Cały tegoroczny lipiec do bani. Czarna rozpacz! Ponad trzydziestostopniowe upały, bardzo niskie stany wód w rzekach i wędkarskie przekleństwo łowców ryb łososiowatych – tłukące się całymi dniami po pstrągowych rzekach tabuny kajaków. Początek sierpnia podobny. Z wyprawy na wyprawę dopadało mnie coraz większe zniechęcenie. W końcu, zgorzkniały, postanowiłem spisać tegoroczne lato na straty, dochodząc do wniosku, że w tych okolicznościach zupełnie to nie ma sensu. Zero przyjemności. Szkoda zdrowia i nerwów. Ale tuż przed wydłużonym o jeden dzień sierpniowym weekendem upały zelżały. Powróciły typowe dla naszej szerokości geograficznej temperatury powietrza, w przedziale 26-28 stopni Celsjusza. To był wystarczający impuls, aby mój łowiecki zew i niepoprawny optymizm pchnął mnie znowu ku nowej wędkarskiej przygodzie. Chciałoby się powiedzieć: zarzekała się żaba błota. Pragnąc ciszy, spokoju, samotności i duchowych uniesień i doznań w obcowaniu z rzeką i dziką naturą pomyślałem o wypadzie na Drawę. Obawiałem się wprawdzie i tam wzmożonej aktywności kajakowiczów – w końcu to ostatni wydłużony wakacyjny weekend. Jednak chęć ponownego odwiedzenia tego pociągającego leśnego pustkowia i spędzenia tam kilku godzin nad urzekającą – będącą teraz dla odmiany w letniej otoczce – rzeką, ze spinningiem, była tak silna, że nie byłem w stanie się jej oprzeć. Poza tym, pchała mnie tam wizja spotkania z letnim „srebrniakiem” troci wędrownej, a być może i samym królem tej rzeki – łososiem! Zimą nie udało się, więc może teraz, latem. Przede wszystkim chciałem jednak zorientować się, czy ryby te pojawiły się już w rzece. Mając nadzieję, że jeżeli już są, to może uda mi się na jakąś natrafić i skusić ją do zaatakowania przynęty, czy też chociaż wyjścia do niej. Liczyłem także, że ryby mogą również zdradzać swoją obecność wieczornymi spławami ponad powierzchnię wody.
Tekst i fot. Andrzej Konowrocki
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze