Futboliści wystartowali na dobre do sezonu ligowego i pucharowego. Toteż trudno nie napisać paru zdań o piłce. Zwłaszcza w kontekście występu naszych „eksportowych” drużyn w europejskich pucharach.
Jako motto pozwolę sobie zamieścić grafomańską przeróbkę znanego dwuwiersza księdza Twardowskiego: spieszmy się pisać o pucharowiczach, tak szybko odpadają… Wiem, to nieładnie tak o naszych czołowych zespołach w sytuacji, kiedy odnoszą trzy zwycięstwa jednego dnia! Na usprawiedliwienie mogę tylko zauważyć, że wszystkie wygrały na własnych boiskach, jedną bramką, z przeciwnikami (może z jednym wyjątkiem) z najniższej europejskiej półki. I tylko wicemistrz kraju nie stracił gola, co w pucharach ma niebagatelne znaczenie. W rewanżach może zatem być różnie… Tym bardziej, że w pierwszej rundzie dwójka naszych pucharowiczów koncertowo zmarnowała solidne zaliczki z meczów wyjazdowych! Cóż, pucharowa czwórka w pierwszej kolejce „ekstraklasy” (cudzysłów zamierzony) zdołała uciułać zaledwie trzy punkty. Widać, że do ubiegłorocznej formy daleko. A jeśli nawet „optycznie” gra wygląda nieźle (jak na naszych ligowców oczywiście), to kłopoty z koncentracją…
R ozpisałem się o pucharach, choć na tym etapie w futbolowo poważnych krajach kibice nawet nie wiedzą, że te rozgrywki już trwają. Oni dołączają później. Znacznie później… I każdy kibic co roku zadaje sobie pytanie: kiedy nasi zbliżą się choćby do tych najlepszych? A nawet do średniaków z byłych „demoludów”? Co musi się wydarzyć? Pieniądze? Chyba niekoniecznie. Budżet aktualnego wicemistrza naszego pięknego kraju przewyższa budżety niektórych zespołów dość regularnie grających w tych elitarnych rozgrywkach (np. Łudogorec Razgrad, Bate Borysow). Trzeba umieć pieniądze wydawać…
W spomniałem już o naszej „ekstraklasie”. Wystartowała! I na tym należałoby poprzestać. Wszelkie komentarze, przewidywania po pierwszej kolejce nie mają żadnego sensu. Ba, ostatnie sezony pokazują, że nawet po trzydziestu kolejkach rundy zasadniczej też nie bardzo! Lepiej zatem przywołać słynne powiedzenie najsławniejszego polskiego trenera: dopóki piłka w grze… A na naszym podwórku? Cóż, jeśli patrzeć na start, to szału nie ma! Co więcej, istnieje obawa, że wraca ból z poprzedniego sezonu. Skuteczność na własnym boisku! Zmiany kadrowe też na razie nie pokazują „wartości dodanej”. Dwaj pozyskani w przerwie letniej gracze o znanych nazwiskach na razie (miejmy nadzieję) nie pokazali niczego nadzwyczajnego. Gdyby nie bramkarz… I te niepokojące pustki na stadionie… Wiadomo, są wakacje, ale w perspektywie budowy nowego obiektu… A ta tytułowa trybuna to oczywiście kanapa przed TV.
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze