Reklama

Z wędkarskiego notatnika (2)

07/06/2016 10:59
Nieco ponad kwadrans później, dosłownie kilka metrów dalej, w głównym nurcie rynny, mam dobrze wyczuwalne łagodne branie. Przez sekundę, może dwie, czuję na wędce statyczny balans ryby. Zacinam. I… po rybie, nie zapięła się! Od razu, gdzieś w głębi duszy, pojawia się rozgoryczenie, ponieważ był to prawdopodobnie pstrąg, dość przyzwoity pstrąg. Zgorzkniały utyskuję w duchu na złośliwość losu. Jedynym pocieszeniem w takiej sytuacji jest fakt namierzenia stanowiska ryby, bowiem istnieje dość duże prawdopodobieństwo, że pstrąg – oczywiście jeżeli ktoś mnie nie uprzedzi – prędzej czy później znowu trafi na moją wędkę, a wówczas może to ja będę miał więcej szczęścia.
Dalej, do „eski” z pierwszym zakrętem rzeki, gdzie rezyduje namierzony nie tak dawno przeze mnie okazały pstrąg, zupełnie nic się nie dzieje. Ani puknięcia. Teraz to już jednak nie miało znaczenia, bo właśnie dotarłem do miejsca, które za chwilę może obdarzyć mnie wspaniałą rybą. Podekscytowany i równocześnie trochę spięty, w iście indiańskim stylu, zbliżam się do końcowego fragmentu prostki poprzedzającej zakręt rzeki z namierzonym pstrągiem. Penetrację pstrągowego rewiru rozpoczynam już od drugiej połowy prostki, kilkadziesiąt metrów przed zakrętem, gdyż z poczynionych wcześniej obserwacji wynika, że pstrąg podczas żerowej aktywności potrafi zapuścić się aż tutaj. Każdy rzut woblerem, obrót korbką kołowrotka, wznieca ogromne emocje. Wzmaga maksymalnie koncentrację.


Tekst i fot. Andrzej Konowrocki
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości