Płock jest jednym z tych miast, gdzie stale się coś buduje, oddaje do użytku wyremontowane kamienice, w których dostają mieszkania osoby zwykle długo czekające na przydział. Budynki są piękne, nowe, ze wszystkimi wygodami i bardzo dobrze. Szkoda tylko, że zapomina się o tych, które zapomniane przez miejskie służby niszczeją coraz bardziej, a ludzie tam mieszkający są przeświadczeni, że zostali całkowicie zapomniani.
Jednym z takich miejsc w Płocku jest budynek, a właściwie niewielkie, stare osiedle budynków, położone na tyłach ul. Wyszogrodzkiej 34. Na koniec października w jednym z budynków wybuchł pożar, do którego przyczynił się jeden z dzikich lokatorów. „Mieszkanie”, które absolutnie nie zasługuje na taką nazwę zostało zabite – dosłownie – deskami, nikt nie ma tam wstępu, nikt nie mieszka, nie zostało wyremontowane.
Skoro nikt tam nie mieszka, to nikt nie dba o ten lokal, nikt go nie ogrzewa, co oczywiście odbija się na pozostałych lokatorach. Można przypuszczać, że od chwili zabicia okien deskami, nikt z administracji osiedla się tam nie pojawił. Mało tego, przed pożarem też tym budynkiem raczej nikt się nie interesował, co można stwierdzić, wchodząc do jego wnętrza.
O takich „drobiazgach” jak szczury biegające po korytarzu, nawet nie ma co pisać, bo to w budynku przy ul. Wyszogrodzkiej 34/2 jest już niestety normalne. Normalne są także porysowane, brudne ściany. – Od kiedy tu mieszkam, czyli ponad 15 lat na pewno klatka schodowa nie była odświeżana. Na podłodze budynku jest żywy, zimny beton i panujący wokół zapach moczu – opowiada o „zaletach” budynku jedna z mieszkanek.
Jola Marciniak
fot. D. Ossowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze