizować różne piosenki. I tak powstały „Petrolinki”. Nazwa oczywiście wzięła się od „Petrochemii”: – To była piękna praca, ale ciężka. Na scenie nie było widać trudu, jaki trzeba było włożyć w przygotowanie układów. Przyszły festiwale i nagrody, ale okupione dużym wysiłkiem z naszej strony. Najprzyjemniejsze były oklaski na koniec koncertu – Czy trudno było okiełznać tę całą gromadę? – Nie, choć dziewczęta były przecież jeszcze dziećmi. Ale nie były do niczego zmuszane, my raczej współpracowaliśmy. Warunkiem uczestnictwa w zespole były jednak dobre oceny w szkole. Musiałam być dla nich jak matka. Gdy późno wracałyśmy z koncertów, często spały u mnie w domu. Byłam dla nich wszystkim: nauczycielką, wychowawczynią, złą panią, dobrą panią. To były moje drugie dzieci.

Gdy syn Maciej pokazał pani Irenie, że dziewczęta z „Petrolinek” spotykają się na „Naszej Klasie”, ze wzruszenia się popłakała. Przecież praca w Płocku to były najpiękniejsze lata jej zawodowego życia. Do dziś otrzymuje okolicznościowe kartki od dziewcząt, spotyka się z wyrazami ich wdzięczności. Irena Kapuścińska bardzo dobrze wspomina również współpracę z rodzicami – przy zespole istniał komitet rodzicielski, rodzice pomagali w wielu sprawach, można było na nich liczyć. Jedna z mam – Czesława Przyborowska, również zjawiła się z jubileuszowym spotkaniu: – Byliśmy jak jedna, wielka rodzina – uważa Irena Kapuścińska.

„Petrolinki” 25 lat później mają po dwoje dzieci, nie wszystkie od razu się poznały, ale pełne emocji nadrabiały przerwę w kontaktach – na sali Domu Technika gwar był taki, że trudno było nagrywać rozmowy. I wszystkie bardzo żałowały, że tamte lata, gdy tańczyły w zespole, już nie wrócą.    

Elżbieta Grzybowska

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości